Kibice zgromadzeni w Hali Mistrzów znów byli świadkami dogrywki i znów po dodatkowym czasie gry lepszy okazał się Trefl Sopot. Sopocianie lepiej rozegrali dodatkowe pięć minut, w których brylował Filip Dylewicz. Trefl wygrał 99:89, dzięki czemu awansował do półfinału.
Kibice zgromadzeni w Hali Mistrzów znów byli świadkami dogrywki i znów po dodatkowym czasie gry lepszy okazał się Trefl Sopot. Sopocianie lepiej rozegrali dodatkowe pięć minut, w których brylował Filip Dylewicz. Trefl wygrał 99:89, dzięki czemu awansował do półfinału.
Włocławianie źle zaczęli czwarty mecz ćwierćfinału play-off Tauron Basket Ligi przeciwko Treflowi Sopot. Anwil był nieskuteczny w ataku, ale przede wszystkim zbyt łatwo dawał rywalowi zdobywać punkty spod samego kosza. Po trzech minutach było 8:3 dla gości. Szybko jednak ten stan został zażegnany. W trzech kolejnych akcjach koszykarze trenera Emira Mutapcia powiększali swoje konto punktowe i momentalnie wyszli na prowadzenie 9:8.
Spotkanie to miało o wiele szybsze tempo, niż to wtorkowe. Już po nieco ponad pięciu minutach meczu Trefl miał na swoim koncie 15 punktów, a wicemistrzowie Polski tylko dwa mniej. Jednak już w ósmej minucie gry Anwil prowadził 17:15 i mimo że, podobnie jak w trzecim meczu, był bardzo nieskuteczny w rzutach z dystansu, to nadrabiał to trafieniami spod kosza. Z pierwszych 10 rzutów za dwa włocławianie trafili osiem.
Dwa szybkie faule Łukasza Majewskiego spowodowały, że musiał za niego wejść na parkiet Bartosz Diduszko. Oprócz niego na boisku pojawili się inni zmiennicy - Seid Hajrić i Scott Morrison. Gra Anwilu w cale nie osłabła po wejściu rezerwowych, a nawet dodatkowo zyskała na wartości. Hajrić skutecznie utrudniał Filipowi Dylewiczowi wejścia pod kosz, Diduszko przeciwstawiał się Kinnardowi, a Morrison ogrywał słabszego Slobodana Ljubotię. Właśnie po zagraniu Kanadyjczyka, który wykonał akcję dwa plus jeden oraz celnych rzutach wolnych Chrisa Thomasa za techniczny faul Ljubotiny Anwil objął prowadzenie 29:28. Gdy Amerykanin chwilę później dołożył kolejne dwa punkty z półdystansu było już 31:28 dla gospodarzy.
Włocławianie próbowali odskoczyć rywalowi, ale na drodze stawał im Draga Ceranić. Środkowy Trefla Sopot łatwo ogrywał Paula Millera, dzięki czemu bez problemu wbijał się w strefę podkoszową. Tam w 14 minut gry zdobył 16 punktów, a mogło być ich zdecydowanie więcej, gdyby nie kilka prostych przestrzelonych prób Serba (6/10 z gry w pierwszej połowie).
Anwil próbował przełamywać sopocian i chwilami to się udawało. Po zamieszaniu na boisku piłkę wywalczył Paul Miller i podał do stojącego pod koszem Nikoli Jovanovicia, który wyprowadził włocławian na prowadzenie 51:50. Treflowi jednak dużo łatwiej przychodziło zdobywanie punktów, tak jak w przypadku Adama Waczyńskiego, który zdobyć pięć z rzędu i goście znów wygrywali różnicą kilku punktów (55:51).
Na niekorzyść gospodarzy, podobnie jak w meczu wtorkowym, wpływała fatalna skuteczność w rzutach za trzy. Koszykarze trenera Emira Mutapcicia nawet gdy mieli wolne pozycje nie potrafili trafić z dystansu (1/10 w 25. minucie), co maksymalnie uniemożliwiało wicemistrzom Polski wskoczyć na właściwe tory w tym spotkaniu.
