W piątkowe przedpołudnie Anwil wyruszył w drogę do Zgorzelca. Z jasnym planem: pięciuset kilometrowa wyprawa ma być zwieńczona przynajmniej jednym, a najlepiej dwoma zwycięstwami na terenie rywala. W składzie Anwilu jest Lorinza Harrington, brakuje Seida Hajricia.
W piątkowe przedpołudnie Anwil wyruszył w drogę do Zgorzelca. Z jasnym planem: pięciuset kilometrowa wyprawa ma być zwieńczona przynajmniej jednym, a najlepiej dwoma zwycięstwami na terenie rywala. W składzie Anwilu jest Lorinza Harrington, brakuje Seida Hajricia.
Lorinza Harrington odciążający na obwodzie Krzysztofa Szubargę, to bardzo cenny koszykarz w rotacji zespołu. Dlatego po stłuczeniu, jakiego doznał w ostatniej kwarcie środowego meczu, wielu obawiało się, czy jego absencja poważnie nie osłabi Anwilu. Na szczęście, Amerykanin dzięki intensywnym zabiegom dochodzi do zdrowia i na kolejne starcia z PGE Turowem będzie gotowy. Gorzej przedstawia się sytuacja Seida Hajricia, który z kolei doznał skręcania kostki w pierwszym meczu. Center nie pojechał do Zgorzelca, przechodzi rehabilitację we Włocławku i jeśli zajdzie konieczność, to do drużyny dołączy przed czwartym spotkaniem.
Rywalizacja w Zgorzelcu rozpocznie się w sobotę o godz. 18.00. Transmisję planuje Radio GRA. Kolejny mecz rozegrany zostanie w poniedziałek o godz. 18.30, a relację będzie można obejrzeć w TVP Sport (lub wysłuchać w Radio GRA). Jeśli konieczne stanie się rozegranie piątego meczu, to będzie on miał miejsce we Włocławku 3 maja br.
Przed dwoma meczami w Zgorzelcu o komentarz poprosiliśmy rozgrywających drużyny Anwilu Włocławek:
Krzysztof Szubarga: W ubiegłym roku Anwil był w podobnej sytuacji, w jakiej dziś znalazł się PGE Turów. Startował do play-off z szóstej pozycji, wygrał jeden mecz na parkiecie w Sopocie i wracał do Włocławka z dużymi nadziejami. Tymczasem, Trefl przerwał marzenia o półfinale wygrywając dwa razy w Hali Mistrzów. Wierzymy, że jesteśmy w stanie powtórzyć ten scenariusz, tyle tylko, że z korzyścią dla Anwilu. Wygraliśmy ostatni mecz rundy zasadniczej w Zgorzelcu i możemy być górą również teraz. Odwołam się też do innego przykładu z ubiegłorocznego play-off. Tym razem chodzi o finałową rywalizację Asseco Prokomu (w którym grałem) z PGE Turowem. Najpierw pojechaliśmy do nich przy stanie 1:1 wywiezionym z Gdyni i urwaliśmy im mecz na wyjeździe. Później przy stanie 2:3 w Zgorzelcu już mroziły się szampany, a medale leżały na tacach. Tymczasem, z nożem na gardle, wygraliśmy szósty mecz i wróciliśmy nad morze, żeby tam ostatecznie rozstrzygnąć losy finału. Po co to mówię? Chcę uświadomić wszystkim, że w play-off nigdy nic nie jest przesądzone. Jesteśmy silnym zespołem i możemy z podniesionymi głowami mówić, że jedziemy do Zgorzelca po dwie wygrane.
Lorinza Harrington: W porównaniu do drugiego meczu najbardziej powinniśmy poprawić rzuty. Chodzi o to, żebyśmy lepiej wybierali pozycje i byli bardziej skuteczni. Oczywiście, obrona też jest ważna i jej poświęcimy nie mniej uwagi. PGE Turów był ostatnio bardziej agresywny od nas i dlatego wygrał. Na jego parkiecie, to my musimy zagrać z większą determinacją i agresywnością. Nie sądzę, żeby drużyny teraz próbowały się czymś zaskoczyć, więc decydujące będzie zaangażowanie. Oni wiedzą, kto po naszej stronie jest najgroźniejszy. My też wiemy, że w PGE Turowie wynik kreują Jackson, Kickert i Kulig. Trzeba będzie wyjść na parkiet i ich zatrzymać. Osobiście, obiecałem sobie, że zrobię wszystko, żeby bardziej pomóc Anwilowi niż dotychczas. Przez uraz Seida Hajricia mieliśmy zakłóconą rotację Polakami w składzie i nie mogłem zagrać w takim wymiarze, jaki pozwoliłby mi rozwinąć skrzydła. Nie zamierzam jednak narzekać, tylko wziąć się do roboty i poprawić swoje wyniki. Zagryzam zęby, nie zwracam uwagi na ból towarzyszący mi po uderzeniu jakiego doznałem w ostatnim meczu, nie przejmuję się długą drogą do Zgorzelca, nie robi na mnie wrażenia ich mała, specyficzna hala. Skupiam się tylko na tym, żeby wygrać jeden mecz, a najlepiej dwa na parkiecie rywala.
