Anwil Włocławek, po sześciu kolejnych zwycięstwach w TBL, znalazł swojego pogromcę. Okazał się nim Zastal Zielona Góra, który wygrał w Hali Mistrzów 77:63 i w pełni zrehabilitował się za wpadkę na własnym parkiecie przeciwko ŁKS Łódź.
Anwil Włocławek, po sześciu kolejnych zwycięstwach w TBL, znalazł swojego pogromcę. Okazał się nim Zastal Zielona Góra, który wygrał w Hali Mistrzów 77:63 i w pełni zrehabilitował się za wpadkę na własnym parkiecie przeciwko ŁKS Łódź.
Zmienna obrona, uruchomienie zawodników drugoplanowych i ograniczenie do minimum zagrożenia ze strony Anwilu - te elementy zadecydowały o zwycięstwie Zastalu Zielona Góra we Włocławku. Goście na początku zaczęli słabiej, ale wyglądali na w pełni spokojnych o swoją grę, co potwierdzili w drugiej połowie. Tę zaczęli od prowadzenia 14:4, wygrywali już różnicą 14 punktów i prowadzenia nie dali odebrać sobie do samego końca.
- Być może z boku ten mecz wyglądał na łatwy dla nas, ale w rzeczywistości tak nie było. Było to bardzo ciężkie spotkanie, a gdyby Anwil trafił kilka rzutów więcej, to wszystko mógłby ułożyć się zupełnie inaczej - mówił po spotkaniu skrzydłowy Zastalu Piotr Stelmach. - Wielkie gratulacje dla Zastalu. Goście wygrali w pełni zasłużenie, gdyż byli zespołem lepszym - tłumaczył z kolei trener Anwilu Emir Mutapcić.
Jedynym problemem dla Zastalu był tylko Corsley Edwards. Ten już od początku zaczął dominować nad środkowym zielonogórzan Ganim Lawalem, z minuty na minutę powiększał swoje konto punktowe i koszykarze trenera Tomasza Jankowskiego nie mogli znaleźć recepty na tego zawodnika. - Nastawialiśmy się na zatrzymanie Edwardsa, ale nie wiem, czy w tej lidze jest ktoś, komu ta sztuka może się udać - komentował szkoleniowiec Zastalu.
Amerykanin rzeczywiście grał na wysokim poziomie, ale nie miał wsparcia w pozostałych zawodnikach Anwilu. On sam trafił 11 rzutów za dwa, podczas gdy cała reszta dołożyła łącznie o jeden mniej. Skuteczność włocławian pozostawiała dużo do życzenia. Tylko Edwards trafił połowę swoich rzutów, natomiast pozostali zawodzili. Tylko trzy z 12 prób Dardana Berishy okazało się celnych, a jeden skuteczny z ośmiu oddanych rzutów miał też Krzysztof Szubarga.
- Zastal w pełni zasłużył na to zwycięstwo. My byliśmy bardzo nieskuteczni w ataku, a i w obronie nasza gra nie była tego dnia na dobrym poziomie - mówił Berisha. - Anwil zawsze jest groźny w rzutach z dystansu, ale tym razem miał słabszy dzień. Myślę, że nasza zmienna obrona wybiła ich z rytmu - dodawał Stelmach.
Dodatkowo, w przeciwieństwie do Anwilu, do gry Zastalu włączyli się zawodnicy, którzy do liderów zespołu nie należą. 11 punktów zdobył Marcin Sroka, osiem Uros Mirković, a najlepszym strzelcem okazał się Piotr Stelmach. Na dobrym poziomie zagrali także Gani Lawal (15 punktów, 14 zbiórek) i Walter Hodge (11 punktów, siedem asyst). W ekipie gospodarzy tylko Edwards rzucił więcej, niż 10 punktów.
- Nasza zespołowość i skuteczność w ataku była w tym meczu kluczem do zwycięstwa. Dobrze dzieliliśmy się piłką, każdy kto wyszedł na parkiet zdobył jakieś punkty, a czterech z nas przekroczyło granicę 10 punktów - przekonuje Stelmach.
