Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

Z(m)ielona Góra i triumfujący Anwil

Środa, 13 Marca 2013, 1:00, Michał Fałkowski

Totalnej demolki dokonali koszykarze Anwilu Włocławek w Zielonej Górze. Pokonując Stelmet 31 punktami posadzili na ławce nawet żywiołowego Mihailo Uvalina. Triumfował trener Milija Bogicević, który potrafił wyzwolić ze swoich koszykarzy niebywałą energię. Zawodnicy przełożyli ją na fantastyczne rzuty za trzy, dynamiczne kontry i twardą obronę.

Totalnej demolki dokonali koszykarze Anwilu Włocławek w Zielonej Górze. Pokonując Stelmet 31 punktami posadzili na ławce nawet żywiołowego Mihailo Uvalina. Triumfował trener Milija Bogicević, który potrafił wyzwolić ze swoich koszykarzy niebywałą energię. Zawodnicy przełożyli ją na fantastyczne rzuty za trzy, dynamiczne kontry i twardą obronę.
13 marca 2013 roku zostanie zapamiętany we Włocławku i Zielonej Górze nie tylko jako data wyboru nowego papieża, ale również radosny dzień dla Anwilu i sądny dla Stelmetu. Sąd, tym razem, okazał się niezwykle surowy, bo obnażył wszystkie braki gwiazdorskiego składu gospodarzy. Po pierwsze udowodnione zostało, że nie można wygrać ważnego meczu ufając umiejętnościom tylko zagranicznych koszykarzy. Po drugie, że budując swoją siłę tylko na ataku najłatwiej zginąć od tej samej broni. Po trzecie, że transferowe spekulacje nie służą koncentracji. I po czwarte wreszcie, że mityczny szeroki skład Stelmetu wcale nie jest taki szeroki, bo wypadnięcie z niego choćby jednego Olivera Stevicia mocno komplikuje sytuację.

Nie byłoby jednak kłopotów zielonogórzan, gdyby nie fantastyczna energia, która krążyła gdzieś nad głowami koszykarzy Anwilu i znajdowała ujście w zabójczych kontratakach. Nawet nieudany początek pojedynku, gdy zgodnie z oczekiwaniami punktowali głównie Hodge i Hosley nie zniechęcił gości do skutecznych szarż. Straty do Stelmetu szybko odrobili Ruben Boykin z Marcusem Ginyardem i od 4. minuty meczu Anwil zaczął budować swoją zaliczkę.

Nie do zatrzymania był w pierwszej kwarcie zwłaszcza Boykin, który zdobył 11 z 25 punktów włocławian. W drugiej odsłonie rolę egzekutora przejął Tony Weeden. Amerykański rzucający trafił 16 punktów i dołożył do tego 3 asysty. To właśnie po serii jego rzutów udało się wyjść na prowadzenie 35:18 w 15. minucie meczu. Jak się później okazało, był to już właściwie ostatni moment, gdy gospodarze mogli wrócić do gry. W minutę odrobili 5 punktów straty i jakby złapali wiatr w żagle. Szybko na mieliznę zepchnął ich jednak nie kto inny jak Tony Weeden. Amerykanin wykończył kontrę, następnie pozwolił zdobyć punkty Seidowi Hajriciowi, a w kolejnej akcji znów był pierwszy w rogu boiska i wykorzystał znakomite podanie Krzysztofa Szubargi, który zaliczył 7. asystę. Do przerwy Anwil prowadził 50:26.

Trzecia kwarta rozpoczęła się od fatalnego ataku w wykonaniu pary Hodge – Borovnjak, która nie potrafiła sobie poradzić z osamotnionym pod własnym koszem „Szubim”. Nie wiadomo, czym kapitan Anwilu tak przestraszył koszykarzy z Zielonej Góry, ale faktem jest, że na jego widok wyrzucili piłkę gdzieś poza linię końcową. To jeszcze mocniej nakręciło włocławską machinę i ruszyły kolejne ataki. Rottweilery upodobały sobie oczywiście grę z kontry, ale dzięki swojej nieustępliwości potrafiły też punktować z ponowienia. W 26. minucie po niecelnych rzutach osobistych Mateusza Bartosza piłkę najpierw zebrał Marcus Ginyard, a gdy i on nie trafił, to kolejną zbiórkę i dobitkę zaliczył niezawodny Ruben Boykin i było 58:33.

Na 6 minut przed końcem przewaga Anwilu sięgnęła największych rozmiarów. Po trzech trójkach włocławian bez odpowiedzi ze strony gospodarzy, wynik brzmiał 80:46! W tym momencie Anwil miał już na swoim koncie 9 trafionych „trójek”, a Stelmet zaledwie 1 (Marcin Sroka trafił 4 minuty wcześniej). Zawiedziony postawą swoich zawodników trener Mihailo Uvalin coraz częściej siadał na ławce i z niedowierzaniem patrzył jak Rottweilery nieustannie kąsają jego drużynę. Zaskoczyć musiał go zwłaszcza Krzysztof Szubarga, który udowodnił, że jest nieprzeciętnym rozgrywającym. Polak nie nastawiał się na zdobywanie punktów, lecz systematycznie gromadził asysty kończąc na 13, czyli tylu ile zaliczył cały zespół Stelmetu.

Ostatecznie Anwil wygrał 90:59, kończąc mecz z Dawidem Słupińskim i Nikolą Vasojeviciem na parkiecie. Była to druga z rzędu ponad trzydziestopunktowa wygrana włocławian. Tym cenniejsza, że odniesiona na boisku, z którego nigdy wcześniej nie udało się przywieźć zwycięstwa.

W następnej kolejce Anwil podejmie u siebie PGE Turów i bez wątpienia będzie to kolejny arcyciekawy pojedynek z Rottweilerami w roli głównej.
Stelmet Zielona Góra – Anwil Włocławek 59:90 (16:25, 10:25, 14:17, 19:23)

Stelmet:
Hodge 20, Hosley 18, Borovnjak 12, Sroka 5, Seweryn 2, Lopicić 2, Chanas 0, Cesnauskis 0, Białek 0

Anwil: Weeden 21, Boykin 17, Hajrić 12, Ginyard 9, Jovanović 8, Szubarga 7, Frasunkiewicz 7, Sokołowski 6, Vasojević 2, Bartosz 1, Słupiński 0

SZCZEGÓŁOWE STATYSTYKI