Rywalizacja w Zgorzelcu rozpocznie się w sobotę o godz. 18.00. Transmisję planuje Radio GRA. Kolejny mecz rozegrany zostanie w poniedziałek o godz. 18.30, a relację będzie można obejrzeć w TVP Sport (lub wysłuchać w Radio GRA). Jeśli konieczne stanie się rozegranie piątego meczu, to będzie on miał miejsce we Włocławku 3 maja br.
Przed dwoma meczami w Zgorzelcu o komentarz poprosiliśmy rozgrywających drużyny Anwilu Włocławek:
Krzysztof Szubarga: W ubiegłym roku Anwil był w podobnej sytuacji, w jakiej dziś znalazł się PGE Turów. Startował do play-off z szóstej pozycji, wygrał jeden mecz na parkiecie w Sopocie i wracał do Włocławka z dużymi nadziejami. Tymczasem, Trefl przerwał marzenia o półfinale wygrywając dwa razy w Hali Mistrzów. Wierzymy, że jesteśmy w stanie powtórzyć ten scenariusz, tyle tylko, że z korzyścią dla Anwilu. Wygraliśmy ostatni mecz rundy zasadniczej w Zgorzelcu i możemy być górą również teraz. Odwołam się też do innego przykładu z ubiegłorocznego play-off. Tym razem chodzi o finałową rywalizację Asseco Prokomu (w którym grałem) z PGE Turowem. Najpierw pojechaliśmy do nich przy stanie 1:1 wywiezionym z Gdyni i urwaliśmy im mecz na wyjeździe. Później przy stanie 2:3 w Zgorzelcu już mroziły się szampany, a medale leżały na tacach. Tymczasem, z nożem na gardle, wygraliśmy szósty mecz i wróciliśmy nad morze, żeby tam ostatecznie rozstrzygnąć losy finału. Po co to mówię? Chcę uświadomić wszystkim, że w play-off nigdy nic nie jest przesądzone. Jesteśmy silnym zespołem i możemy z podniesionymi głowami mówić, że jedziemy do Zgorzelca po dwie wygrane.
Lorinza Harrington: W porównaniu do drugiego meczu najbardziej powinniśmy poprawić rzuty. Chodzi o to, żebyśmy lepiej wybierali pozycje i byli bardziej skuteczni. Oczywiście, obrona też jest ważna i jej poświęcimy nie mniej uwagi. PGE Turów był ostatnio bardziej agresywny od nas i dlatego wygrał. Na jego parkiecie, to my musimy zagrać z większą determinacją i agresywnością. Nie sądzę, żeby drużyny teraz próbowały się czymś zaskoczyć, więc decydujące będzie zaangażowanie. Oni wiedzą, kto po naszej stronie jest najgroźniejszy. My też wiemy, że w PGE Turowie wynik kreują Jackson, Kickert i Kulig. Trzeba będzie wyjść na parkiet i ich zatrzymać. Osobiście, obiecałem sobie, że zrobię wszystko, żeby bardziej pomóc Anwilowi niż dotychczas. Przez uraz Seida Hajricia mieliśmy zakłóconą rotację Polakami w składzie i nie mogłem zagrać w takim wymiarze, jaki pozwoliłby mi rozwinąć skrzydła. Nie zamierzam jednak narzekać, tylko wziąć się do roboty i poprawić swoje wyniki. Zagryzam zęby, nie zwracam uwagi na ból towarzyszący mi po uderzeniu jakiego doznałem w ostatnim meczu, nie przejmuję się długą drogą do Zgorzelca, nie robi na mnie wrażenia ich mała, specyficzna hala. Skupiam się tylko na tym, żeby wygrać jeden mecz, a najlepiej dwa na parkiecie rywala.