Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

Walczyli i starali się. Wyszło na Opa(ca)k

Sobota, 11 Maja 2013, 1:00, Michał Fałkowski

Osłabiony brakiem Krzysztofa Szubargi Anwil Włocławek twardo walczył z PGE Turowem Zgorzelec w pierwszym meczu półfinału i jeszcze trzy minuty przed końcem mógł realnie myśleć o sprawieniu niespodzianki. Niestety, przewagi wypracowanej w drugiej odsłonie przez Ivana Opacaka nie udało się odrobić i Rottweilery przegrały 79:68.

Osłabiony brakiem Krzysztofa Szubargi Anwil Włocławek twardo walczył z PGE Turowem Zgorzelec w pierwszym meczu półfinału i jeszcze trzy minuty przed końcem mógł realnie myśleć o sprawieniu niespodzianki. Niestety, przewagi wypracowanej w drugiej odsłonie przez Ivana Opacaka nie udało się odrobić i Rottweilery przegrały 79:68.
Pojedynek piątego zespołu sezonu zasadniczego z pierwszym wcale nie przypominał walki Dawida z Goliatem. Wszystko za sprawą uważnej gry z obu stron i ambicji każdego z zawodników, by wnieść coś pozytywnego na boisko. Swoje zrobiła również częsta rotacja w składach, która umożliwiła dodatkowo utrzymanie wysokiej intensywności gry.

Aż do 16. minuty Anwil Włocławek dotrzymywał kroku gospodarzom, a trzykrotnie wychodził nawet na niewielkie prowadzenie. Dobrze spisywali się zwłaszcza Marcus Ginyard i Ruben Boykin. Ten drugi, podobnie jak w ćwierćfinale, znów zaskoczył rywali z dystansu. W jednej z akcji Przemysław Frasunkiewicz znakomicie ściągnął na siebie dwóch rywali i po krótkiej próbie sił oddał na obwód do niepilnowanego Boykina, a ten trafił za trzy. Udane wejście ofensywne Amerykanina mocno go podbudowało i pozwoliło nabrać rozpędu na całą pierwszą połowę.

Kłopoty włocławian zaczęły się wraz z pierwszym trafieniem ich etatowego kata, Ivana Opacaka. We wspomnianej wcześniej 16. minucie, przy stanie 28:27, skrzydłowy przymierzył za dwa i rozpoczął ucieczkę gospodarzy. Od tego momentu, aż do przerwy zdobył 11 punktów i to mimo prób zaciekłej obrony Michała Sokołowskiego. To właśnie dzięki Opacakowi, który miał ogromny wkład w wyśrubowanie statystyk rzutowych PGE Turowa (14/16 x 2 pkt.) gospodarze zeszli na przerwę przy prowadzeniu 43:31.

Na całe szczęście, Anwil nie zraził się popisami bałkańskiego skrzydłowego i mimo straty, która w połowie trzeciej odsłony sięgnęła 17 punktów, wciąż wierzył w możliwość wygranej. Odrabianie start rozpoczął od poprawy gry w obronie. Kilkukrotnie nie pozwolił zgorzelczanom na skończenie akcji rzutami, zaliczył dwa ważne przechwyty i przeprowadził skuteczne kontrataki. Po zdobyciu 7 punktów z rzędu zrobiło się 52:42 i gra znów się wyrównała. Sygnał do decydującej szarży dał Przemysław Frasunkiewicz, rzucając za trzy w 32. minucie (63:55). Po kilku chwilach po przeciwnej stronie boiska nowego ducha w defensywę wlał Seid Hajrić spektakularnie blokując Russella Robinsona.

Anwil momentalnie złapał wiatr w żagle i wielkim wysiłkiem wypracował sobie kolejne dobre pozycje do rzutów. Niestety, tym razem zawiodła skuteczność i straty zmniejszały się bardzo mozolnie. Dopiero wejście Tonego Weedena ożywiło atak. Amerykanin najpierw trafił zza linii 6,75, a później świetnie asystował do Seida Hajricia. W kolejnej akcji wymusił faul Michała Chylińskiego i dwukrotnie wykorzystał rzuty wolne (69:65 dla PGE Turowa na 3:15 do końca). Włocławianie byliby jeszcze bliżej rywala, gdyby (jak się wydaje decydującej) trójki nie trafił świetnie dysponowany Russell Robinson. Rzut Amerykanina pozwolił nabrać pewności siebie zagubionym gospodarzom, a Anwil zmusił do coraz bardziej rozpaczliwych ataków.

Gdy PGE Turów najbardziej tego potrzebował, na miejscu był jego lider, Michał Chyliński. Polak trafił z dystansu i było 73:65 na 2 minuty do końca. Niestety, wśród włocławian zabrakło ich przywódcy, Krzysztofa Szubargi (ze złamanym palcem oglądał mecz z ławki). To osłabienie sprawiło, że w końcówce ciężar gry musieli wziąć na siebie zawodnicy, którzy wcześniej robili to rzadko, a w dodatku byli już wyraźnie zmęczeni. To sprawiło, że ostatecznie, po walce, Anwil przegrał 79:68.

Drugi mecz półfinału rozegrany zostanie w poniedziałek, 13 maja, o godz. 18:00. Włocławianie udowodnili, że są w stanie go wygrać, pod warunkiem, że utrzymają waleczność z sobotniego starcia i dołożą do niej lepszą skuteczność. Póki co jednak jest 1:0 dla PGE Turowa Zgorzelec.


PGE Turów Zgorzelec – Anwil Włocławek 79:68 (21:20, 22:11, 17:19, 19:16)

PGE Turów:
Opacak 19, Robinson 15, Chyliński 13, Zigeranović 12, Cel 6, Micić 5, Jackson 5, Kulig 4, Stelmach 0, Leszczyński 0

Anwil:
Ginyard 14, Hajrić 11, Boykin 11, Jovanović 9, Frasunkiewicz 8, Weeden 8, Vasojević 5, Eitutavicius 2, Sokołowski 0, Bartosz 0.

SZCZEGÓŁOWE STATYSTYKI