Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

Zielona Góra nie do zdobycia

Sobota, 14 Marca 2015, 8:06, Michał Fałkowski

To był trudny mecz do oglądania dla kibiców Anwilu Włocławek, zwłaszcza tych, którzy za zespołem udali się do Zielonej Góry. Zawodnicy naszego klubu nie dali im żadnej nadziei na zwycięstwo zdobywając w pierwszej połowie zaledwie 19 punktów, a tracąc 48. Skończyło się na wysokiej przegranej 58:87.

To był trudny mecz do oglądania dla kibiców Anwilu Włocławek, zwłaszcza tych, którzy za zespołem udali się do Zielonej Góry. Zawodnicy naszego klubu nie dali im żadnej nadziei na zwycięstwo zdobywając w pierwszej połowie zaledwie 19 punktów, a tracąc 48. Skończyło się na wysokiej przegranej 58:87.

Czy można w odstępie tygodnia najpierw pokonać dobrze dysponowanego mistrza Polski, a później nie być w stanie zdobyć 20 punktów w ciągu całej jednej połowy meczu? Koszykarze z Włocławka udowodnili, niestety, że tak. Przez kompletnie nieukładającą się grę do przerwy, Anwil Włocławek stracił dystans do Stelmetu Zielona Góra i nie dał sobie żadnych szans na zwycięstwo w meczu 23. kolejki Tauron Basket Ligi.

Co wydarzyło się w pierwszej połowie sobotniego starcia? Przede wszystkim dobra obrona Stelmetu: uniemożliwianie dwójkowych akcji Vaughn – Crosariol i czytanie statycznej gry włocławian. Poza tym fatalna skuteczność Anwilu za trzy punkty (0 z 6 rzutów) oraz niewiele lepsza z bliższej odległości. W sumie trafionych tylko 7 rzutów z gry i 5 z 12 rzutów osobistych.

Włocławianom nie wychodziło właściwie nic. Indywidualne akcje nie przynosiły efektu, bo rywale nie byle jacy: Hosley, Robinson, Koszarek, Zamojski, Cel. Trudno ich nabrać nawet na wyszukane zwody. Zawodziły też akcje z kontynuacją. Widoczne jak na dłoni było, że Stelmet doskonale się przygotował i znał każdy ruch Anwilu. Przecinał podania, uniemożliwiał dobre ustawienie się i niemal zawsze był o ułamek sekundy przed włocławianami. I nawet gdy jego prowadzenie stawało się bardzo wyraźnie nie odpuszczał ani na milimetr. Dość powiedzieć, że gdy Rottweilery trafiły dwa rzuty z rzędu trener Saso Filipovski, mimo wyniku 31:12, natychmiast poprosił o czas i solidnie zganił swoją drużynę.

Rezultat 48:19 do przerwy rozstrzygał właściwie wszystko. Pozostawało zagrać o zachowanie twarzy i wykorzystać tych, którzy dotąd grali rzadziej. Na parkiecie pojawili się Maciej Raczyński, Krzysztof Krajniewski, kolejne minuty dostał Mikołaj Witliński. Niestety, aż do 33. minuty strata włocławian niebezpiecznie rosła. Gdy po rzucie Kamila Chanasa osiągnęła pułap 39 punktów (41:80) kibice, którzy pojechali za Anwilem do Zielonej Góry zadrżeli, że padnie niechlubny rekord. Po czasie wziętym przez trenera Predraga Krunicia udało się jednak złapać oddech. Dwie trójki trafił Arvydas Eitutavicius, za dwa przymierzył Grzegorz Surmacz i strata, choć nadal wysoka, to jednak zmalała.

Końcówka meczu nie należała do najbardziej atrakcyjnych. Grali zmiennicy, trudno było o efektowne akcje, a łatwiej o straty i niecelne rzuty. Ostatnią odsłonę wygrał Anwil (17:14), co jednak nie osłodziło nikomu goryczy porażki w całym spotkaniu. Włocławianie przegrali 58:87, a dla zielonogórzan był to udany rewanż za klęskę poniesioną na tym samym parkiecie dokładnie dwa lata temu.

 

Stelmet Zielona Góra – Anwil Włocławek 87:58 (25:8, 23:11, 25:22, 14:17)

Stelmet: Hosley 16, Robinson 13, Chanas 12, Hrycaniuk 9, Lalić 7, Troutman 6, Zamojski 6, Cel 6, Kucharek 5, Koszarek 4, Zywert 3, Pełka 0

Anwil: Wysocki 13, Crosariol 10, Surmacz 9, Eitutavicius 9, Simon 8, Witliński 4, Kovacević 3, Hajrić 2,  Raczyński 0, Krajniewski 0, Vaughn 0

SZCZEGÓŁOWE STATYSTYKI