Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

Arkadiusz Lewandowski: Planujemy najwyższy budżet od lat

Czwartek, 27 Czerwca 2019, 17:18, Michał Fałkowski

- Plan jest taki, aby budżet na zespół w sezonie 2019/2020 był największym od 2012 roku - mówi Arkadiusz Lewandowski, prezes zarządu Klubu Koszykówki Włocławek w wywiadzie.

Michał Fałkowski: Wierzy pan w powiedzenie o latach tłustych i chudych?

Arkadiusz Lewandowski: Wierzę w systemową, spokojną i konsekwentną pracę. Życie dobitnie pokazuje, że pracą można osiągnąć wiele. I choć nigdy nie ma pewności czy efekty będą takie, jakie chcielibyśmy, to jednak trzeba zrobić wszystko, aby takie były. Mam wrażenie, że my w Klubie Koszykówki Włocławek zrobiliśmy absolutnie wszystko, co było możliwe i dziś, nie boję użyć się tego słowa, piszemy historię. Piękną historię tego klubu.

Wygrać mistrzostwo to wielka sprawa, ale obronić – rzecz absolutnie wyjątkowa, wszak to pierwszy taki przypadek w historii klubu.

- To dopiero do nas dochodzi. Dzień po dniu dociera do świadomości fakt, że gdy za 10-15 lat będziemy wracać do pięknych wspomnień, to niekoniecznie kibice będą już w pierwszej kolejności wspominać złotą drużynę Andreja Urlepa – choć na pewno też! – co przede wszystkim dwie złote drużyny Igora Milicicia. Jestem dumny z pracy trenerów, zawodników, jestem dumny z pracy moich pracowników, wszyscy czujemy dumę z powodu aktywności kibiców, którzy zawładnęli – to dobre słowo – ligą w play-off… Jednocześnie jednak uważam – czas na kolejne wyzwania.

Tak szybko przechodzi pan do tego, co przed nami?

- Nie ma na co czekać. Celebracja była i… się skończyła. Był moment dla kibiców, uroczystość połączona z miejskimi obchodami Dni Włocławka, odbyła się oficjalna gala wieńcząca sezon Energa Basket Ligi w Warszawie i… trzeba zająć się przyszłością. Będziemy grali w Basketball Champions League, przed nami Superpuchar Polski, sezon w Energa Basket Lidze wystartuje w tym roku szybciej, niż poprzednio, więc także przygotowania ruszą wcześniej; trzeba zbudować zespół, zająć się przygotowaniem planu przedsezonowego, dojdzie do kilku zmian personalnych. Słowem: dzieje się, ale samo się nie zrobi.

Podsumujmy jednak jeszcze trochę sezon 2018/2019. Finisz był piorunujący.

- Kto stawiał na nas przy prowadzeniu Arki Gdynia 2:0 w półfinale? Albo gdy Polski Cukier Toruń prowadził 3:2 w finale? Sukces sportowy naszego klubu to jednak tylko jeden wymiar naszej działalności. Drugim, równie ważnym elementem, jest sukces organizacyjny. Bo choć pion sportowy i działalność sportowa jest rdzeniem, to jednak ten rdzeń musi być dobrze obudowany i zabezpieczony. I to jest właśnie organizacja klubu, jego finansowanie, marketing i tak dalej. Mogę powiedzieć, że w sezonie 2018/2019 wygraliśmy na każdej płaszczyźnie – dodatkowo chciałbym nadmienić, iż spółka za rok 2018 odnotowała ponad pół miliona zysku netto.

Czy to oznacza, że budżet na sezon 2019/2020 wzrośnie?

- Cały czas pracujemy nad budżetem. Chcemy oczywiście, aby był jak największy, czyli de facto: większy, niż był. Mamy wielkie wsparcie ze strony naszego tytularnego sponsora, firmy ANWIL S.A., które jest określone w umowie zawartej przed rokiem; dodatkowo pan prezydent Marek Wojtkowski także zadeklarował wsparcie nie mniejsze, niż na niedawno zakończony sezon. To dwa nasze najważniejsze fundamenty, które przy całym szeregu mniejszych sponsorów, dają wielkie możliwości. Plan jest taki, aby budżet na zespół w sezonie 2019/2020 był największym od 2012 roku, czyli od momentu, gdy mam przyjemność pełnić funkcję prezesa zarządu spółki. Jaki będzie konkretnie i ile wyższy, zobaczymy.

