Koszykarze Anwilu Włocławek długo opierali się mającemu większą rotację Treflowi Sopot, ale ostatecznie musieli uznać wyższość rywala znad morza, przegrywając 78:84. Gospodarze prowadzili nieznacznie po trzeciej kwarcie, ale w ostatniej odsłonie dało znać o sobie zmęczenie...
Kiedy Seid Hajrić zaliczył celną dobitkę pod koszem w 24. minucie spotkania, Anwil Włocławek wyszedł na najwyższe prowadzenie tego dnia, wygrywając 54:44. Pierwszy fragment trzeciej kwarty był jednocześnie najlepszym momentem dla gospodarzy w całym spotkaniu - po dwóch kwartach włocławianie prowadzili bowiem tylko 44:42. Sygnał do ucieczki dał rozgrywający fantastyczny występ Michał Sokołowski, który, nomen omen, uciekł Adamowi Waczyńskiemu na tyle skutecznie w kontrze, że ten musiał ratować się faulem niesportowym. "Sokół" skutecznie zamienił błąd lidera Trefla na dwa punkty, a po chwili równo z zegarem 24 sekund z dystansu przymierzył Paul Graham. Anwil prowadził więc 49:44, ale nie zamierzał zwalniać - w kolejnej akcji za trzy trafił Jordan Callahan, a następnie pod koszem skutecznie odnalazł się wspomniany Hajrić.
Poza atakiem, to był również bardzo dobry fragment Rottweilerów w defensywie - przez cztery minuty koszykarze Trefla Sopot tylko raz trafili do kosza, popełniając przy tym trzy straty. Wydawało się wówczas, że Anwil spokojnie kontroluje przebieg wydarzeń na parkiecie i nie pozwoli wydrzeć sobie z rąk szansy, która się pojawiła. Niestety, zamiast stonowanej gry włocławianie zaczęli przeplatać udane momenty błędami. Jordan Callahan nie trafił za trzy w otwartej sytuacji w kontrze, Paul Graham podał w aut, a w defensywie trzeba było ratować się faulami. Tym samym sopocianie wrócili do meczu jeszcze w trzeciej kwarcie - dwoma rzutami zza łuku popisał się nieskuteczny dotychczas Sarunas Vasiliauskas, akcję dwa plus jeden zagrał Lance Jeter i po 30. minutach Trefl przegrywał tylko 61:59.
Anwil Włocławek nie był faworytem sobotniego meczu, choć przed tym spotkaniem w fazie szóstek obie drużyny legitymowały się bilansem 1-2. Niemniej to mający szerszą rotację i zajmujący obecnie trzecie miejsce w tabeli Trefl stawiany był w roli pewnego zwycięzcy sobotniego meczu. Tymczasem włocławianie zagrali z zębem, o którym kibice być może myśleli już, że został całkowicie wyrwany przez PGE Turów Zgorzelec w ostatnim starciu…
Trefl prowadził bowiem w drugiej kwarcie 27:22 i 36:31, lecz Rottweilery nie rezygnowały z walki i węższą rotację rekompensowały sobie zaangażowaniem oraz zdobywaniem punktów z możliwie najprostszych sytuacji. Tym samym, po szybkim ataku zawodnicy Anwilu rzucili 19, a po stratach aż 22 punkty (podczas gdy sopocianie odpowiednio 12 i cztery oczka), co pozwoliło im nie tylko przejąć inicjatywę jeszcze przed przerwą, ale również zdominować mecz po zmianie stron.
Niestety, im bliżej było końca meczu, tym sił ośmioosobowej rotacji Anwilu brakowało coraz bardziej. Jako pierwszy włocławian przełamał Paweł Leończyk, który wyprowadził swój zespół na prowadzenie 69:67, a po chwili Lance Jeter uciekł defensywie Anwilu pod koszem i Trefl prowadził 76:69. I choć w kolejnej akcji za trzy przymierzył jeszcze Jordan Callahan, to w końcowych minutach gospodarze nie trafiali już tak często, jak goście, a ostatecznie zwycięstwo przyjezdnych przystemplował czterema punktami Adam Waczyński.
Anwil przegrał z Treflem 78:84 i choć nie zmazał całkowicie plamy po blamażu w Zgorzelcu, to jednak po części z pewnością zatarł złe wrażenie. Bardzo dobry mecz rozegrali: Michał Sokołowski, który zdobył 22 punkty, a także Seid Hajrić, autor double-double w postaci 18 oczek i 12 zbiórek. Aťeby Anwil mógł jednak wygrywać w szóstkach, duet ten (w końcu mający najdłuższy staż w klubie) nie tylko musi utrzymać tę formę, ale również zaszczepić ją innym zawodnikom.
Anwil Włocławek - Trefl Sopot 78:84 (19:22, 25:20, 17:17, 17:25)
Anwil: Sokołowski 22, Hajrić 18, Callahan 15, Mijatović 9, Graham 7, Witliński 5, Pamuła 2
Trefl: Waczyński 18, Michalak 15, Jeter 12, Leończyk 12, Nicholson 10, Vasiliauskas 6, Majstorović 5, Buterlevicius 2, Roszyk 2, Stefański 2