Pod koniec trzeciej kwarty wydawało się, że Anwil opanował sytuację. Po długiej akcje zespołu Bartosz Diduszko trafił za trzy i było tylko 58:57 dla sopocian. Jednak to, co udało się włocławianom udało się Treflowi z podwójną siłą. Z dystansu najpierw trafił Paweł Kikowski, a po chwili Filip Dylewicz i znów goście wysoko prowadzili 64:57.
Świetna końcówka trzecich 10 minut sprawiła, że ekipa trenera Karlisa Muiznieksa mocno uwierzyła w to, że już w Hali Mistrzów może zakończyć tę serię na swoją korzyść. W 34. minucie po punktach Filipa Dylewicza goście prowadzili już 70:62.
Włocławianie przetrzymali napór ze strony Trefla i najpierw cztery punkty z rzędu zdobył Chris Thomas, później z półdystansu trafił Miller i było tylko 68:70. Cztery minuty przed końcem na wjazd pod kosz zdecydował się Bartosz Diduszko. Skrzydłowy Anwilu trafił zmniejszając straty do jednego punkty (70:71).
Trudną sytuację swojego zespołu próbował ratować Filip Dylewicz, bowiem innym koszykarzom Trefla zdobywanie punktów w tej części meczu kompletnie nie wychodziło. Kapitan sopocian trafił spod kosza, ale momentalnie rzutem z dystansu odpowiedział Andrzej Pluta i po wielu minutach prowadzenia gości znów był remis 73:73 (trzy minuty do końca meczu).
Od tego momentu zaczął się niemal festiwal trójek z obu stron. Na dwie minuty przed końcem regulaminowego czasu gry dla Trefla z dystansu trafił Paweł Kikowski, ale już w następnej akcji to samo uczynił Nikola Jovanović i znów to Anwil prowadził 78:76.
Po jednym celnym rzucie Pawła Kikowskiego sopocianie zagubili się w obronie i Chris Thomas został niepilnowany na półdystansie z czego skrzętnie skorzystał (80:77). Trefl jednak nie poddał się. 58 sekund przed końcem rzut z szóstego metra trafił Gustas, a po niecelnej próbie Jovanovicia z dystansu stalowe nerwy pokazał Dylewicz, który nieco ponad 24 sekundy przed ostatnią syreną wyprowadził swój zespół na prowadzenie 81:80.
Anwil w swojej ostatniej próbie pogubił się, piłkę przejął Lorinza Harrington, ale odepchnął on łokciem swojego rywala siedem i pół sekundy dalej do dyspozycji mieli włocławianie. Gospodarze wykorzystali niemal cały czas i na wolnej pozycji Chris Thomas znalazł Bartosza Diduszkę. Ten trafił z dystansu i na sekundę przed końcem Anwil prowadził 83:81. Ten krótki czas wystarczył jednak, aby Giedrius Gustas trafił z półdystansu, doprowadzając tym samym do drugiej w tej serii dogrywki.
W dogrywce, mimo że nie trafił dwóch rzutów wolnych, królował Filip Dylewicz. Skrzydłowy Trefla w trzy minuty dodatkowego czasu gry rzucił Anwilowi sześć punktów i z łatwością mijał wolniejszego od siebie Paula Millera. Włocławianie odpowiedzieli trzema punktami na początku dogrywki i minutę i 40 sekund przed końcem tej części spotkania, gdy kolejne dwa punkty dorzucił Dylewicz, przegrywali 86:91.
Podobnie jak we wtorkowej dogrywce stalowe nerwy na linii rzutów wolnych pokazywał Giedrius Gustas. Litwin cztery razy z rzędu trafił za jeden punkt, dając swojemu zespołowi prowadzenie 95:89. Na nic zdała się już trójka Andrzeja Pluty na 55 sekund przed końcem. Trefl wygrał trzeci mecz tej serii 99:89 i awansował do półfinału.
