Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

Zęby wciąż ostre. Rottweilery postraszyły mistrza

Niedziela, 16 Listopada 2014, 9:55, Michał Fałkowski

Niemal do ostatniej akcji meczu PGE Turowa Zgorzelec z Anwilem Włocławek trwała zacięta walka o zwycięstwo i naprawdę trudno było wyłonić drużynę, która bardziej na nie zasłużyła. Gospodarze pokazali dobrą skuteczność w kluczowych momentach, a Rottweilery zagrały z wiarą i pomysłem. Turów wygrał 97:89.

Ostatni mecz Tauron Basket Ligi w okrytej nienajlepszą sławą hali przy ul. Maratońskiej miał przypominać starcie Dawida z Goliatem. Niepokonani gospodarze kontra goście przyjeżdżający z ciężkim bagażem porażek, w dodatku osłabieni brakiem kapitana, Seida Hajricia. Z założenia, spodziewano się więc pojedynku jednostronnego i niewiadomą pozostawały tylko rozmiary przegranej Rottweilerów.

Początek spotkania, przebiegający właśnie według tego scenariusza, nie zapowiadał tego, co miało dziać się w kolejnych minutach. PGE Turów rozpoczął udanie w ofensywie i rozsądnie w obronie. Celnymi rzutami popisywali się Michał Chyliński, Damian Kulig i Mardy Collins, a po stronie włocławian jedynie Chase Simon zdołał trafić więcej niż jeden rzut w inaugurującej kwarcie. Efekt? Zgorzelczanie prowadzili 26:13, a na początku drugiej odsłony nawet 31:13.

To, co do niedawna załamałoby Rottweilery, tym razem podziałało mobilizująco. Koszykarze wzięli się w garść, posłuchali rad trenera i zaczęli szczelniej bronić. Funkcjonowała przede wszystkim obrona strefowa. PGE Turów zaaplikował jej co prawda jeszcze cztery trójki, ale na tym skończyły się jego popisy z dystansu. Po celnych ośmiu rzutach na dwanaście prób, nastąpił długi przestój, który przełamał dopiero pod koniec trzeciej kwarty Michał Chyliński (6/9 x 3).

Nie trafiając z dystansu Tury odebrały sobie całą ofensywną moc. Do tego ich motor napędowy, Tony Taylor, nie nadążał w obronie za Arvydasem Eitatuviciusem i szybko popełnił trzy faule. W efekcie, na długie minuty musiał powędrować na ławkę i Anwil zyskał kolejną przewagę. Grając zupełnie bez kompleksów, odważnie i skutecznie, z każdą kolejną minutą goście zbliżali się do zgorzelczan. Dwie akcje Mikołaja Witlińskiego przybliżyły ich nawet do remisu, ale przed przerwą trafili jeszcze Filip Dylewicz z Michałem Chylińskim i było 53:46 dla gospodarzy.

Prawdziwych rumieńców mecz nabrał na 13 minut przed końcem. Z dobrej obrony Anwilu wyniknęło kilka skutecznych akcji i znów pojawiła się szansa na remis, a nawet prowadzenie. Dał je Chase Simon, który został sfaulowany w kontrze i wykorzystał dwa rzuty osobiste (53:54 dla włocławian). Kibice, którzy w polskiej lidze po raz ostatni wypełnili halę CSR po brzegi nie mogli uwierzyć, że ich pupile tracili punkt (a po chwili trzy) do skazywanego na porażkę Anwilu. Patrzyli tylko jak trener Predrag Krunić mobilizował jeszcze Rottweilery, chcąc przybliżyć je do sprawienia niespodzianki. Fani zajmowali się również kontestowaniem decyzji sędziów. Po zdecydowanym faulu Piotra Pamuły na Michale Chylińskim domagali się przewinienia niesportowego, a nie uzyskując satysfakcji, cieszyli się przynajmniej, że ich koszykarz wkrótce się zrewanżował. Na szczęście dla Anwilu, rzuty osobiste za faul przy próbie za trzy punkty Pamuła wykorzystał bezbłędnie i włocławianie nadal byli bliscy szczęścia.

Niestety, na przełomie trzeciej i czwartej kwarty Tury popisały się serią 11 punktów z rzędu i wyszły na prowadzenie 71:63. Na domiar złego, piąte przewinienie popełnił Andrea Crosariol i pod koszem Anwilowi pozostali właściwie sami gracze z pozycji 4/3. To jeszcze nie przesądzało o wyniku, bo włocławianie odzyskali skuteczność. Wynoszącą około 10 punktów przewagę gospodarzy uszczuplali rzutami z dystansu Mikołaj Witliński i grający „na starych śmieciach” Konrad Wysocki. 

Całości strat nie udało się jednak odrobić, bo sił brakowało już w obronie. Wykorzystał to wypoczęty Chris Wright, który pokazał dlaczego jeszcze niedawno grał w Golden State Warriors i Milwaukee Bucks. Amerykanin najpierw wykończył wsadem samotną kontrę, a później, już z obroną Anwilu, ponownie zapakował piłkę do kosza (89:77). Włocławianie, mimo ogromnego wysiłku włożonego w mecz, zacięcie walczyli do samego końca i chociaż ostateczny wynik 97:89 dla PGE Turowa nie może ich cieszyć, to jednak daje nadzieję na lepszą przyszłość.

 

PGE Turów Zgorzelec – Anwil Włocławek (26:13, 20:22, 23:28, 28:26)

PGE Turów: Chyliński 25, Kulig 15, Collins 12, Moldoveanu 10, Wright 10, Dylewicz 9, Taylor 7, Jaramaz 5, Nikolić 4, Karolak 0.

Anwil: Simon 20, Vaughn 16, Witliński 13, Pamuła 11, Wysocki 10, Eitutavicius 9, Crosariol 8, Surmacz 2.

SZCZEGÓŁOWE STATYSTYKI