Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

Przegrana o włos...

Czwartek, 06 Czerwca 2019, 21:58, Sebastian Falkowski

Anwil Włocławek stoczył z Polskim Cukrem Toruń kolejne niesamowite starcie. Rywale okazali się dziś minimalnie lepsi i wygrali 83:82. Zwycięstwo zapewnił im celny rzut za trzy w ostatnich sekundach.

TŁO: Trzeci mecz serii był świetnym widowiskiem. Włocławianie agresywnie bronili, biegali do kontr i kruszyli Twarde Pierniki. W pewnym momencie zawodnicy prowadzeni przez trenera Dejana Mihevca wyglądali na zagubionych, nie wiedząc jak odpowiedzieć na zagrania Anwilu. Mecz, którego ozdobą był atomowy wsad Ivana Almeidy, był jednak dopiero pierwszym pojedynkiem finału w Hali Mistrzów. Rottweilery nie popadały więc w hurraoptymizm. Mimo to, ich celem było, by najbliższe spotkanie było ostatnim rozgrywanym w tym sezonie w domowej hali.

KLUCZOWY MOMENT: Niesamowita pogoń Anwilu, zaraz potem odpowiedź Polskiego Cukru. Punkt za punkt, kosz za kosz. W samej końcówce w Hali Mistrzów nie było chyba kibica, który nie stresował się wydarzeniami na parkiecie. Kiedy błąd połowy 13 sekund przed ostatnią syreną popełnili torunianie, wydawało się, że Rottweilery zejdą z parkietu zwycięscy. Entuzjazm ostudził Aaron Cel, trafiając z 10 metra na 1,3 sekundy do końca. Twarde Pierniki prowadziły jednym oczkiem, więc Anwil potrzebował punktów. Podanie z boku dostał Ivan Almeida – osaczony przez obrońców wzbił się w powietrze, rzucił i… niestety, ale piłka odbiła się od obręczy, zabierając włocławianom szansę na triumf.

NAJLEPSZY W ANWILU: Kabowerdeński skrzydłowy gra w finale jak z nut. Znów był najlepszym zawodnikiem mistrza Polski. Rzucił 34 punkty, trafiając 12/18 z gry. Jak zwykle powalczył na tablicach, dodając sześć zbiórek. Miał też tyle samo asyst, wielokrotnie tworząc pozycje dla swoich kolegów po penetracjach. Zaliczył również przechwyt, wymusił siedem przewinień. Almeida był podporą Anwilu. Gdy drużyna zaczęła odrabiać straty, był jej motorem napędowym. W samej trzeciej kwarcie rzucił 17 z 26 oczek zespołu. W kluczowych momentach trafiał fenomenalnie z dystansu, wjeżdżał pod kosz albo kończył kontry. Nie bez znaczenia była jego gra w obronie, którą wielokrotnie zmuszał przeciwników do niecelnych podań. Zabrakło bardzo niewiele, by jego rzut zapewnił Rottweilerom zwycięstwo. Mimo niecelnej próby, za całe spotkanie należą mu się duże brawa.

DRUGI PLAN: Dobre zawody rozegrał Aaron Broussard. Rozgrywający wielokrotnie kończył swoje akcje po dynamicznych wjazdach, podobnie do Almeidy grał twardo w defensywie. Przez niemal dziewięć minut czwartej kwarty znajdował się na boisku, zastępując mającego problem z faulami Kamila Łączyńskiego i mimo zmęczenia dawał z siebie wszystko. Z 15 punktami był drugim strzelcem ekipy. Wymusił pięć przewinień, dodał po dwie zbiórki i asysty. Dużo serca na boisku zostawił Szymon Szewczyk. Center często musiał walczyć na tablicach z kilkoma rywalami. Rzucił siedem punktów, zebrał sześć piłek, miał trzy asysty, dwa przechwyty, blok. Co jednak najbardziej istotne, na parkiecie spędził aż 37 minut. Należy również wspomnieć o Walerym Lichodieju. Rosjanin dobrze sprawował się w obronie, utrudniając życie środkowym Twardych Pierników. Zdobył dziś 10 oczek, miał sześć zbiórek i cztery asysty.

IMPAKT: Powiedzieć, że sytuacja włocławian na początku trzeciej kwarty była trudna, to nic nie powiedzieć. Polski Cukier zaczął dobrze tę część gry i zwiększył prowadzenie do czternastu oczek (48:34). Rottweilery nie chciały jednak poddać się bez walki. W końcu zaczęła funkcjonować obrona, czasami ustawiona na całym boisku. Torunianie się gubili, tracili piłki, a Anwil kończył kolejne kontry. Twarde Pierniki stawały na linii rzutów wolnych, ale ogłuszone przed publiczność zgromadzoną w Hali Mistrzów myliły się raz za razem. Każdy na placu dokładał swoją cegiełkę. Istotne akcje wykonywali Kamil Łączyński, Chase Simon czy Ivan Almeida. Rottweilery dzięki swojej determinacji zaliczyły w tym fragmencie serię 16:0 i pierwszy raz w meczu wyszły na prowadzenie (50:48).

STATYSTYKA: Spotkanie przegrane jednym oczkiem boli, szczególnie jeśli spojrzymy w statystyki. Na porażkę złożyły się czynniki, które trapiły włocławian od samego początku. Anwil zaliczył aż 20 strat, a te dały Polskiemu Cukrowi 22 punkty. Oba zespoły myliły się z linii – 13/22 włocławian i 9/23 torunian nie przynosi chluby. Rottweilery pozwoliły Twardym Piernikom na 16 zbiórek w ofensywie - jeśli myśli się o zwycięstwie, jest to wynik zdecydowanie za duży. Możemy mieć nadzieję, że w następnych pojedynkach mistrzowie Polski nie pozwolą już sobie na braki koncentracji i będą grać jak w trzeciej kwarcie dzisiejszego meczu – zaangażowani, dokładni i pozwalający rywalom na zdobycie jedynie 11 punktów.

KONFERENCJA: - Kiedy się przegrywa jedynym punktem, rzutem w ostatnich sekundach, to trudno cokolwiek powiedzieć. Jesteśmy świadomi, że zagraliśmy bardzo słabą pierwszą połowę, gdzie mieliśmy aż 13 strat i sześć czy siedem razy pozwoliliśmy na zbiórki w ataku – takie wejście do meczu jest niedopuszczalne. Jest dużo rzeczy, za które sami jesteśmy sobie winni. Teraz jednak nie jest czas na płakanie. Teraz jest czas na pokazanie, co ma się w gaciach. Trzeba odpocząć i pojechać do Torunia z nastawieniem, że jest 0:0 i wciąż jesteśmy w grze – po pojedynku mówił Igor Milicić.

COMING SOON: Rottweilery ruszają w podróż do Torunia. Czy będzie to ostatni wyjazd w tym sezonie? Mamy nadzieję, że tak! Spotkanie już w niedzielę, 9 czerwca o godz. 17:30. Transmisję telewizyjną przeprowadzi Polsat Sport, zapraszamy też do Radia Rottweilery.

Anwil Włocławek – Polski Cukier Toruń 82:83 (15:26, 19:18, 26:11, 22:28)

Anwil: Almeida 34, Broussard 15, Lichodiej 10, Simon 8, Szewczyk 7, Łączyński 5, Michalak 2, Zyskowski 1

Polski Cukier: Lowery 24, Gruszecki 11, Diduszko 10, Kulig 9, Umeh 8, Cel 7, Mbodj 6, Sulima 4, Śnieg 4, Wiśniewski 0