Anwil Włocławek - Trefl Sopot 89:99 (21:25, 22:19, 16:20, 24:19, 6:16)
Anwil: Nikola Jovanović 25, Andrzej Pluta 18, Paul Miller 15, Chris Thomas 11, Bartosz Diduszko 11, Seid Hajric 4, Scott Morrison 3, D.J. Thompson 2, Łukasz Majewski 0.
Trefl: Filip Dylewicz 30, Dragan Ceranić 18, Giedrius Gustas 15, Paweł Kikowski 11, Adam Waczyński 11, Lawrence Kinnard 5, Lorinza Harrington 5, Marcin Stefański 3, Slobodan Ljubotina 1.
Spotkanie to miało o wiele szybsze tempo, niż to wtorkowe. Już po nieco ponad pięciu minutach meczu Trefl miał na swoim koncie 15 punktów, a wicemistrzowie Polski tylko dwa mniej. Jednak już w ósmej minucie gry Anwil prowadził 17:15 i mimo że, podobnie jak w trzecim meczu, był bardzo nieskuteczny w rzutach z dystansu, to nadrabiał to trafieniami spod kosza. Z pierwszych 10 rzutów za dwa włocławianie trafili osiem.
Dwa szybkie faule Łukasza Majewskiego spowodowały, że musiał za niego wejść na parkiet Bartosz Diduszko. Oprócz niego na boisku pojawili się inni zmiennicy - Seid Hajrić i Scott Morrison. Gra Anwilu w cale nie osłabła po wejściu rezerwowych, a nawet dodatkowo zyskała na wartości. Hajrić skutecznie utrudniał Filipowi Dylewiczowi wejścia pod kosz, Diduszko przeciwstawiał się Kinnardowi, a Morrison ogrywał słabszego Slobodana Ljubotię. Właśnie po zagraniu Kanadyjczyka, który wykonał akcję dwa plus jeden oraz celnych rzutach wolnych Chrisa Thomasa za techniczny faul Ljubotiny Anwil objął prowadzenie 29:28. Gdy Amerykanin chwilę później dołożył kolejne dwa punkty z półdystansu było już 31:28 dla gospodarzy.
Włocławianie próbowali odskoczyć rywalowi, ale na drodze stawał im Draga Ceranić. Środkowy Trefla Sopot łatwo ogrywał Paula Millera, dzięki czemu bez problemu wbijał się w strefę podkoszową. Tam w 14 minut gry zdobył 16 punktów, a mogło być ich zdecydowanie więcej, gdyby nie kilka prostych przestrzelonych prób Serba (6/10 z gry w pierwszej połowie).
Anwil próbował przełamywać sopocian i chwilami to się udawało. Po zamieszaniu na boisku piłkę wywalczył Paul Miller i podał do stojącego pod koszem Nikoli Jovanovicia, który wyprowadził włocławian na prowadzenie 51:50. Treflowi jednak dużo łatwiej przychodziło zdobywanie punktów, tak jak w przypadku Adama Waczyńskiego, który zdobyć pięć z rzędu i goście znów wygrywali różnicą kilku punktów (55:51).
Na niekorzyść gospodarzy, podobnie jak w meczu wtorkowym, wpływała fatalna skuteczność w rzutach za trzy. Koszykarze trenera Emira Mutapcicia nawet gdy mieli wolne pozycje nie potrafili trafić z dystansu (1/10 w 25. minucie), co maksymalnie uniemożliwiało wicemistrzom Polski wskoczyć na właściwe tory w tym spotkaniu.
Pod koniec trzeciej kwarty wydawało się, że Anwil opanował sytuację. Po długiej akcje zespołu Bartosz Diduszko trafił za trzy i było tylko 58:57 dla sopocian. Jednak to, co udało się włocławianom udało się Treflowi z podwójną siłą. Z dystansu najpierw trafił Paweł Kikowski, a po chwili Filip Dylewicz i znów goście wysoko prowadzili 64:57.
