Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

Zgorzelec był za daleko

Sobota, 06 Kwietnia 2013, 1:00, Michał Fałkowski

Nie zdradzimy tajemnicy, jeśli przyznamy, że Anwil Włocławek można pokonać zatrzymując jego kontrataki. Doskonale wiedział o tym PGE Turów Zgorzelec, który mimo początkowych kłopotów, znalazł w końcu sposób na szybko grających gości i w meczu na szczycie TBL wygrał z Rottweilerami 74:63.

Nie zdradzimy tajemnicy, jeśli przyznamy, że Anwil Włocławek można pokonać zatrzymując jego kontrataki. Doskonale wiedział o tym PGE Turów Zgorzelec, który mimo początkowych kłopotów, znalazł w końcu sposób na szybko grających gości i w meczu na szczycie TBL wygrał z Rottweilerami 74:63.
Anwil zaczął z animuszem, wykorzystując swoją najsilniejszą broń, czyli grę z kontry. Mimo, że za linią boczną trener Miodrag Rajković raz za razem krzyczał do swoich zawodników, żeby nie pozwalali na tak szybką koszykówkę, to Rottweilerów nie dało się zatrzymać. Sprintami popisywali się Krzysztof Szubarga, Marcus Ginyard oraz Seid Hajrić i po 6 minutach był remis 12:12.

Niestety, kolejne 10 minut Anwil przegrał 17:4, nie potrafiąc przymierzyć ani z dystansu (0/6 w pierwszej połowie), ani z linii rzutów osobistych (0 na 4 pierwsze rzuty). Przyczyną przestoju była przede wszystkim poprawa gry obronnej gospodarzy. Udało im się powstrzymać wszystkie próby zawiązania kontrataku i zmusić włocławian do budowania długich akcji. Już nie pierwszy raz w tym sezonie były z tym problemy i wynik zaczął uciekać. Na szczęście, ożywienie wniosło wejście Nikoli Vasojevicia. Serb pojawił się na parkiecie na 3,5 minuty przed przerwą, gdy Anwil miał na swoim koncie zaledwie 2 punkty w drugiej kwarcie. Dzięki jego rzutom, asyście i przechwytowi udało się zdobyć 11 punktów i jeszcze przed zejściem do szatni nawiązać wyrównaną walkę (33:25).

Po powrocie na boisko przypomniał o sobie Ivan Opacak. Bałkański skrzydłowy, jak zwykle w meczach z Anwilem, wspiął się na wyżyny umiejętności i trafiał w najważniejszych momentach. Gdy włocławianie przegrywali tylko ośmioma punktami, on trafił za trzy i znów dał wiele spokoju swojej drużynie. Tymczasem po przeciwnej stronie ponownie zaczęła szwankować gra w ofensywie. W 24. minucie Anwil przegrywał 45:31 i musiał szukać nowych rozwiązań. Trener Milija Bogicević próbował wariantu z dwoma rozgrywającymi, ale i to nie przyniosło oczekiwanego efektu. Trzecią odsłonę gospodarze wygrali 28:14 i właściwie zapewnili już sobie wygraną.

Anwil zdawał się jednak o tym nie myśleć i wciąż dążył do zmniejszenia strat. Dobrą zmianę dał Mateusz Bartosz, który starał się wykorzystać fakt, że zna doskonale Damiana Kuliga ze wspólnej gry w Poznaniu. O ile wcześniej, to Kulig miał przewagę pod tablicami, o tyle w czwartej kwarcie serią punktową popisał się Bartosz. Skrzydłowy Anwilu zdobył 5 punktów pod rząd i doprowadził do stanu 61:46 na 3,5 minuty do końca. Ożywione nadzieje na odwrócenie losów meczu ugasił jednak dwiema trójkami Russell Robinson. Trafienia Amerykanina sprawiły, że czarno-zieloni odskoczyli zbyt daleko, by zdążyć ich dogonić.

Włocławianie próbowali zmniejszyć straty broniąc strefą i naciskając na PGE Turów już na jego połowie i po części im się to udało. Seria 10 punktów z rzędu pozwoliła dojść gospodarzy na 71:63, ale w ostatniej akcji trójkę trafił Piotr Stelmach. Podawał mu Ivan Opacak (3 asysty), który został też najskuteczniejszym graczem zgorzelczan (15 punktów). Skrzydłowy notuje w tym sezonie średnio 17,3 punktu w meczach przeciw Anwilowi, podczas gdy jego średnia to 10 punktów. W szeregach włocławian najczęściej trafiali Szubarga (20 punktów) i Ginyrad (16 punktów).


PGE Turów Zgorzelec – Anwil Włocławek 74:63 (17:14, 16:11, 28:14, 13:24)

PGE Turów:
Opacak 15, Robinson 14, Zigeranović 14, Chyliński 10, Stelmach 8, Micić 6, Kulig 3, Cel 2, Jackson 2, Lewandowski 0, Aleksić 0

Anwil: Szubarga 20, Ginyard 16, Hajrić 6, Vasojević 6, Jovanović 6, Bartosz 5, Frasunkiewicz 4, Weeden 0, Boykin 0, Sokołowski 0.

SZCZEGÓŁOWE STATYSTYKI