Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

Wygrana była blisko

Sobota, 22 Grudnia 2012, 1:00, Michał Fałkowski

Piękne koszykarskie widowisko obejrzeli kibice w Zielonej Górze. Jeszcze na 3,5 minuty przed końcem meczu Stelmetu z Anwilem był remis 81:81. Niestety, później włocławianom – zarówno tym będącym na boisku jak i ławce rezerwowych - zabrakło zimnej krwi i to gospodarze świętowali zwycięstwo 90:84.

Piękne koszykarskie widowisko obejrzeli kibice w Zielonej Górze. Jeszcze na 3,5 minuty przed końcem meczu Stelmetu z Anwilem był remis 81:81. Niestety, później włocławskim koszykarzom – zarówno tym będącym na boisku jak i ławce rezerwowych - zabrakło zimnej krwi i to gospodarze świętowali zwycięstwo 90:84.
Początek meczu stał pod znakiem niespodzianek. Pierwszą sprawił trener Milija Bogicević desygnując na parkiet zupełnie nową wyjściową piątkę: Krzysztofa Szubargę, Arvydasa Eitutaviciusa, Marcusa Ginyarda, Rubena Boykina i Seida Hajricia. Koszykarze odwdzięczyli się zaskakując szkoleniowca niesłychanie skuteczną postawą w ataku. Po tym jak trener narzekał ostatnio na potencjał ofensywny swojej drużyny, nastąpiła wyraźna mobilizacja i w pierwszej połowie Anwil zdobył aż 50 punktów.

Zaczęło się od niesamowitej serii Marcus Ginyarda. Amerykanin w swoim stylu ogrywał zarówno Waltera Hodge’a jak i Quintona Hosley’a i po kilku minutach miał już na swoim koncie 10 punktów, a Rottweilery prowadziły 18:9. Gwiazdy Stelmetu chyba nie spodziewały się, że dynamiczny skrzydłowy z Włocławka może z taką lekkością wiązać im nogi przy próbach zatrzymania go. Gdy tylko nadarzała się okazja Ginyard brał grę w ataku na siebie i trafiał dosłownie wszystko.

Anwil prowadził wyraźnie również dzięki temu, że solidnie grał Seid Hajrić. Center umiejętnie wykorzystywał takie sytuacje, jak z 7. minuty, gdy pod koszem znalazł się sam na sam z Kamilem Chanasem. Szybkim ruchem posłał obrońcę Stelmetu gdzieś w okolicę band diodowych i bez problemu umieścił piłkę w koszu. Z czasem gospodarze zaczęli jednak odrabiać straty, znajdując odpowiedź na każde zagranie Anwilu. Gdy Seid Hajrić ograł Roba Jonesa, ten po chwili zrewanżował mu się równie ładnymi punktami. Gdy za trzy trafił Marcus Ginyard, tym samym odpowiedział Mantas Cesnauskis. I tak, po 20. minutach meczu, był remis 50:50.

Drugą połowę Stelmet zaczął bez Waltera Hodge’a, który miał już na swoim koncie 3 faule, a na domiar złego po kilku akcjach kontuzji doznał Oliver Stević. Anwilowi nie udało się jednak wykorzystać tej sytuacji, bo gospodarze robili wszystko, żeby zneutralizować najgroźniejszą broń Rottwieilerów, czyli zdobywanie punktów z szybkiego ataku. Mecz stracił nieco na płynności, ale kibice obserwowali za to walkę o każdą piłkę, zarówno na tablicach, jak i w parterze. Podobać się mogły zwłaszcza takie akcje, jak ta, w której Marcus Ginyard ambitnie zebrał po swoim niecelnym rzucie, a gdy i druga próba nie doszła celu, kolejną ofensywną zbiórkę zaliczył Ruben Boykin. Silny skrzydłowy Anwilu popisywał się również bardzo cennymi dla zespołu blokami. Dla przykładu, po jednym z nich piłka została tak szybko posłana do przodu, że Seidowi Hajriciowi nie pozostało nic innego, jak tylko wpakować ją do kosza (56:54 dla Anwilu).

Mimo, że z każdą minutą rozkręcali się Rob Jones z Quintonem Hosleyem, to stojące na wysokim poziomie widowisko w Zielonej Górze było zacięte do samego końca. Liderzy Stelmetu mieli bowiem godnego rywala w Krzysztofie Szubardze. Gdy tylko Anwil dopadł kryzys, rozgrywający podwoił swój dorobek punktowy wynoszący do 33. minuty 8 punktów i kilka chwil później na tablicy wyników widniał remis 81:81. Później jednak zabrakło zimnej głowy i dobrych decyzji rzutowych. Stelmet grający bez klasycznego centra mógł się obawiać gry pod kosz, a tymczasem Anwil zaczął rzucać tylko z dystansu. Nie trafili „Szubi”, Ruben Boykin i Tony Weeden, a błąd w ataku popełnił Seid Hajrić.

Nerwy włocławian dodały animuszu Walterowi Hodge’owi. Rozgrywający Stelmetu dwukrotnie trafił za dwa, a później miał jeszcze okazję rzucać bez obrońców, z linii osobistych. Ku zdziwieniu wszystkich, to okazało się dla niego trudniejsze. Nie trafił ani razu i na nieco ponad minutę gospodarze prowadzili 87:81, cały czas nie mogąc być pewnymi zwycięstwa. Tym bardziej, że po chwili dynamiczną akcję skończył Marcus Ginyard i było 87:83. Niestety, emocje wzięły górę, bo wydawało się, że Amerykanin był faulowany przy rzucie, a zbyt ekspresywnie pokazał to trener Milija Bogivecić. Sędziwie ukarali ławkę Anwilu przewinieniem technicznym. Dwa rzuty wolne trafił Quinton Hosley i nawet mimo, że nie wykorzystał dodatkowej akcji, to gospodarze mogli cieszyć się ze zwycięstwa.

Mecz zakończył się wynikiem 90:84, ale oba zespoły zeszly z parkietu z podniesionymi głowami. Stworzyły bowiem ciekawe widowisko i dały swoim kibicom nadzieję na kontynuację dobrej gry po krótkiej, świątecznej przerwie.
Stelmet Zielona Góra – Anwil Włocławek 90:84 (22:28, 28:22, 19:21, 21:13)

Stelmet:
Jones 18, Hodge 18, Hosley 18, Sroka 11, Cesnauskis 11, Stević 6, Łapeta 4, Chanas 4

Anwil: Hajrić 18, Ginyard 17, Szubarga 16, Boykin 12, Weeden 11, Eitutavicius 5, Bartosz 3, Jovanović 2, Sokołowski 0.

SZCZEGÓŁOWE STATYSTYKI