Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

Niesamowita pogoń bez happy endu

Czwartek, 16 Maja 2019, 21:40, Sebastian Falkowski

Anwil Włocławek ambitnie niwelował straty w czwartej kwarcie i gonił Arkę Gdynia, ale ostatnie musiał uznać wyższość gospodarzy. Rottweilery uległy w pierwszym meczu półfinału 94:91.

TŁO: Zawodnicy prowadzeni przez Igora Milicicia pokonali Arged BMSlam Stal Ostrów Wielkopolski w ćwierćfinale. Anwil grał twardo, zespołowo i dokładnie, dzięki czemu zakończył rywalizację w trzech meczach. Szczególnie w ostatnim pojedynku serii Rottweilery zaprezentowały świetną koszykówkę, trafiając aż 19 trójek. Przed pierwszym meczem kolejnej rundy play-off włocławianie mieli dziewięć dni przerwy. Cały ten okres przeznaczyli na przygotowanie formy, by półfinał rozpocząć z dużą intensywnością.

KLUCZOWY MOMENT: Rottweilery przegrywały dziś różnicą nawet 21 punktów, ale walczyły ambitnie. Włocławianie rzucili się w niesamowitą pogoń - na minutę do końca, po celnym rzucie wolnym Jarosława Zyskowskiego było 87:87. Po drugiej stronie boiska punkty w akcji 2+1 zdobył Marcus Ginyard, a zaraz potem dwa oczka dołożył James Florence, czym podwyższył prowadzenie swojej drużyny do pięciu punktów (92:87). To jednak nie załamało Rottweilerów. Aaron Broussard wymusił przewinienie i podobnie jak Florence trafił oba dwa rzuty wolne. Nie inaczej było z Ivanem Almeidą, mocno sfaulowanym przez Krzysztofa Szubargę. Na pięć sekund do końca Arka prowadziła 92:91. Ten, który wcześniej popełnił przewinienie, tym razem został sfaulowany – Szubarga udał się w konsekwencji na linię i trafił oba rzuty (94:91). Do końca spotkania pozostały trzy sekundy, a z boku zaczynał Anwil. Ivan Almeida złapał piłkę, rzucił na remis i… niestety, ale piłka odbita od obręczy i nie wpadła do kosza, co przekreśliło szanse włocławian w tym pojedynku.

NAJLEPSZY W ANWILU: Kabowerdeński skrzydłowy kolejny raz w play-off był liderem Anwilu. Almeida rzucił 24 punkty, miał 8/14 z gry. Szczególnie dobrze prezentował się w pierwszej połowie, gdzie toczył pojedynek korespondencyjny z Joshem Bosticiem. Ivan był aktywny, starał się rozrywać obronę Arki i wbijać pod kosz – wymusił aż osiem przewinień. Potrafił zdobywać punkty seriami – mowa tu chociażby o sytuacji z drugiej kwarty, gdzie zdobył osiem oczek z rzędu dla Anwilu. W drugiej połowie nie miał okazji do pokazania pełni swoich umiejętności, bo szybko złapał trzeci i czwarty faul, przez co musiał usiąść na ławkę. Pod koniec meczu nie zawiódł jednak na linii rzutów wolnych. Minimalnie spudłował rzut na remis – trzeba jednak zaznaczyć, że nie miał łatwej pozycji. Do swoich statystyk dołożył dziś cztery zbiórki i dwie asysty.

