Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

Z PGE Turowem czwarte starcie

Wtorek, 24 Kwietnia 2018, 21:14, Artur Gąsiorowski

Dwa razy Anwil Włocławek przegrał z PGE Turowem Zgorzelec w rywalizacji play-off, raz wygrał. Ale było to aż 12 lat temu. Czas pokazać Turom, że Rottweilery mają większą wolę walki, charakter i siłę.

Tegoroczne, 25. już play-off włocławskiej ekipy, rozpoczniemy od spotkań ze zgorzeleckim PGE Turowem. To już czwarty taki przypadek, gdy w najważniejszej części sezonu na drodze Rottweilerom staje ekipa z Łużyc. Po raz pierwszy Anwil rywalizował, wtedy jeszcze z BOT Turowem, w ćwierćfinałach 2005-2006. Po sezonie zasadniczym podopieczni Andreja Urlepa zajmowali drugą lokatę, ich rywal – siódmą. Nie trudno było więc wskazać faworyta tej potyczki.

I rzeczywiście, już w pierwszym meczu koszykarze ze stolicy Kujaw pokazali, który z teamów będzie w tej parze rządził. Wynik mówi sam za siebie. Anwil wygrał 89:66 i objął prowadzenie w serii 1:0. Dzień później zgorzelczanie postawili twardsze warunki, ale ponownie zwycięski okazał się zespół z Włocławka (69:62). Do przygranicznego miasta drużyna jechała w bardzo dobrych nastrojach i… w bardzo dobrych także wyjeżdżała. Ekipa, w której grali m.in. Michał Ignerski, Dante Swanson, Pete Lisicky, Gatis Jahovics, Ed Scott, Robert Witka czy Wiktor Grudziński pokonała w trzecim meczu zgorzelczan 81:79 i awansowała do półfinału.

Kolejny raz w play-off spotkaliśmy się ze zgorzelczanami sześć lat później. I tym razem faworytem ćwierćfinałów byli włocławianie. Anwil zakończył bowiem sezon zasadniczy na trzecim miejscu, a PGE Turów – szóstym. Niestety, włocławianie nie wykorzystali przewagi swojego parkietu. Po zwycięstwie w meczu numer jeden (76:72), przyszła porażka w meczu numer dwa (63:85)… Gdy w Zgorzelcu koszykarze ze stolicy Kujaw polegli aż 58:86 w trzecim starciu, mało kto wierzył, że jeszcze mogą nawiązać walkę w rywalem. A jednak – w meczu numer cztery wynik był sprawą otwartą niemal do samego końca dzięki rzutom Dardana Berishy, Nicka Lewisa czy Łukasza Majewskiego. Niestety, ostatecznie lepsi byli zgorzelczanie 96:92. Sezon dla podopiecznych Krzysztofa Szablowskiego się zakończył. Corsley Edwards, Krzysztof Szubarga, John Allen, Lorinza Harrington, Lawrence Kinnard (a także wspomniani: Berisha, Majewski, Lewis) mieli zapewnić drużynie finał. Stało się inaczej.

Rok później nastąpiła kolejna rywalizacja z PGE Turowem, jak dotąd – ostatnia. Stawka była jednak większa (półfinał), a i zmienił się faworyt (rywale grali z pierwszego miejsca, Anwil – piątego). Plan minimum dla Rottweilerów był prosty: przywieźć ze Zgorzelca co najmniej remis. Niestety, podopiecznym Miliji Bogicevicia nie udało się go zrealizować. Anwil, choć minimalnie, przegrał obydwa spotkania wyjazdowe: 68:79 i 80:83. Grając z „nożem na gardle”, włocławianie wygrali w pierwszym spotkaniu we Włocławku 75:63. Niestety, przetrzebiony kontuzjami (Szubarga wrócił dopiero na czwarty mecz, od drugiego brakowało już Przemysława Frasunkiewicza, od trzeciego – Nikoli Vasojevicia), Anwil nie dał rady rywalom w czwartym starciu. Aaron Cel trafił trójkę równo z syreną i PGE Turów – wygrywając 77:75 – awansowało do finału.

Ćwierćfinały play-off anno domini 2018 będą zatem dla ekipy ze stolicy Kujaw okazją do rewanżu. PGE Turów dwukrotnie bowiem odprawił nas z kwitkiem. Ponownie zmienił się też faworyt do awansu. Po pierwszym miejscu Anwilu po regular season to Rottweilery są niemal stuprocentowym faworytem, aby znaleźć się w najlepszej czwórce.

Wszystkie mecze fazy play-off rozegrane pomiędzy zespołami z Włocławka i Zgorzelca:

2005-2006, ćwierćfinały:

Anwil Włocławek (2) – BOT Turów Zgorzelec (7) 3:0

(89:66, 69:62, 81:79)

2011-2012, ćwierćfinały:

Anwil Włocławek (3) – PGE Turów Zgorzelec (6) 1:3

(76:72, 63:85, 58:86, 92:96)

2012-2013, półfinały:

PGE Turów Zgorzelec (1) – Anwil Włocławek (5) 3:1

(79:68, 83:80, 63:75, 77:75)