Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

W. Boblewski: Stosowaliśmy pułapki

Piątek, 20 Czerwca 2014, 10:50, Michał Fałkowski

W minioną niedzielę, dokładnie po 11 latach od zdobycia Mistrzostwa Polski przez Anwil Włocławek, w ślady zawodowców poszli młodzi koszykarze. W wieńczącym sezon turnieju w Sopocie ograli wszystkich przeciwników i zgarnęli złoto. O wyczynie drużyny U14 TKM rozmawiamy z jej trenerem Wojciechem Boblewskim.

15 czerwca 2014 będzie pamiętną datą dla pańskiej drużyny, ale to też ważny dzień w historii Anwilu. Czy przed finałowym meczem ktoś wam przypomniał, że dokładnie 11 lat wcześniej nasz klub zdobył tytuł Mistrza Polski i czy była w związku z tym jakaś dodatkowa presja?

- Tego dnia rano usiedliśmy przy kawie z Justyną i Andrzejem Plutą, no i oczywiście nie omieszkali wspomnieć o tamtym dniu. Nie robili przy tym żadnej presji na mnie, czy mojej drużynie. Po prostu powspominali jak Andrzej zdobywał pierwszy złoty medal w swojej karierze i jednocześnie pierwszy, i jak na razie jedyny, dla Włocławka.

Ile meczów musieli rozegrać i wygrać młodzi koszykarze, żeby zostać Mistrzami Polski? Czy podobnie jak u seniorów, ich sezon trwał około 10 miesięcy?

- My przygotowania do tego sezonu rozpoczęliśmy obozem we Władysławowie w połowie sierpnia. Później było kilka turniejów, w tym jeden na Litwie. Następnie przystąpiliśmy do sezonu zasadniczego na szczeblu województwa kujawsko-pomorskiego. „Strefę” graliśmy w Radomsku, ćwierćfinały we Włocławku, półfinały w Szczecinie i finał w Sopocie. W sumie, w drodze po złoty medal, zebrało się 28 meczów ligowych.

Ile z nich wygraliście?

- Wszystkie. Powiem więcej, w minionym sezonie, który był dla nas przygotowaniem do walki o Mistrzostwo Polski 2014 też nie przegraliśmy ani jednego meczu.

Turniej finałowy rzeczywiście okazał się najtrudniejszym etapem? Rywale postawili najtwardsze warunki?

- Tak, finał w Sopocie był najbardziej wymagający. I nie tylko dlatego, że przeciwnicy byli najsilniejsi w Polsce, ale również z powodu rangi meczów. Świadomość, że gramy w finale, że za chwilę rozdzielane będą medale, że towarzyszy nam większe zainteresowanie mediów, że rodzice liczą na dobry wynik – to wszystko było trudnym, ale potrzebnym doświadczeniem. Dobrze, że wcześniej graliśmy ćwierćfinał we Włocławku i tam mieliśmy przedsmak takiej atmosfery. Wykorzystaliśmy tamte wspomnienia i stawiliśmy czoła wszystkiemu.

Finałowy rywal i zarazem gospodarz turnieju był godnym przeciwnikiem. Mecz o złoto okazał się niezwykle zacięty…

- Rzeczywiście, mecz mógł się podobać. Kilka razy zmieniało się prowadzenie, były ciekawe zwroty wydarzeń, efektowne akcje w ataku i dobra obrona. Spotkały się dwie najlepsze drużyny w kraju i wynik był sprawą otwartą niemal do samego końca. Cieszymy się, że ostatecznie to właśnie my okazaliśmy się lepsi, bo bardzo ciężko na to zapracowaliśmy.

Co było najmocniejszą stroną pańskiego zespołu?