Zastal prowadził już nawet 70:56 i mimo że momentami Anwil odrabiał straty, to nie zdołał zejść nawet do poziomu, który dawałby włocławianom nadzieję na wygranie tego spotkania. Zielonogórzanie do samego końca grali pewnie i wygrali 77:63, w pełni rehabilitując się za niedawną porażkę z ŁKS Łódź. Anwil z kolei zakończył swoją serię zwycięstw, która zatrzymała się na sześciu meczach.
- Być może z boku ten mecz wyglądał na łatwy dla nas, ale w rzeczywistości tak nie było. Było to bardzo ciężkie spotkanie, a gdyby Anwil trafił kilka rzutów więcej, to wszystko mógłby ułożyć się zupełnie inaczej - mówił po spotkaniu skrzydłowy Zastalu Piotr Stelmach. - Wielkie gratulacje dla Zastalu. Goście wygrali w pełni zasłużenie, gdyż byli zespołem lepszym - tłumaczył z kolei trener Anwilu Emir Mutapcić.
Jedynym problemem dla Zastalu był tylko Corsley Edwards. Ten już od początku zaczął dominować nad środkowym zielonogórzan Ganim Lawalem, z minuty na minutę powiększał swoje konto punktowe i koszykarze trenera Tomasza Jankowskiego nie mogli znaleźć recepty na tego zawodnika. - Nastawialiśmy się na zatrzymanie Edwardsa, ale nie wiem, czy w tej lidze jest ktoś, komu ta sztuka może się udać - komentował szkoleniowiec Zastalu.
Amerykanin rzeczywiście grał na wysokim poziomie, ale nie miał wsparcia w pozostałych zawodnikach Anwilu. On sam trafił 11 rzutów za dwa, podczas gdy cała reszta dołożyła łącznie o jeden mniej. Skuteczność włocławian pozostawiała dużo do życzenia. Tylko Edwards trafił połowę swoich rzutów, natomiast pozostali zawodzili. Tylko trzy z 12 prób Dardana Berishy okazało się celnych, a jeden skuteczny z ośmiu oddanych rzutów miał też Krzysztof Szubarga.
- Zastal w pełni zasłużył na to zwycięstwo. My byliśmy bardzo nieskuteczni w ataku, a i w obronie nasza gra nie była tego dnia na dobrym poziomie - mówił Berisha. - Anwil zawsze jest groźny w rzutach z dystansu, ale tym razem miał słabszy dzień. Myślę, że nasza zmienna obrona wybiła ich z rytmu - dodawał Stelmach.
Dodatkowo, w przeciwieństwie do Anwilu, do gry Zastalu włączyli się zawodnicy, którzy do liderów zespołu nie należą. 11 punktów zdobył Marcin Sroka, osiem Uros Mirković, a najlepszym strzelcem okazał się Piotr Stelmach. Na dobrym poziomie zagrali także Gani Lawal (15 punktów, 14 zbiórek) i Walter Hodge (11 punktów, siedem asyst). W ekipie gospodarzy tylko Edwards rzucił więcej, niż 10 punktów.
- Nasza zespołowość i skuteczność w ataku była w tym meczu kluczem do zwycięstwa. Dobrze dzieliliśmy się piłką, każdy kto wyszedł na parkiet zdobył jakieś punkty, a czterech z nas przekroczyło granicę 10 punktów - przekonuje Stelmach.
Zastal prowadził już nawet 70:56 i mimo że momentami Anwil odrabiał straty, to nie zdołał zejść nawet do poziomu, który dawałby włocławianom nadzieję na wygranie tego spotkania. Zielonogórzanie do samego końca grali pewnie i wygrali 77:63, w pełni rehabilitując się za niedawną porażkę z ŁKS Łódź. Anwil z kolei zakończył swoją serię zwycięstw, która zatrzymała się na sześciu meczach.
Anwil Włocławek - Zastal Zielona Góra 63:77 (23:19, 14:22, 11:18, 15:18)
Anwil: Edwards 26, Berisha 9, Allen 8, Lewis 8, Majewski 5, Szubarga 3, Hajrić 2, Wołoszyn 2, Nowakowski 0.
Zastal: Stelmach 17, Lawal 15, Hodge 11, Sroka 11, Mirković 8, Chanas 6, Flieger 5, Dłoniak 4, Rajewicz 0.
SZCZEGÓŁOWE STATYSTYKI