Świetna końcówka trzecich 10 minut sprawiła, że ekipa trenera Karlisa Muiznieksa mocno uwierzyła w to, że już w Hali Mistrzów może zakończyć tę serię na swoją korzyść. W 34. minucie po punktach Filipa Dylewicza goście prowadzili już 70:62.
Włocławianie przetrzymali napór ze strony Trefla i najpierw cztery punkty z rzędu zdobył Chris Thomas, później z półdystansu trafił Miller i było tylko 68:70. Cztery minuty przed końcem na wjazd pod kosz zdecydował się Bartosz Diduszko. Skrzydłowy Anwilu trafił zmniejszając straty do jednego punkty (70:71).
Trudną sytuację swojego zespołu próbował ratować Filip Dylewicz, bowiem innym koszykarzom Trefla zdobywanie punktów w tej części meczu kompletnie nie wychodziło. Kapitan sopocian trafił spod kosza, ale momentalnie rzutem z dystansu odpowiedział Andrzej Pluta i po wielu minutach prowadzenia gości znów był remis 73:73 (trzy minuty do końca meczu).
Od tego momentu zaczął się niemal festiwal trójek z obu stron. Na dwie minuty przed końcem regulaminowego czasu gry dla Trefla z dystansu trafił Paweł Kikowski, ale już w następnej akcji to samo uczynił Nikola Jovanović i znów to Anwil prowadził 78:76.
Po jednym celnym rzucie Pawła Kikowskiego sopocianie zagubili się w obronie i Chris Thomas został niepilnowany na półdystansie z czego skrzętnie skorzystał (80:77). Trefl jednak nie poddał się. 58 sekund przed końcem rzut z szóstego metra trafił Gustas, a po niecelnej próbie Jovanovicia z dystansu stalowe nerwy pokazał Dylewicz, który nieco ponad 24 sekundy przed ostatnią syreną wyprowadził swój zespół na prowadzenie 81:80.
Anwil w swojej ostatniej próbie pogubił się, piłkę przejął Lorinza Harrington, ale odepchnął on łokciem swojego rywala siedem i pół sekundy dalej do dyspozycji mieli włocławianie. Gospodarze wykorzystali niemal cały czas i na wolnej pozycji Chris Thomas znalazł Bartosza Diduszkę. Ten trafił z dystansu i na sekundę przed końcem Anwil prowadził 83:81. Ten krótki czas wystarczył jednak, aby Giedrius Gustas trafił z półdystansu, doprowadzając tym samym do drugiej w tej serii dogrywki.
W dogrywce, mimo że nie trafił dwóch rzutów wolnych, królował Filip Dylewicz. Skrzydłowy Trefla w trzy minuty dodatkowego czasu gry rzucił Anwilowi sześć punktów i z łatwością mijał wolniejszego od siebie Paula Millera. Włocławianie odpowiedzieli trzema punktami na początku dogrywki i minutę i 40 sekund przed końcem tej części spotkania, gdy kolejne dwa punkty dorzucił Dylewicz, przegrywali 86:91.
Podobnie jak we wtorkowej dogrywce stalowe nerwy na linii rzutów wolnych pokazywał Giedrius Gustas. Litwin cztery razy z rzędu trafił za jeden punkt, dając swojemu zespołowi prowadzenie 95:89. Na nic zdała się już trójka Andrzeja Pluty na 55 sekund przed końcem. Trefl wygrał trzeci mecz tej serii 99:89 i awansował do półfinału.
Anwil Włocławek - Trefl Sopot 89:99 (21:25, 22:19, 16:20, 24:19, 6:16)
Anwil: Nikola Jovanović 25, Andrzej Pluta 18, Paul Miller 15, Chris Thomas 11, Bartosz Diduszko 11, Seid Hajric 4, Scott Morrison 3, D.J. Thompson 2, Łukasz Majewski 0.
Trefl: Filip Dylewicz 30, Dragan Ceranić 18, Giedrius Gustas 15, Paweł Kikowski 11, Adam Waczyński 11, Lawrence Kinnard 5, Lorinza Harrington 5, Marcin Stefański 3, Slobodan Ljubotina 1.