Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

1 na 1: Paul Miller

Środa, 22 Kwietnia 2009, 1:00, Michał Fałkowski

Asseco wystawia przeciw nam ogromnych i silnych graczy, którzy wiedzą jak wykorzystać swoje mięśnie. Walcząc z nimi tracimy mnóstwo sił, ale adrenalina jest tak wielka, że nie czujemy bólu ani zmęczenia - powiedział po meczu Paul Miller.

Mimo dwóch porażek nie sposób wam nie gratulować. Pokazaliście niesamowity charakter.

 

- Szkoda tylko, że nie starczył on do zwycięstwa. Było tak blisko, że aż nie mogę uwierzyć, że mimo wszystko, to gospodarze byli górą. Niestety, dziś zadecydowała o tym nasza słabsza postawa w pierwszej połowie. Zabrakło wtedy kilku zbiórek i kilku lepszych zagrań w obronie. Bardzo staraliśmy się o jak najlepszą defensywę, ale nie wszystko nam wychodziło. Gdy jeszcze mocniej przycisnęliśmy w trzeciej kwarcie, mecz zaczął układać się pod nasze dyktando. Zabrakło naprawdę niewiele…

 

Znakomitą grę okupujesz utratą zdrowia, twoja twarz jest cała porozbijana. Czy wszystko w porządku?

 

- Tak, do meczów we Włocławku dojdę do siebie. To była twarda, męska gra i nie mogło obyć się bez strat. Gdy się marzy o zwycięstwie, to trzeba się poświęcić. Co do oceny mojej gry, to trzeba z nią poczekać do zakończenia serii. Wiadomo, że mamy ogromne braki pod koszem. Razem z Marko robimy wszystko, co się da, żeby były one jak najmniej zauważalne. Jednak Asseco wystawia przeciw nam ogromnych i silnych graczy, którzy wiedzą jak wykorzystać swoje mięśnie. Walcząc z nimi tracimy mnóstwo sił, ale adrenalina jest tak wielka, że nie czujemy bólu ani zmęczenia.

 

Jak na nasze kłopoty personalne, gracie znakomicie. Czy można jeszcze coś poprawić, żeby wygrać we Włocławku?

 

- Oczywiście. Musimy grać lepiej w defensywie. W pierwszej połowie pozwoliliśmy przeciwnikom na zbyt wiele zbiórek w ataku. Z dużym poświęceniem pracowaliśmy w obronie, doprowadzaliśmy do tego, że koszykarze Asseco musieli rzucać z trudnych pozycji, oni chybiali, a my później nie zbieraliśmy tych piłek. W ten sposób cała nasza robota szła na marne. Problemem są też przewinienia. Czasem można by zatrzymać przeciwnika mądrym faulem, a my nie możemy tego zrobić, żeby nie zejść z boiska. Podsumowując, jesteśmy w trudnej sytuacji, ale nie beznadziejnej. We Włocławku czekają nas dwie kolejne wojny i jeszcze się okaże, kto wyjdzie z nich zwycięsko.