Nowy szkoleniowiec AZS-u Koszalin, Gasper Okorn, ostatni mecz w Tauron Basket Lidze rozegrał cztery i pół roku temu z Anwilem Włocławek. Teraz wraca i od razu otrzymuje szansę na rewanż za tamtą pamiętną porażkę w rywalizacji o brąz. Niedzielny mecz rozegrany zostanie w hali HWS w Koszalinie.
Nowy szkoleniowiec AZS-u Koszalin, Gasper Okorn, ostatni mecz w Tauron Basket Lidze rozegrał cztery i pół roku temu z Anwilem Włocławek. Teraz wraca i od razu otrzymuje szansę na rewanż za tamtą pamiętną porażkę w rywalizacji o brąz. Niedzielny mecz rozegrany zostanie w hali HWS w Koszalinie.
Przed niedzielnym meczem Anwilu z AZS wszyscy zadają sobie dwa pytania: jak Rottweilery poradzą sobie bez dwóch podstawowych rzucających obrońców oraz czy trener Gasper Okorn jest w stanie z miejsca odmienić oblicze Akademików?
Zacznijmy od tej drugiej kwestii. AZS ma na swoim koncie niechlubne cztery porażki w czterech pierwszych meczach sezonu. Drużyna jest nieskuteczna i nie widać w niej ducha walki. Przedziwne, że trener Zoran Sretenović najpierw dał koszalinianom największy sukces w historii klubu w postaci brązowego medalu 2013, a później zbudował skład, który do dziś nie wygrał żadnego meczu w lidze. Na jego usprawiedliwienie można powiedzieć tylko, że przeciwników miał nie byle jakich. Najpierw uległ Asseco, które okazuje się mocniejsze niż przypuszczano, a później kolejno PGE Turowowi, Treflowi i Stelmetowi. W tym tygodniu włodarzom AZS-u cierpliwość do Sretenovicia się wyczerpała i znaleźli jego następcę w postaci Gaspera Okrona.
Słoweński szkoleniowiec potrafi umiejętnie przejąć zespół, co udowodnił w Enerdze Czarnych. Teraz jednak zadanie ma jeszcze trudniejsze, bo nastroje w AZS-ie muszą być fatalne. – Przyjście nowego szkoleniowca zawsze uwalnia z koszykarzy nowe pokłady energii i napełnia ich wiarą. Uważam jednak, że z miejsca nie można przeskoczyć pewnych rzeczy. W mojej opinii koszalinianie są w tej chwili w ewidentnym dołu, a z kolei w naszej drużynie atmosfera jest bardzo dobra. Również umiejętności moich zawodników oceniam wyżej i nie wyobrażam sobie, żebyśmy mieli w niedzielę przegrać – mówi trener Milija Bogicević.
Tutaj należy jednak wrócić do kwestii kontuzji, jakie dotknęły Anwil. Największym problemem jest to, że urazy dotykają w tej chwili zawodników z jednej pozycji – rzucającego obrońcy. Kłopoty z kolanami mają Piotr Pamuła i Paul Graham, a do gry nie jest zdolny również ich młody zmiennik Bartosz Jankowski. W tej sytuacji duża odpowiedzialność ciążyć będzie na Deividasie Dulkysie i Michale Sokołowskim, którzy powinni podołać ciężarowi długiej gry na pozycjach 2-3, a nawet 1.
W tej sytuacji musi się bowiem znaleźć ktoś, kto w niedzielę będzie pewnym punktem na rozegraniu. Dla Dusana Katnicia to wprost wymarzona szansa, żeby zrehabilitować się po kilku słabszych występach. Kto mu pomoże, gdy będzie potrzebował złapać oddech? Przed sezonem czasami rozgrywał wspomniany wcześniej Michał Sokołowski, teraz w tej roli zobaczymy też zapewne Deividasa Dulkysa. Za to żeby podołali zadaniu, kciuki trzymać będzie spora grupa kibiców wybierających się na mecz do Koszalina.
Początek pojedynku Anwilu z AZS w niedzielę o godz. 20:00. Ten ciekawy mecz obejrzeć będzie można w Polsacie Sport News (początek transmisji o 19:45). Relacja radiowa na www.wloclawek.info.pl.
Zacznijmy od tej drugiej kwestii. AZS ma na swoim koncie niechlubne cztery porażki w czterech pierwszych meczach sezonu. Drużyna jest nieskuteczna i nie widać w niej ducha walki. Przedziwne, że trener Zoran Sretenović najpierw dał koszalinianom największy sukces w historii klubu w postaci brązowego medalu 2013, a później zbudował skład, który do dziś nie wygrał żadnego meczu w lidze. Na jego usprawiedliwienie można powiedzieć tylko, że przeciwników miał nie byle jakich. Najpierw uległ Asseco, które okazuje się mocniejsze niż przypuszczano, a później kolejno PGE Turowowi, Treflowi i Stelmetowi. W tym tygodniu włodarzom AZS-u cierpliwość do Sretenovicia się wyczerpała i znaleźli jego następcę w postaci Gaspera Okrona.
Słoweński szkoleniowiec potrafi umiejętnie przejąć zespół, co udowodnił w Enerdze Czarnych. Teraz jednak zadanie ma jeszcze trudniejsze, bo nastroje w AZS-ie muszą być fatalne. – Przyjście nowego szkoleniowca zawsze uwalnia z koszykarzy nowe pokłady energii i napełnia ich wiarą. Uważam jednak, że z miejsca nie można przeskoczyć pewnych rzeczy. W mojej opinii koszalinianie są w tej chwili w ewidentnym dołu, a z kolei w naszej drużynie atmosfera jest bardzo dobra. Również umiejętności moich zawodników oceniam wyżej i nie wyobrażam sobie, żebyśmy mieli w niedzielę przegrać – mówi trener Milija Bogicević.
Tutaj należy jednak wrócić do kwestii kontuzji, jakie dotknęły Anwil. Największym problemem jest to, że urazy dotykają w tej chwili zawodników z jednej pozycji – rzucającego obrońcy. Kłopoty z kolanami mają Piotr Pamuła i Paul Graham, a do gry nie jest zdolny również ich młody zmiennik Bartosz Jankowski. W tej sytuacji duża odpowiedzialność ciążyć będzie na Deividasie Dulkysie i Michale Sokołowskim, którzy powinni podołać ciężarowi długiej gry na pozycjach 2-3, a nawet 1.
W tej sytuacji musi się bowiem znaleźć ktoś, kto w niedzielę będzie pewnym punktem na rozegraniu. Dla Dusana Katnicia to wprost wymarzona szansa, żeby zrehabilitować się po kilku słabszych występach. Kto mu pomoże, gdy będzie potrzebował złapać oddech? Przed sezonem czasami rozgrywał wspomniany wcześniej Michał Sokołowski, teraz w tej roli zobaczymy też zapewne Deividasa Dulkysa. Za to żeby podołali zadaniu, kciuki trzymać będzie spora grupa kibiców wybierających się na mecz do Koszalina.
Początek pojedynku Anwilu z AZS w niedzielę o godz. 20:00. Ten ciekawy mecz obejrzeć będzie można w Polsacie Sport News (początek transmisji o 19:45). Relacja radiowa na www.wloclawek.info.pl.