Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

Michał Sokołowski: Głodny sukcesu

Niedziela, 28 Lipca 2019, 16:14, Michał Fałkowski

- Jestem… głodny zwycięstw, tak to się mówi, prawda? Może bardziej nawet: głodny sukcesu - opowiada Michał Sokołowski w pierwszym wywiadzie po podpisaniu kontraktu z Anwilem Włocławek.

Michał Fałkowski: Trzy tygodnie temu przyznałeś w wywiadzie, że choć trener Igor Milicić kontaktował się z tobą, to jednak nisko oceniasz szansę na grę w Anwilu.

Michał Sokołowski: Po prostu trzy tygodnie temu sytuacja była inna. Wydawało mi się, że bardziej realny jest wyjazd zagranicę. Ostatecznie jednak nie żałuję. Cieszę się, że wracam do Włocławka po kilku latach.

Powiedziałeś w tamtym wywiadzie dla portalu WP SportoweFakty: „Bardzo bym chciał (wyjechać zagranicę – przyp. M.F.). Agent mocno nad tym pracuje. Prowadzi już pewne wstępne rozmowy”.

- Dokładnie tak było. Nigdy nie ukrywałem, że wyjazd zagranicę jest dla mnie kuszący, ale jednocześnie zdawałem sobie sprawę z tego, że Anwil, czy trener Milicić, mocno o mnie zabiegają i to również jest bardzo korzystna opcja. I jak się okazało – na tyle korzystna, że zdecydowałem się podpisać umowę.

Czy sytuacja rodzinna też miała wpływ na twoją decyzję? Niedawno urodził ci się syn – w imieniu całego klubu, gratulacje.

- Dziękuję. Tak, to też miało znaczenie, może nie kluczowe, ale jednak ważne, abym mógł być blisko rodziny w nadchodzącym czasie.

Podpisałeś roczną umowę.

- Tak, uznaliśmy, że to najlepsza opcja. Zresztą, jak pokazuje życie, czy to moje, czy Anwilu Włocławek, nie ma kontraktu, którego nie dałoby się rozwiązać i nie ma umowy, której nie dałoby się przedłużyć 

Trochę wracasz na „stare śmieci”?

- Trochę tak. Choć swoje pierwsze kroki w kosykówce stawiałem w Pruszkowie, to jednak jako senior zaistniałem właśnie we Włocławku. Dlatego bardzo cieszę się z tego, że znów będę mógł występować w Hali Mistrzów. Zawsze lubiłem tutaj grać, zawsze lubiłem tę gorącą atmosferę i jako zawodnik Anwilu, a potem też jako zawodnik gości. Włocławscy kibice robią fantastyczny klimat na meczach, a presja przez nich wywierana działa na mnie tylko motywująco.

Patrząc na twoją grę, jesteś raczej powściągliwy w swoich emocjach i wydawałoby się, że takie rzeczy jak doping niewiele dla ciebie znaczą.

- To, że nie biję się w pierś czy nie robię gestów w stronę kibiców nie oznacza, że nie słyszę wsparcia czy krzyków i gwizdów w przypadku, gdy gram na wyjeździe. Ze wszystkiego staram się jednak wyciągnąć motywację do jak najlepszej gry.

Twój kontrakt trochę podzielił środowisko. Czytasz internet?

- Nie. Co mogę powiedzieć? Jestem profesjonalistą. Daję z siebie wszystko dla klubu, dla którego gram. Tak było we Włocławku, Radomiu, Zielonej Górze i tak znów będzie we Włocławku.

Wracasz do ekipy Rottweilery z uwagi na…

- Bardzo dobrą ofertę współpracy. Mam możliwość walki o mistrzostwo Polski, szansę na rywalizację w Lidze Mistrzów. Rozmawiałem kilkukrotnie z trenerem Miliciciem, jestem pewien, że nasza współpraca da dużo dobrego zespołowi i mnie także.

Jesteś bardzo doświadczonym graczem jak na swój wiek, ale tego najcenniejszego trofeum brakuje w twojej kolekcji. Tymczasem Anwil pozyskał cię właśnie dlatego, aby wywalczyć kolejne mistrzostwo.

- Wszystko się zgadza. Jestem… głodny zwycięstw, tak to się mówi, prawda? Może bardziej nawet: głodny sukcesu.

Odchodziłeś z Klubu Koszykówki Włocławek w 2014 roku, dużo zmieniło się od tego czasu.

- Dwa mistrzostwa mówią same za siebie. Anwil Włocławek to dziś najlepszy klub w Polsce, od kilku dni jestem jego częścią, cieszę się bardzo z tego faktu i jestem tutaj po to, aby pomóc utrzymać ten poziom.