Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

Wojciech Glabas: Środkowym byłem z przymusu

Piątek, 15 Lipca 2011, 1:00, Michał Fałkowski

- Sprawdziłem się, jestem w stanie podołać trudom okresu przygotowawczego i później zagrać w kilkudziesięciu meczach. To dodaje mi pewności siebie i pozwala z większym optymizmem patrzeć w przyszłość – wspomina miniony sezon Wojciech Glabas. Młody zawodnik wraca do Anwilu po rocznym wypożyczeniu.

- Sprawdziłem się, jestem w stanie podołać trudom okresu przygotowawczego i później zagrać w kilkudziesięciu meczach. To dodaje mi pewności siebie i pozwala z większym optymizmem patrzeć w przyszłość – wspomina miniony sezon Wojciech Glabas. Młody zawodnik wraca do Anwilu po rocznym wypożyczeniu.

Decyzja o powrocie do Włocławka oznacza dla ciebie definitywny koniec wakacji, czy jeszcze korzystasz z uroków lata?

Wojciech Glabas: Tak właściwie, to jeszcze odpoczywam. Trenuję co prawda na siłowni, ale nie traktuję tego w kategoriach pracy. To raczej normalna forma spędzania wolnego czasu dla zawodników podkoszowych. Chwila oddechu po pierwszym w karierze sezonie, gdy rozegrałem ponad 30 meczów dobrze mi zrobi. To już nie są te czasy, gdy człowiek bazował na młodości, teraz trzeba trochę zrehabilitować mięśnie… (śmiech)

Tym bardziej, że w międzysezonowej przerwie również nie próżnowałeś?

- Faktycznie, na początku lipca brałem udział w obozie organizowanym przez Athlets In Action w Istebnej. Tam popracowałem nad rozwojem zewnętrznym i wewnętrznym. Była to swego rodzaju rozgrzewka przed przygotowaniami do sezonu. Athlets In Action to organizacja z którą jestem bliżej związany od listopada. Dzięki niej pojawiła się okazja gry w turnieju koszykarskim w Macedonii, gdzie zmierzyliśmy się m.in. z Amerykanami. Z AIA współpracują nawet zawodnicy szerokiej kadry Polski, tacy jak Paweł Kikowski, czy Tomasz Śnieg. Mamy okazję znaleźć się w gronie ludzi nie tylko z naszego kraju, bo to organizacja amerykańska. Na pewno warto korzystać z jej doświadczenia.

Pracując nie tylko nad fizycznością, ale również nad mentalnością zawodników, AIA poleca młodym koszykarzom wiązanie się z takimi silnymi klubami jak Anwil?

- Tak właściwie, to nikt nie mówi nam z kim mamy podpisywać kontrakt, czy jak kształtować karierę. To są zajęcia bardziej indywidualne i motywacyjne. Jestem związany z Anwilem i bardzo się z tego cieszę. Klub nie robi przeszkód, a nawet popiera to, żebym w wolnym czasie pracował nad sobą również przy udziale takich instytucji jak AIA.

Ostatni sezon spędziłeś na wypożyczeniu do Polonii 2011 Warszawa. Jak oceniasz ten czas?

- To był całkiem niezły rok, choć wiadomo, że zawsze mogłoby być lepiej. Po takim sezonie, jak wcześniejszy w Anwilu, gdy praktycznie nie dostawałem szans na zafunkcjonowanie na boisku, potrzebowałem grania. Byłem w psychicznym dołku i wypożyczenie do Polonii 2011 okazało się strzałem w dziesiątkę. Znalazłem się w gronie fajnych chłopaków i pod okiem trenera, który na mnie stawiał. Na nowo pokochałem koszykówkę i odzyskałem zapał do pracy.
A jeśli chodzi o umiejętności koszykarskie, to postępy w którym elemencie wymieniłbyś jako pierwsze, gdybyś miał się zareklamować?

- Jestem zawodnikiem, który bazuje na rzucie i fizyczności, więc rozwój tych elementów uważam za najważniejszy. Nie zapominam jednak, że współczesna koszykówka wymaga od zawodników, żeby byli kompletni pod każdym względem. Dlatego staram się pracować nad wieloma aspektami. Myślę, że w pełni rozegrany sezon sprawił, że efekty będą widoczne. Sprawdziłem się, jestem w stanie podołać trudom okresu przygotowawczego i później zagrać w kilkudziesięciu meczach. To dodaje mi pewności siebie i pozwala z większym optymizmem patrzeć w przyszłość.

Wiemy, że trener Emir Mutapcić obserwował kilka twoich treningów. Chyba był zadowolony, skoro teraz daje ci szansę?

- Z trenerem Mutapciciem rozmawiałem jeszcze w poprzednim sezonie. Później przyjechał poobserwować mnie w Hali Mistrzów, a następnie sam poprowadził dla mnie, krótki, 45-minutowy trening. Były to jednak bardzo intensywne zajęcia, po których miałem wrażenie, że wyładowałem akumulatory na cały następny tydzień. Opłacało się jednak przyłożyć, bo jak się okazuje, trener był zadowolony. Bardzo podoba mi się podejście Emira Mutapcicia do młodych zawodników. Typ nauczyciela-fachowca mi osobiście bardziej odpowiada niż typ choleryka. Wydaje mi się, że będę miał szansę wiele się od niego nauczyć. Dlatego cieszę się na nadchodzący sezon w Anwilu.

Na pewno łatwo jednak nie będzie. Na każdą minutę na boisku trzeba będzie ciężko zapracować…

- Tego się nie boję. Ważne, żebym miał okazję się pokazać. Mój kontrakt z Anwilem obejmuje jeszcze trzy sezony i wolałbym je spędzić we Włocławku, ciężko trenując i pracując na swoją pozycję w drużynie niż musieć znów wyjeżdżać. Losy koszykarza są jednak różne, ale zawsze najważniejsza jest gra. Może uda się udowodnić, że już teraz należy mi się miejsce w szerokim składzie i z roku na rok walczyć o coraz większą liczbę minut na parkiecie.

W roli centra, czy silnego skrzydłowego?

- Zdecydowanie silnego skrzydłowego. Staram się uciekać od zaszufladkowania mnie w roli centra. Co prawda w Polonii 2011 Warszawa byłem właśnie środkowym, ale to wynikało z przymusu. Nasi centrzy albo mieli kontuzje, albo przenosili się do innych zespołów i ich miejsce musiałem zająć ja. Gra na centrze nie sprawia mi przyjemności, jednak wszystko jest kwestią wyboru dokonanego przez szkoleniowca.

Kiedy rozpoczynasz przygotowania do sezonu?

- Został mi właściwie tylko tydzień wakacji, bo od 25 lipca zaczynam regularne treningi w Hali Mistrzów. Miejmy nadzieję, że to będzie dla mnie początek długiego sezonu, zakończonego dopiero w czerwcu 2012.

Jest coś co cię szczególnie cieszy, kiedy myślisz o powrocie do Włocławka?

- Szczególnie zadowolony jestem z tego, że znów będę miał okazję trenować z wykorzystaniem dużo lepszej bazy i zaplecza sportowego. Anwil pod tym względem zdecydowanie przebija klub z Warszawy. Poza tym nie mogę się doczekać atmosfery, jaka towarzyszy występom koszykarzy we Włocławku. W Polonii 2011 niejednokrotnie graliśmy przy pustych trybunach, albo dla małej grupki naszych przyjaciół. Teraz wracam do miasta, które żyje koszykówką i kocha swoją drużynę.