Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

W myśl zasady: Bij Mistrza

Sobota, 31 Marca 2012, 1:00, Michał Fałkowski

Anwil Włocławek zatrzymał dziś mistrza Polski Asseco Prokom Gdynia na granicy 55 punktów. Niesamowita zaciętość w obronie i gromkie wsparcie z trybun pozwoliły koszykarzom Krzysztofa Szablowskiego uwierzyć, że euroligowy team można pokonać. Seria gdynian zakończona, Anwil wygrał 66:55.

Anwil Włocławek zatrzymał dziś mistrza Polski Asseco Prokom Gdynia na granicy 55 punktów. Niesamowita zaciętość w obronie i gromkie wsparcie z trybun pozwoliły koszykarzom Krzysztofa Szablowskiego uwierzyć, że euroligowy team można pokonać. Seria gdynian zakończona, Anwil wygrał 66:55.
Efektowna prezentacja przy łopoczących flagach w niebiesko-biało-zielonych barwach i agresywny początek meczu zwiastowały emocje na najwyższym poziomie. I nikt się nie zawiódł. Anwil grał z Asseco Prokomem na tych samych, bardzo wymagających, zasadach – najpierw fizyczna walka i twarda defensywa, a dopiero później myślenie o punktach. Temu reżimowi poddali się wszyscy, łącznie z Corsleyem Edwardsem, który wrócił do pierwszej piątki. - To miało go pobudzić i udało się – przyznał trener Krzysztof Szablowski - Mówiłem mu, że nie zależy mi na jego dwucyfrowych zdobyczach punktowych, tylko na obronie. On to zrozumiał i myślę, że dał radę.-

Gdy pod koszem walczyli Corsley Edwards z Seidem Hajriciem, na obwodzie za dwóch pracował Krzysztof Szubarga. Rozgrywający Anwilu był jak dynamit podłożony przez wytrawnego pirotechnika: eksplodował dokładnie tam, gdzie było trzeba. Ku zaskoczeniu Jerela Blassingama wyrastał na linii podania, bronił w ciągłym kontakcie fizycznym i raził rzutami za 3. Wszystko to tym cenniejsze, że przy niskich zdobyczach punktowych obydwu drużyn (16:15 po 10. minutach) każde zagranie miało niebagatelny wpływ na przebieg spotkania.

Po stronie Asseco Prokomu skutecznie kryci liderzy długo nie byli w stanie punktować. Trafiali jedynie Polacy, a pierwszy obcokrajowiec – Jerel Blassingame – wstrzelił się dopiero w 13. minucie. Goście prowadzili już wtedy 21:26, ale skuteczne szarże Lorinzy Harringtona i piękne, techniczne rzuty Seida Hajricia nie pozwoliły im powiększyć tej przewagi. Twarda walka sprawiała, że piłki często szybowały poza boisko, ale ambitni włocławianie potrafili je zagarnąć nawet z odległości 1-2 metrów od linii. Taka męska walka i wzajemne sprawdzanie granic siły mięśni z czasem zaczęły procentować dla Anwilu.

10 punktów straconych w trzeciej kwarcie i taki sam bagaż w czwartej, musiały przynieść zwycięstwo. Trener Krzysztof Szablowski zdradził później, że obrona na pograniczu faulu, była przedmeczowym założeniem numer jeden: - To nad czym tak ciężko pracujemy, czyli defensywa, przyniosło niesamowite rezultaty. Był to bardzo fizyczny mecz i na taki przygotowywałem swoich zawodników. Grali dobrze w obronie, ale i Asseco Prokom był skuteczny w tym elemencie.- Tyle tylko, że w Anwilu znaleźli się koszykarze, którzy mimo wszystko, potrafili znaleźć drogę do kosza.

Zaskoczył zwłaszcza Lawrence Kinnard, który na parkiecie pojawił się dopiero w 28. minucie. Niższy od Donatasa Motiejunasa o głowę, potrafił wygrać z nim pojedynki o zbiórki i wyprzedzić w kontrataku. Na początku ostatniej odsłony, gdy Anwil przegrywał 3 punktami Amerykanin dał sygnał do odrabiania strat. Szybko zareagował na niego Krzysztof Szubarga, którego pięć punktów z rzędu pozwoliło osiągnąć prowadzenie 53:47. Po chwili wyczyn rozgrywającego powtórzył nieskuteczny wcześniej Dardan Berisha i zrobiło się 58:49 na 3 minuty do końca.

Goście wypychani spod kosza nie byli już tak skuteczni na obwodzie jak wcześniej i nie zdołali odrobić strat. Choć rzutami osobistymi „podgonił” nieco Adam Hrycaniuk, to jednak na świetnie dysponowany Anwil było to za mało. Wynik 66:55 ustalił najskuteczniejszy tego wieczoru Krzysztof Szubarga (23 punkty). Polak zakończył tak jak rozpoczął, czyli rzutami osobistymi i w ostatnich sekundach odebrał wszelkie nadzieje Asseco Prokomowi. Nie zabrzmiał jeszcze końcowy gwizdek, gdy drużyny z uznaniem dziękowały sobie za prawdziwie męską grę, toczoną przy jednoczesnym zachowaniu zasad fair-play.

Dodatkowego smaku sobotniemu zwycięstwu dodaje fakt, że Anwil pokonał Asseco Prokom po raz pierwszy od 13 meczów.
Anwil Włocławek - Asseco Prokom Gdynia 66:55 (16:15, 16:20, 10:10, 24:10)

Anwil: Szubarga 23, Allen 9, Berisha 7, Kinnard 7, Harrington 6, Edwards 6, Hajrić 5, Lewis 2, Majewski 1, Wołoszyn 0

Asseco Prokom: Zamojski 10, Frasunkiewicz 9, Motiejunas 9, Hrycaniuk 8, Seweryn 8, Łapeta 5, Blassingame 2, Day 2, Witka 2, Szczotka 0, Kuebler 0.

SZCZEGÓŁOWE STATYSTYKI