- Jako trener powinienem raczej mówić o tym nad czym jeszcze powinniśmy pracować, a tych rzeczy jest całe mnóstwo. Skoro jednak ma być o mocnych stronach, to taką była na pewno agresywna obrona. Byliśmy chyba jedyną drużyną w Polsce, która starała się tak mocno bronić na całym boisku. Stosowaliśmy pułapki, staraliśmy się przechwytywać piłki i grać często szybkim atakiem. Gdy nie dało się kończyć akcji po kontrach, potrafiliśmy cierpliwie budować atak. Myślę, że naszym atutem było też to, że każdy chciał dawać coś od siebie tej drużynie. Cały szeroki skład przyczynił się do zdobycia Mistrzostwa Polski. Poza tym zaprocentowało spokojne podejście do dobrych wyników. Nie nakręcaliśmy się nimi i nie mówiliśmy sobie, że naszym celem jest wyłącznie złoto. Koncentrowaliśmy się na każdym kolejnym meczu i skromnie, krok po kroku, szliśmy w stronę pierwszego miejsca.

Nie da się jednak ukryć, że drużyna miała swoich liderów, a może raczej lidera…

- Tutaj muszę się powołać na słowa innych trenerów, którzy nas obserwowali i przyznawali, że mimo, iż w składzie były indywidualności, to potrafiliśmy grać zespołowo i bardzo dobrze dzielić się piłką. Trenerzy Szambelan i Puchalski chwalili nas za to, że chłopcy szukają się na boisku i nie są samolubni. Nawet nagrody indywidualne były w pewnym stopniu wynikiem gry zespołowej. Wystarczy zauważyć, że młody Andrzej Pluta, który niewątpliwie był naszym liderem, nie wyróżniał się tylko w klasyfikacji punktowej, ale został też najlepiej asystującym zawodnikiem turnieju finałowego.

To, że mogliście dojść do finałów i zagrać w turnieju, to również wielka zasługa rodziców…

- Gdyby nie ich pomoc, to nie byłoby tego sukcesu. Wspierali drużynę mentalnie, organizacyjnie i – co tu dożo mówić – finansowo. Gdyby nie ich wsparcie nie byłoby mowy o medalu. Razem z władzami TKM-u rodzice robili wszystko, żebyśmy mogli pojechać na turnieje półfinałowe i finałowe. Wozili zespół swoimi samochodami, dokładali do noclegów. Długo by opowiadać.

Jak młodzi koszykarze uczcili Mistrzostwo Polski?

- Było konfetti, szampany bezalkoholowe, śpiewy i dobra zabawa. Znów świetnie spisali się rodzice, którzy to wszystko zorganizowali. Za kilka dni spotkamy się raz jeszcze, żeby podsumować sezon. Będzie to też taka trochę sentymentalna impreza, bo stanie się ona okazją do tego, żeby życzyć naszym dwóm zawodnikom powodzenia w Estudiantes Madryt. Mowa oczywiście o Michale i Andrzeju Plutach.

Co dalej z tą drużyną?

- Tego do końca nie wiem. Póki co trenujemy i nadal poprawiamy umiejętności. Pięciu chłopaków otrzymało powołanie do reprezentacji Polski U14, gdzie będę członkiem sztabu trenera Puchalskiego. Wyróżnionymi przez szkoleniowca kadry zostali: Mateusz Golasiński, Filip Drozdowski, Marcin Woroniecki, Przemysław Zygmunciak i Andrzej Pluta.

Dziękuję za rozmowę i życzę, żeby wasz sukces, na który całą drużyną pracowaliście w ciszy i spokoju nabrał teraz rozgłosu i zyskał należne mu uznanie.

- Dziękuję i chciałbym jednocześnie złożyć wielkie ukłony rodzicom moich zawodników, mojej pani-asystent Justynie Plucie oraz jej mężowi. Nie bylibyśmy tak kompletnym zespołem gdyby nie zawodnicy, których ze Zrywu Toruń wypożyczył nam pan Roman Kłosowski. Słowa wdzięczności również dla Huberta Hejmana i Grzegorza Kożana za ich pomoc. Na koniec chciałbym też podziękować mojej żonie i rodzicom za cierpliwość, gdy spędzałem długie godziny na pracy.

 

Złota drużyna U14:

Andrzej Pluta, Filip Drozdowski, Przemysław Zygmunciak, Marcin Woroniecki, Michał Pluta, Jakub Chosa, Mateusz Kolasiński, Mateusz Duchewicz, Marcel Afeltowicz, Adam Piątek, Stanisław Pytel, Igor Wiliński, Dawid Nikleniewicz