Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

Anwil gromi AZS

Sobota, 01 Kwietnia 2006, 1:00, Michał Fałkowski

W rozegranym dziś spotkaniu XXIV kolejki Dominet Basket Ligi, Anwil Włocławek rozgromił AZS Gaz Ziemny Koszalin 105:76 (24:16, 31:21, 23:18, 27:21).

 

 

 

„Anwil reaktywacja” – takim stwierdzeniem można podsumować dzisiejszy występ wicemistrzów Polski. Po porażce z Erą Ašląskiem wielu kibiców włocławskich miało obawy przed dzisiejszym spotkaniem, jednak koszykarze Anwilu szybko udowodnili, że klęska we Wrocławiu to był tylko wypadek przy pracy.

 

 

 

Mecz rozpoczął się od prowadzenia gości znad morza 5:2, jednak była to pierwsza i ostatnia przewaga AZSu Koszalin nad Rottweilerami. Od tego momentu rozpoczął się koncert jednej drużyny.

Efektownymi zagraniami popisywali się Michał Ignerski i powracający do wysokiej formy Ed Scott. To właśnie akcja rodem z NBA, między tymi dwoma graczami poderwała z miejsc nawet najbardziej wybredną publiczność zgromadzoną w Hali Mistrzów (alley op - Scott podaje piłkę do Ignerskiego, a ten pakuje ją z powietrza do kosza). Gdy na parkiecie szaleli gospodarze, podopieczni Piotra Barana zamiast „bić się” z Anwilem, walczyli ze swoimi słabościami.  

Przyczyn zwycięstwa Anwilu można doszukiwać się w wielu aspektach. Wygrana walka na tablicach, znakomita gra zespołowa zarówno w ataku (21 asyst), jak i obronie oraz fatalna skuteczność gości. W tym ostatnim elemencie gry „królował” Garnett Thompson, który nie trafił aż 14 rzutów wolnych, przy 18 pudłach drużyny.

 

 

 

W ekipie Anwilu na pochwałę zasługuje tradycyjnie Michał Ignerski. Polski skrzydłowy oprócz efektownych wsadów zaprezentował również włocławskiej publiczności, jak powinno się oddawać rzut pod presją upływającego czasu. Popularny „Igner” w ostatniej sekundzie pierwszej kwarty oddał celny rzut z ponad 8 metrów, dobijając tym samym rywali.

Po okresie słabszych spotkań odblokował się rozgrywający Anwilu, Ed Scott. Amerykanin niemal całkowicie wyłączył z gry MVP nie tak dawnego Meczu Gwiazd, Chudneya Graya oraz skutecznie kończył akcje ekipy włocławskiej.

 

 

 

W drużynie z Koszalina na słowa uznania zasługuje rozgrywający ekipy Piotra Barana, Milos Sporar. Słoweński rozgrywający zanotował na swym koncie „tylko” 10 punktów, jednak na pochwałę zasługuje aż 8 asyst, co przy tak słabej skuteczności kolegów z drużyny to naprawdę świetny wynik.

W zespole koszalińskim zawiodło trio graczy amerykańskich. Najgorzej wśród zawodników zza oceanu zaprezentował się Steffen Bradford, który pudłował rzut za rzutem (2/12 za 2!), ponad to zanotował on na swym koncie 4 straty. Nieco lepiej wypadła pozostała dwójka Amerykanów z Koszalina, jednak występ Chudneya Graya i Garnetta Thompsona pozostawia wiele do życzenia.

 

 

 

Dzisiejsze zwycięstwo pozwoliło włocławianom pozostać na drugim miejscu w tabeli Dominet Basket Ligi, bez względu na jutrzejszy wynik meczu Astorii Bydgoszcz z Polpakiem Ašwiecie. Porażka AZSu spowodowała, iż aby wejść do pierwszej ósemki koszykarze z Koszalina muszą liczyć na cud, który raczej nie nadejdzie.