Po dwóch pierwszych meczach ćwierćfinału play-off Tauron Basket Ligi Trefl Sopot - Anwil Włocławek oba zespoły mają w swoich składach graczy, w który można dostrzec jeszcze sporo rezerwy. Jeśli zostaną one uruchomione rywalizacja sopocko-włocławska zyska na wartości.
Po dwóch pierwszych meczach ćwierćfinału play-off Tauron Basket Ligi Trefl Sopot - Anwil Włocławek oba zespoły mają w swoich składach graczy, w który można dostrzec jeszcze sporo rezerwy. Jeśli zostaną one uruchomione rywalizacja sopocko-włocławska zyska na wartości.
- Myślę, że handicap jest na pewno po stronie Trefla, ponieważ mają więcej spotkań u siebie, ale na pewno zrobimy wszystko, aby urwać jedno, a może nawet dwa mecze na wyjeździe. Trzeba jechać walczyć i bić się. Teraz ciężko cokolwiek wywróżyć. Możemy porozmawiać po tej serii - mówił przed pierwszymi meczami ćwierćfinału Trefl Sopot - Anwil Włocławek skrzydłowy włocławian Łukasz Majewski. Wicemistrzowie wykonali plan minimum i to jedno zwycięstwo z parkietu rywala wywieźli i teraz przewaga własnej hali jest po ich stronie.
Włocławianie powrócili niejako do swojej starej tradycji, w której od 13 lat w pierwszej fazie play-off mieli przewagę własnego parkietu. Teraz rywalizację zaczynali na wyjeździe, ale po zwycięstwie w Sopocie odzyskali przewagę swojej hali i jeśli zwyciężą w dwóch meczach w Hali Mistrzów to awansują do półfinału. - Mamy takich kibiców, którzy dodają nam sił, a przy natężeniu meczów w play-off jest nam to niebywale potrzebne - tłumaczy trener Anwilu Włocławek Emir Mutapcić.
Obie drużyny mają już pewien pogląd tego co muszą zmienić lub co kontynuować we włocławskich spotkaniach, aby przechylić szalę na swoją korzyść. Paradoksalnie w przypadku jednych i drugich niezwykle ważna jest gra na pozycji numer cztery. Jeśli chodzi o Trefl to na tej pozycji sopocianie mogą dużo zyskać w ofensywie, Anwil natomiast uruchamiając Nikolę Jovanovicia także zyska na grze w ataku, a dodatkowo najlepszych swoich defensorów ma właśnie na pozycji silnego skrzydłowego.
W pierwszym meczu dobrze zagrał Lawrence Kinnard, który nic nie robił sobie z obrony Jovanovicia i to on przesądził o wygranej Trefla. W drugim spotkaniu, gdy podstawowemu skrzydłowemu Anwilu ponownie nie szło do gry weszli Stipe Modić i Seid Hajrić i to oni zatrzymali zarówno Kinnarda, jak i Filipa Dylewicza, który będąc liderem sopocian w sezonie zasadniczym dwa pierwsze mecze ćwierćfinału będzie musiał zaliczyć do nieudanych.
Właśnie w atakujących czwórkach oba zespoły mają spore rezerwy. Nikola Jovanović zawsze słynął ze swojego sprytu i cwaniactwa, dzięki czemu zdobywał wiele punktów i mimo że w obronie odstawał od rywali to i tak dawał dużo dobrego w ataku. Teraz Serb nie pomaga Anwilowi ani w ofensywie, ani w defensywie. Podobnie sprawa ma się z Dylewiczem. Dwa mecze z rzędu, w których ten zawodnik nie przekroczył 10 punktów zdarzyły mu się tylko raz w sezonie zasadniczym. Przeciwko Anwilowi rzucił osiem punktów w piątek i tylko pięć w ponad 24 minuty gry w sobotę.
Zadaniem Trefla powinno być też zatrzymanie Andrzeja Pluty. Kapitan Anwilu był katem sopocian w pierwszych dwóch meczach i to co nie udało mu się w piątek, czyli wygranie dla wicemistrza Polski spotkania, udało się w sobotę i Pluta niemalże zabił rywala swoimi celnymi rzutami. - W meczach w Sopocie drużyna dobrze mnie wykorzystywała, byłem wyprowadzany na pozycje. Z tego brała się i pewność siebie, i skuteczność. Dziękuję zespołowi, że mnie wykorzystywał, i mam nadzieję, że tak będzie dalej - mówi Pluta.
Anwil z kolei w dalszym ciągu musi kontynuować swoją dobrą grę przeciwko Dylewiczowi i Kinnardowi. Obaj w sobotę rzucili razem tylko 14 punktów i to wystarczyło, aby wygrać w Sopocie. Zadanie to przede wszystkim skierowane jest dla Stipe Modricia i Seida Hajricia. Obaj świetnie grają w obronie, a dodatkowo Hajrić pokazał, że może być też skuteczny w ataku. Dobrze się zastawia, bardzo dobrymi zasłonami pomaga swoim partnerom wychodzić na pozycję, ale także imponuje skutecznym rzutem z półdystansu.