Celem obrona mistrzostwa oraz awans do drugiej rundy Basketball Champions League?

- Celem mistrza Polski, a zwłaszcza dwukrotnego mistrza Polski, jest oczywiście obrona złotego medalu. Co do drugiej rundy Ligi Mistrzów to na taką deklarację jest zdecydowanie za wcześnie. Choćby dlatego, że nie znamy jeszcze podziału na grupy. Tutaj mogę zdradzić ciekawostkę, że w przypadku, gdybyśmy zakończyli sezon z wicemistrzostwem, wówczas wysłane już było pismo z wnioskiem do władz BCL o przyznanie dzikiej karty. Chcieliśmy się zabezpieczyć, bo zależy nam na grze w Europie. To było z naszej strony trochę takie zabezpieczenie się, bo nie ma pewności czy dziką kartę otrzymalibyśmy, czy może jednak prawo do gry w kwalifikacjach, ale… dziś nie ma to już większego znaczenia. Jesteśmy mistrzem Polski, gramy w fazie grupowej, losowanie już na początku lipca.

Leci pan do Genewy. Ma pan swoją grupę marzeń?

- Z jednej strony dobrze by było spotkać się z topowymi europejskimi markami, a z drugiej – im mniejsze marki, tym teoretycznie łatwiej awansować z grupy. A poważniej – Brose Bamberg, AEK Ateny, Strasbourg, to z pewnością ekipy, jakie warto by gościć w Hali Mistrzów. A może rewanż z Banvitem? Tak naprawdę kogo los nam nie ześle, na pewno podejmiemy rękawicę.

Aby grać z powodzeniem w Europie, nieuniknione jest wzmocnienie składu. Telefon rozgrzany? E-mail zapchany?

- To żadna nowość. Co roku musimy pracować nad odpowiednim składem graczy, nad wzmocnieniami zespołu. A propos agentów to zdarzają się historie zabawne, ale także takie destabilizujące rynek. Na przykład jeden zawodnik oferowany jest kilku klubom w tym samym czasie za… różną cenę. Agenci często informują także o tym, że zawodnik X ma ofertę z innego klubu i jak szybko nie podpiszemy kontraktu, to rywale go przechwycą. Także informacje przedostające się do prasy czy Internetu często są nieprawdziwe. Tymczasem my musimy odsiać ziarno od plew i podchodzić do wszystkiego z chłodną głową. Czasem mam poczucie, że wszyscy: zawodnicy, ich agenci, kluby, bierzemy udział w swego rodzaju tańcu godowym przy akompaniamencie brzęczących monet.

Czyli przedłużamy zawodników i podpisujemy nowych.

- Trochę powtarzamy scenariusz z zeszłego sezonu. Osiągamy sukces i… nagle wszyscy chcą podwyżki, bo jak nie to znajdzie się ktoś inny. Też żadne zaskoczenie. Za pracę trzeba płacić, a za dobrą pracę – płacić trzeba więcej. Zgadzam się z tym, ale jednak poruszamy się w określonych ramach finansowych. W związku z tym obecnie ściera się kilka koncepcji budowy zespołu na kolejny sezon, bo jeśli na jednej pozycji mamy dołożyć, to na drugiej trzeba zaoszczędzić. Pytanie gdzie i jakie zachować proporcje. Sukcesywnie będziemy odkrywać kolejne karty.

Kibice oczekują nazwisk, a najbardziej zmysły rozpalają świeżo upieczeni mistrzowie: Ivan Almeida, Chase Simon, Aaron Broussard, Jarosław Zyskowski…

- Chłopaki rozpalali zmysły w trakcie sezonu, w play-off, to i rozpalają teraz. Nic dziwnego. Mogę powiedzieć, że z każdym z nich jesteśmy w kontakcie, ale czy zostaną u nas w drużynie? Zobaczymy. Staramy się trzymać klasę i nie rozmawiać o szczegółach kontraktów czy negocjacji na forum publicznym.