DRUGI PLAN: Rottweilery zaprezentowały się zupełnie inaczej w obu połowach spotkania. W pierwszej grały słabo w obronie i pozwalały na rzuty z otwartych pozycji. W drugiej części pojedynku sytuacja odwróciła się o 180 stopni. Mocny pod obręczą był Szymon Szewczyk, dał dobre akcje także na obwodzie - dzięki jego trójkom Anwil wyrównał stan meczu na 80:80. Kamil Łączyński włączył się w kreowanie pozycji, walczył o zbiórki, trafił ważny rzut z dystansu w trzeciej kwarcie. Odpalił się Michał Michalak, który osiem ze swoich 10 punktów rzucił właśnie w drugiej części gry. Dzięki dwóm z rzędu trójkom Chase’a Simona włocławianie wyszli na prowadzenie 86:83 na dwie minuty przed końcem pojedynku. Możliwe jednak, że te akcje nie byłby możliwe, gdyby nie świetna dyspozycja Aarona Broussarda…

WYRÓŻNIENIE: Amerykanin zasłużył, by poświęcić mu oddzielny akapit. Był motorem napędowym Anwilu, dzięki niemu włocławianie rozpoczęli pogoń za Arką. Aaron nie bał się wejść w pomalowane, trafiał z dystansu - nie ważne czy rzucał z czystej pozycji, czy z ręką obrońcy przed twarzą. W samej drugiej połowie zdobył 13 punktów. Rozdawał asysty (dziś pięć), zebrał cztery piłki, wymusił dwa przewinienia. Świetny moment zaliczył na przełomie trzeciej i czwartej kwarty – zdobył w tym okresie dziewięć oczek i dołożył dwa bardzo ważne przechwyty. Grał mocno w obronie i ataku. Pokazał charakter jak prawdziwy Rottweiler.

IMPAKT: Włocławianie zaliczyli w ostatniej części gry bardzo dobry fragment. Od stanu 80:68 najpierw zdobyli 12 oczek z rzędu (osiem punktów Szewczyka, po dwa Michalaka i Broussarda), a następnie po dwóch celnych trójkach Simona wyszli na prowadzenie 86:83. Zabrakło bardzo niewiele, by ten zryw przesądził o wyniku całego pojedynku.

STATYSTYKA: Na końcowy rezultat gigantyczny wpływ miała pierwsza połowa, zakończona wynikiem 61:44 dla Arki. Gdynianie mijali pierwszą linię obrony Anwilu i rozrzucali piłki na zewnątrz, do dobrze ustawionych strzelców. Dużo mówi statystyka asyst po dwóch kwartach – włocławianie mieli ich sześć, Arka – 18. Ostatecznie w tym aspekcie Rottweilery okazały się gorsze w stosunku 23:14. Nie bez znaczenia była też skuteczność gospodarzy – w samej pierwszej połowie trafili bowiem aż 11 razy z dystansu, nieraz z dziewiątego czy dziesiątego metra.

KONFERENCJA: - Myślę, że trudno cokolwiek powiedzieć po takim meczu. Cała Polska widziała co się działo na boisku i jakie istniały na nim warunki. Chcę bardzo pogratulować mojej drużynie wyniku, ambitnej walki. Pomimo wszystkiego co się działo nie odpuścili, walczyli z wszystkimi, by ten mecz wyrwać. Jestem trochę zniesmaczony całą tą sytuacją, ale nie spuszczamy głowy. Będziemy walczyć. Myślę, że mój zespół ma na tyle determinacji i woli walki, żeby przeciwstawić się wszystkiemu, co się dzieje wokół i w trakcie meczu – tak spotkanie podsumował Igor Milicić.

COMING SOON: Kolejny mecz półfinału i kolejne emocje w Gdynia Arena już w sobotę, 18 maja o godz. 20:30. Transmisję ze spotkania przeprowadzi Polsat Sport Extra.

Asseco Arka Gdynia – Anwil Włocławek 94:91 (33:23, 28:21, 16:19, 17:28)

Asseco Arka: Bostic 27, Szubarga 16, Wyka 14, Florence 10, Wołoszyn 9, Dulkys 6, Łapeta 5, Upshaw 4, Ginyard 3, Ponitka 0, Garbacz 0

Anwil: Almeida 24, Broussard 18, Simon 11, Michalak 10, Szewczyk 10, Łączyński 7, Ignerski 7, Lichodiej 3, Zyskowski 1