Jeżeli oba zespoły dodadzą do tego co pokazały w Sopocie to, czego w tych meczach brakowało to ćwierćfinał ten zyska na wartości. Anwil potrzebuje lepszego Jovanovicia, pewniejszej gry Paula Miller (łącznie w dwóch meczach tylko 10 punktów) i przebudzenia słabego Chrisa Thomasa (0/10 w dwóch meczach w Sopocie z gry). Trefl z kolei do zwycięstwa potrzebuje dobrej gry swojego lidera Filipa Dylewicza, pewniejszego Dragana Ceranicia i pomocy z ławki w osobie Lawrence'a Kinnarda, bowiem właśnie to przyniosło zwycięstwo w piątek.
Trzeci mecz ćwierćfinału Anwil Włocławek - Trefl Sopot zostanie rozegrany we wtorek 5 kwietnia o godzinie 20.30 w Hali Mistrzów. Transmisja w TVP Sport. Godzina czwartego meczu, który odbędzie się w środę, jest jeszcze nieustalona.
Włocławianie powrócili niejako do swojej starej tradycji, w której od 13 lat w pierwszej fazie play-off mieli przewagę własnego parkietu. Teraz rywalizację zaczynali na wyjeździe, ale po zwycięstwie w Sopocie odzyskali przewagę swojej hali i jeśli zwyciężą w dwóch meczach w Hali Mistrzów to awansują do półfinału. - Mamy takich kibiców, którzy dodają nam sił, a przy natężeniu meczów w play-off jest nam to niebywale potrzebne - tłumaczy trener Anwilu Włocławek Emir Mutapcić.
Obie drużyny mają już pewien pogląd tego co muszą zmienić lub co kontynuować we włocławskich spotkaniach, aby przechylić szalę na swoją korzyść. Paradoksalnie w przypadku jednych i drugich niezwykle ważna jest gra na pozycji numer cztery. Jeśli chodzi o Trefl to na tej pozycji sopocianie mogą dużo zyskać w ofensywie, Anwil natomiast uruchamiając Nikolę Jovanovicia także zyska na grze w ataku, a dodatkowo najlepszych swoich defensorów ma właśnie na pozycji silnego skrzydłowego.
W pierwszym meczu dobrze zagrał Lawrence Kinnard, który nic nie robił sobie z obrony Jovanovicia i to on przesądził o wygranej Trefla. W drugim spotkaniu, gdy podstawowemu skrzydłowemu Anwilu ponownie nie szło do gry weszli Stipe Modić i Seid Hajrić i to oni zatrzymali zarówno Kinnarda, jak i Filipa Dylewicza, który będąc liderem sopocian w sezonie zasadniczym dwa pierwsze mecze ćwierćfinału będzie musiał zaliczyć do nieudanych.
Właśnie w atakujących czwórkach oba zespoły mają spore rezerwy. Nikola Jovanović zawsze słynął ze swojego sprytu i cwaniactwa, dzięki czemu zdobywał wiele punktów i mimo że w obronie odstawał od rywali to i tak dawał dużo dobrego w ataku. Teraz Serb nie pomaga Anwilowi ani w ofensywie, ani w defensywie. Podobnie sprawa ma się z Dylewiczem. Dwa mecze z rzędu, w których ten zawodnik nie przekroczył 10 punktów zdarzyły mu się tylko raz w sezonie zasadniczym. Przeciwko Anwilowi rzucił osiem punktów w piątek i tylko pięć w ponad 24 minuty gry w sobotę.
Zadaniem Trefla powinno być też zatrzymanie Andrzeja Pluty. Kapitan Anwilu był katem sopocian w pierwszych dwóch meczach i to co nie udało mu się w piątek, czyli wygranie dla wicemistrza Polski spotkania, udało się w sobotę i Pluta niemalże zabił rywala swoimi celnymi rzutami. - W meczach w Sopocie drużyna dobrze mnie wykorzystywała, byłem wyprowadzany na pozycje. Z tego brała się i pewność siebie, i skuteczność. Dziękuję zespołowi, że mnie wykorzystywał, i mam nadzieję, że tak będzie dalej - mówi Pluta.
Anwil z kolei w dalszym ciągu musi kontynuować swoją dobrą grę przeciwko Dylewiczowi i Kinnardowi. Obaj w sobotę rzucili razem tylko 14 punktów i to wystarczyło, aby wygrać w Sopocie. Zadanie to przede wszystkim skierowane jest dla Stipe Modricia i Seida Hajricia. Obaj świetnie grają w obronie, a dodatkowo Hajrić pokazał, że może być też skuteczny w ataku. Dobrze się zastawia, bardzo dobrymi zasłonami pomaga swoim partnerom wychodzić na pozycję, ale także imponuje skutecznym rzutem z półdystansu.
Jeżeli oba zespoły dodadzą do tego co pokazały w Sopocie to, czego w tych meczach brakowało to ćwierćfinał ten zyska na wartości. Anwil potrzebuje lepszego Jovanovicia, pewniejszej gry Paula Miller (łącznie w dwóch meczach tylko 10 punktów) i przebudzenia słabego Chrisa Thomasa (0/10 w dwóch meczach w Sopocie z gry). Trefl z kolei do zwycięstwa potrzebuje dobrej gry swojego lidera Filipa Dylewicza, pewniejszego Dragana Ceranicia i pomocy z ławki w osobie Lawrence'a Kinnarda, bowiem właśnie to przyniosło zwycięstwo w piątek.
Trzeci mecz ćwierćfinału Anwil Włocławek - Trefl Sopot zostanie rozegrany we wtorek 5 kwietnia o godzinie 20.30 w Hali Mistrzów. Transmisja w TVP Sport. Godzina czwartego meczu, który odbędzie się w środę, jest jeszcze nieustalona.