Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

Bez skuteczności, bez awansu

Sobota, 16 Lutego 2019, 0:28, Sebastian Falkowski

Anwil Włocławek zagrał w ćwierćfinale Pucharu Polski na bardzo słabej skuteczności i musiał, trzeci raz w tym sezonie, uznać wyższość Arki Gdynia. Mecz zakończył się wynikiem 80:84.

TŁO: W ćwierćfinale Pucharu Polski na drodze Rottweilerów stanęła Arka Gdynia, jedna z najlepszych drużyn Energa Basket Ligi. Koszykarze z Włocławka chcieli pokonać swoich rywali po raz pierwszy w tym sezonie i awansować do następnej fazy turnieju.

KLUCZOWY MOMENT: Anwil od początku spotkania musiał gonić wynik. Po nieprawdopodobnej trójce Jamesa Florence’a na dwie minuty przed końcem meczu, Rottweilery miały 15 punktów straty (80:65). Od tego momentu zawodnicy z Włocławka zagrali kilka dobrych akcji w obronie, punkty zaczął zdobywać Aaron Broussard, a trójki trafili Kamil Łączyński i Michał Michalak. Na 18 sekund przed końcową syreną Anwil tracił zaledwie 4 oczka (82:78). Pogoń nie zakończyła się sukcesem, bo po raz kolejny dał o sobie znać świetny w tym meczu Marcus Ginyard. Zawodnik Arki zachował zimną krew i nie spudłował na linii rzutów wolnych. W ostatnich sekundach meczu koszykarze z Włocławka rzucali za trzy punkty, ale ich próby były już nieskuteczne. 

NAJLEPSZY W ANWILU:  Michał Michalak zagrał bardzo dobrze w samej końcówce meczu, ale na przełomie całego spotkania także wypadł solidnie. Rzucił 16 punktów, miał 6/10 za dwa punkty, jednak tak jak u pozostałych zawodników z Włocławka szwankowała u niego skuteczność na linii rzutów trzypunktowych (jeden celny rzut na pięć prób). Do swoich osiągnięć Michał dołożył także sześć zbiórek.

DRUGI PLAN: Szymon Szewczyk zagrał tylko 12 minut, ale zdążył w tym czasie zdobyć 11 punktów i trzy zbiórki. Najważniejsze jest jednak to, że kiedy drużyna potrzebowała impulsu, Szymon ten impuls dał – na początku czwartej kwarty trafił dwa razy z rzędu za trzy punkty. Dał wtedy reszcie zespołu sygnał, że mecz nie jest jeszcze stracony i można spróbować zniwelować straty. W ostatniej odsłonie spotkania center dołożył jeszcze trzy punkty z linii rzutów wolnych.

LIDERZY ARKI: Drużyna z Gdyni zagrała bez kilku kluczowych zawodników, ale mimo to była w stanie wygrać. Warto wyróżnić przede wszystkim Marcusa Ginyarda, bo przez cały mecz prezentował równą formę, a w decydujących momentach nie zadrżała mu ręka. Mecz zakończył z 26 punktami, dziewięcioma zbiórkami i trzema asystami. Nie mniej ważna rola przypadła Jamesowi Florance’owi, zdobywcy 22 oczek. Amerykanin grał ponad 37 minut, od początku meczu rozrywał obronę Anwilu, prowadził grę swojej drużyny (osiem asyst), a kilka razy trafił, jak się mogło wydawać, nieprawdopodobne do trafienia trójki. Trzecim zawodnikem, który zagrał świetne zawody, był dobrze znany włocławskim kibicom Deividas Dulkys. Litwin zakończył mecz z 20 punktami, choć nie raził rzutami trzypunktowymi, jak nas do tego przyzwyczaił kilka sezonów temu (3/9 w tej statystyce). Miał także sześć zbiórek.

STATYSTYKA: Skuteczność w tym meczu zawodziła koszykarzy z Włocławka – dość powiedzieć, że po pierwszej połowie Anwil miał 0/9 za trzy punkty. Ostatecznie trafił sześć rzutów z 28, co daje 21 procent trafień, ciągle jednak nie jest to wynik dobry. W całym meczu Rottweilery oddały aż 81 rzutów z gry, ale tylko 31 z nich znalazło drogę do kosza. Jest jedna rubryka w statystykach, w której Anwil wypadł zdecydowanie lepiej od swojego rywala – punkty rezerwowych. Rottweilery wygrały tutaj aż 46-0. Jest to sytuacja niespotykana, gdy mierzą się ze sobą zespoły z czołu tabeli, jednak dziś było to podyktowane plagą kontuzji w drużynie z Gdyni. Trudno jednak szukać w tej statystyce optymizmu, bo patrząc z drugiej strony okazuje się, że w tym meczu tylko pięciu koszykarzy Arki zdobywało punkty (przy czym Adam Łapeta tylko jedno oczko), a i tak byli oni w stanie pokonać Anwil.

WYWIAD: -Zagraliśmy fatalny mecz, od początku, niemalże do końca. Kompletnie nie graliśmy tego, co sobie założyliśmy. Musimy odrabiać takie prace domowe, bo to się nie może powtórzyć. Wiadomo, że przychodzą najważniejsze momenty w sezonie, czyli play-offy i z takimi zespołami trzeba grać od początku do końca na maxa. Nie na maxa intensywności, bo wydaje się, że ta intensywność była - momentami większa niż granie z odpowiednią koncentracją. Mieliśmy pomysł na Arkę, niestety tego nie wyegzekwowaliśmy" - tak spotkanie skomentował kapitan Anwilu, Kamil Łączyński.

COMING SOON: Porażka w ćwierćfinale oznacza długą przerwę od spotkań Anwilu, bowiem po Pucharze Polski zaplanowana jest przerwa na mecze reprezentacji Polski. Kolejny mecz Rottweilery zagrają dopiero 2 marca, kiedy to w ramach Energa Basket Ligi zmierzą się na wyjeździe ze Spójnią Stargard. Już teraz serdecznie zapraszamy na to spotkanie.

Anwil Włocławek - Asseco Arka Gdynia 80:84 (15:18, 14:24, 17:24, 34:18)

Anwil: Michalak 16, Szewczyk 11, Sobin 10, Zyskowski 10, Almeida 8, Lichodiej 8, Broussard 6, Łączyński 6, Marković 5, Simon 0

Asseco Arka: Ginyard 26, Florence 22, Dulkys 20, Garbacz 15, Łąpeta 1, Kamiński 0, Ponitka 0, Wołoszyn 0, Wyka 0