Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

Arkadiusz Lewandowski: Almeida byłby naszym najdroższym graczem

Poniedziałek, 03 Września 2018, 19:30, Michał Fałkowski

- Zawodnicy, trenerzy, kluby – wszyscy idą swoją drogą. Jak to w życiu. Gdyby Almeida przyjął naszą propozycję, byłby najdroższym graczem klubu – mówi prezes zarządu, Arkadiusz Lewandowski.

Michał Fałkowski: Skład dopięty, zespół zaprezentowany, treningi rozpoczęte, czyli wydawać by się mogło, że wszystko idzie zgodnie z planem. Tymczasem spokój zaburzyło rozstanie z Luisem Montero.

Arkadiusz Lewandowski: Czy ja wiem, czy zaburzyło? Oczywiście, każda nieprzewidziana wcześniej sytuacja jest dla nas w pewnym sensie przeszkodą, ale bez przesady. Wynik badań medycznych, przedstawiały się jednoznacznie i Luis Montero przestał być naszym graczem. W tej sytuacji skorzystaliśmy ze stosownych zapisów kontraktu i rozwiązaliśmmy kontrakt jednostronnie.

Następca jest już znany? Czy też poznamy go wkrótce?

- Jest co najmniej kilku graczy, którzy potencjalnie mogą znaleźć miejsce w zespole za Luisa. Trenerzy analizują sytuację i… zobaczymy, co przyniesie przyszłość. Podkreślam: nie ma mowy o żadnej presji czasu. Przeciwnie, czasu mamy dość, a do rozpoczęcia sezonu z pewnością nowa postać zjawi się we Włocławku. Oczywiście, z drugiej strony im szybciej uda się znaleźć gracza pasującego trenerowi Miliciciowi, tym lepiej. Pragnę przypomnieć, że Ivan Almeida, trafił do Włocławka w połowie września.

Kibice z pewnością woleliby go widzieć w koszulce Anwilu, tymczasem Kabowerdeńczyk wybrał Kalev Talin.

- Tak. I będzie grał w znakomicie obsadzonej lidze VTB, więc to z pewnością dla niego kolejny krok w karierze. Życzymy mu powodzenia.

Nie jest tajemnicą jednak, że zawodnik otrzymał ofertę przedłużenia umowy i mógł zostać we Włocławku.

- Tak. I zapewniam, że nasza oferta nie była „absurdalna”, czy też niska, jak zaznaczył w jednym z wywiadów zawodnik. Szkoda, że Ivan próbuje lawirować między oczekiwaniami fanów, swoimi ambicjami, a możliwościami klubu. Gdyby Almeida przyjął naszą propozycję, byłby najdroższym graczem klubu i to nie tylko w kontekście obecnego składu, ale jeśli wziąć pod uwagę kilka ostatnich lat. Rok temu koszykarz zawarł z nami umowę na określonych warunkach, bo takie było jego miejsce w rynku. Po dobrym sezonie u nas zaproponowaliśmy znakomicie lepsze warunki finansowe, na które zawodnik po prostu nie przystał.

Prawdą jest, że Anwil wypromował Almeidę, ale też Almeida miał wielki wkład w sukces klubu. Korzyść obopólna.

- Wkład w sukces klubu mieli też Kamil Łączyński, Josip Sobin, pozostali gracze, wszyscy trenerzy i pracownicy, ogółem wielu ludzi, którym po raz kolejny w tym miejscu dziękuję… A co do Almeidy – zawodowy sport to specyficzny, ale jednak biznes. Zawodnik zyskał, klub zyskał i tylko się z tego cieszyć. I kończąc wątek Ivana – byłbym bardzo szczęśliwy, gdyby w Polsce kluby jak najczęściej składały graczom tak „absurdalne oferty”, jaką otrzymał od nas zawodnik. Bylibyśmy wszyscy w nieco innym miejscu.  

Klub nie komentuje pewnych spraw. Dlaczego – wrócę do początku rozmowy – nie podano szczegółów rozwiązania umowy z Luisem Montero?

- Proszę zwrócić uwagę, że jest to pewien kanon naszej komunikacji gdy rozwiązujemy umowę z graczem. W tym wypadku to także wynik porozumienia między klubem, a agentem gracza, żeby nie informować o szczegółach. 

Jest pan zadowolony z faktu, w jaki sposób przebiegały negocjacje z koszykarzami w tym sezonie letnim?