W zeszłym roku klub nie mógł się dogadać z Ivanem Almeidą, po czym w trakcie sezonu i tak sprowadził zawodnika z powrotem. Może lepsze jest wrogiem dobrego?

- Nigdy nie wiadomo. Ivan Almeida wrócił do Anwilu Włocławek, w pierwszych słowach po przywitaniu się ze mną powiedział „Let’s Do This Again” („Zróbmy to ponownie” – przyp. M.F.) i cel został osiągnięty. Nie jest tajemnicą, że Ivan otrzymał od nas ofertę przedłużenia kontraktu, rozmawiamy obecnie z jego agentem i mam nadzieję, że się dogadamy. Ale na razie nie można niczego przesądzać. Wiem, że kibice chcieliby dziś deklaracji, że Ivan zostaje, że Chase zostaje, itd. ale takie słowa nigdy nie padną z moich ust. Dogadamy się na współpracę, podpiszemy umowę, dopiero wtedy ogłosimy konkret.

Pierwszym i na razie jedynym transferem jest Jakub Karolak.

- Kuba to świetny strzelec, który próbkę swoich niesamowitych umiejętności dał w ćwierćfinale play-off przeciwko Arce Gdynia. Grał tak, że ręce same składały się do braw. Cieszę się, że podpisaliśmy kontrakt i wierzę, że u trenera Igora Milicicia jeszcze bardziej rozwinie skrzydła. To młody gracz, ale jednocześnie już bardzo doświadczony, więc rywalizacja z Basketball Champions League z pewnością go nie onieśmieli. Kuba zastąpi w składzie Michała Michalaka, który będzie szukał innych wyzwań i któremu dziękujemy za cały poprzedni sezon.

Poza Karolakiem są także Szymon Szewczyk oraz Igor Wadowski.

- W przypadku Igora mieliśmy możliwość rozwiązania kontraktu, ale z niej nie skorzystaliśmy. To młody, ambitny chłopak, który będzie miał swoją szansę na pokazanie umiejętności na parkiecie. Co do Szymona… Cóż, z trudem przychodzi mi zrozumienie pewnych wypowiedzi Szymona, które pojawiły się niedawno w klubowej telewizji jednego z naszych rywali, czy też tonu wywiadu, jakiego udzielił portalowi WP SportoweFakty.pl. Rok temu podpisaliśmy dwuletni, jednolity kontrakt, automatycznie prolongujący się w momencie wywalczenia przez klub medalu. My traktujemy więc Szymona Szewczyka jako naszego gracza na kolejny sezon, a jeśli jest potrzeba renegocjowania warunków umowy, to ja bym wolał to robić w zaciszu gabinetu, niż w mediach. Cóż, Szymon to gaduła i biorąc go, bierzesz z całą jego specyficzną „urodą”.

I tak doszliśmy do jeszcze jednej ważnej postaci, która jednak w Anwilu już grać nie będzie. Kamil Łączyński po czterech latach odszedł z klubu, decyzją klubu właśnie.

- Tak. Trener Igor Milicić uznał, że w nowym sezonie chce spróbować nowej koncepcji, a to trener musi dobierać sobie zawodników, bo to on z nimi będzie współpracował przez kolejne dziesięć miesięcy. Kamil ma żal za moją wypowiedź w sprawie, ale zapewniam, że intencja była zupełnie inna, niż jego interpretacja. Zapewniam też, że szanuję Kamila jako człowieka i zawodnika. Wykonał dla naszego klubu w ostatnich latach wielką pracę i za to dziękuję. Kończąc ten wątek chciałbym powiedzieć, że skorzystaliśmy z opcji, którą zaproponował sam zawodnik, negocjując kontrakt rok temu.  Kamilowi życzymy więc powodzenia w nowym klubie, podobnie zresztą jak Walerijowi Lichodiejowi, który po sezonie we Włocławku otrzymał propozycję nie do odrzucenia z wielkiego Unicsu Kazań. Również i jemu dziękujemy za sezon 2018/2019.

Nastał czas urlopów. Jakieś plany w związku z tym?

- Nie ma czasu na urlop. Zapewniam, że w klubie wre praca. Może w lipcu choć tydzień, ale zapewne jak co roku, z laptopem i telefonem…