- Jestem bardzo zadowolony z tego, jaki zespół udało nam się zbudować. Trenerzy wykonali wielką pracę i mamy skład, który determinuje nas do gry o najwyższe cele w Polsce oraz solidne reprezentowanie Polski w Europie. W zespole zostało pięciu mistrzów z poprzedniego sezonu, a każdy z nowych koszykarzy to odpowiednio wysoka jakość. Teraz tylko kwestia poustawiania tych klocków w odpowiednich miejscach.

Ponownie, jak w poprzednich latach, klub i trener postawili na polskich graczy, którzy mają coś do udowodnienia…

- Tak. Jakub Parzeński wraca po kontuzji, ale przed nią był przecież jednym z najbardziej efektywnych wysokich ligi w przeliczeniu statystyk na minuty gry. Mateusz Kostrzewski ma za sobą świetny play-off, gdzie pokazywał wielką zadziorność, chęć do gry i energię. W końcu to najbardziej energetyczny zawodnik poprzedniego sezonu. A Michał Michalak to świetny strzelec i, mimo młodego wieku, bardzo dojrzały gracz, który jest w stanie grać o najwyższe cele.

Co pan powie o obcokrajowcach? Chyba możemy odsłonić trochę kulis i powiedzieć, że trener bardzo szybko wytypował to zestawienie graczy, które ostatecznie dołączyło do Anwilu.

- Rzeczywiście, gdy już było wiadomo na jakich pozycjach będziemy dokładać obcokrajowców do składu, kwestia selekcji odbyła się bardzo sprawnie. Nikola Marković najszybciej ze wszystkich obcokrajowców podpisał kontrakt, a przecież nie jest tajemnicą, że jego oraz Vladimira Mihailovicia trener Igor Milicić widział już w naszym zespole w przeszłości. Gdy tylko okazało się, że będziemy mieć w składzie dwóch obcokrajowców na pozycji numer cztery, wybór szybko padł na duet Marković – Walerij Lichodiej i po kilku dniach rozmów Rosjanin dołączył do naszego zespołu. Walerij to gracz o wielkim doświadczeniu, który może być nieprzeciętnym ligowym „killerem”. Josip z kolei to marka sama w sobie i nie musimy podkreślać wartości tego chłopaka.  

Nie żałuje pan jednak, że Almeidy, który przecież porywał nas wszystkich przez ostatni rok, nie będzie we Włocławku?

- Przyzwyczaiłem się do tego, że koszykarze przychodzą, zżywamy się z nimi, a potem odchodzą. Choćby ostatnie lata to Deividas Dulkys, David Jelinek, teraz Almeida. Akurat muszę przyznać, że mi osobiście bardzo zależało na powrocie Deividasa, ale porządek budowy zespołu i koncepcja trenera były inne. Zawodnicy, trenerzy, kluby – wszyscy idą swoją drogą. Jak to w życiu. Jaylin Airington mówił w wywiadzie, że chce grać w Anwilu, ale nie dodał, że za wielokrotność dotychczasowej pensji. Jak to ujął jego agent – nowym kontraktem mielibyśmy niejako spłacić niską wartość poprzedniego. No nie żartujmy. Tym bardziej, że gwiazdą ligi może okazać się Vlado Mihailović. Co ciekawe, kibice oczekują, że gracz którego zakontraktujemy za Almeidę – czy też obecnie za Montero – będzie liderem zespołu. A dlaczego ma nim nie być właśnie Mihailović, albo np. Kamil Łączyński? Quinton Hosley dał nam dodatkową jakość w trudnym momencie, ale pamiętajmy, że graczem o podobnej specyfice jest Mateusz Kostrzewski, co – podkreślam – przy przepisie o zawodniku miejscowym spowodowało, że dla Quintona zwyczajnie nie było już miejsca. Myślę, że kibice we Włocławku zdążyli się już przyzwyczaić do tego, że trener Milicić ma rękę do koszykarzy i w każdym kolejnym sezonie dostarcza kilku ulubieńców trybun. W tym sezonie będą kolejni. A przecież takie postaci jak Kamil Łączyński, Jarosław Zyskowski, Josip Sobin i Szymon Szewczyk nadal są z nami i – głęboko w to wierzę – odegrają bardzo istotną rolę w sezonie 2018/2019.

Celem w sezonie 2018/2019 będzie?

- Jako mistrz Polski bronimy złota. Chcemy walczyć o najwyższe cele, ale rywale nie próżnują, więc zobaczymy jak to wszystko się poukłada. Na pewno mamy odpowiednią jakość, aby ponownie być w gronie medalistów. W Basketball Champions League natomiast chcemy przypomnieć o sobie europejskim markom, chcemy aby każdemu grało się trudno przeciwko Rottweilerom i… zobaczymy dokąd nas to zaprowadzi.