W trzydziestym czwartym, ostatnim meczu rundy zasadniczej Anwil Włocławek pokonał na wyjeździe PGE Turów Zgorzelec 79:76. Było to pierwsze zwycięstwo Rottweilerów nad tym rywalem, ale pojawi się szansa na kolejne… PGE Turów będzie przeciwnikiem włocławian w ćwierćfinale play-off.
W trzydziestym czwartym, ostatnim meczu rundy zasadniczej Anwil Włocławek pokonał na wyjeździe PGE Turów Zgorzelec 79:76. Było to pierwsze zwycięstwo Rottweilerów nad tym rywalem, ale pojawi się szansa na kolejne… PGE Turów będzie przeciwnikiem włocławian w ćwierćfinale play-off.
O sobotnim meczu Anwilu z PGE Turowem nie sposób myśleć inaczej niż w kontekście wydarzeń, które sprawiły, że zespoły te zmierzą się w ćwierćfinale. Anwil dzięki zwycięstwu w Zgorzelcu i porażce Zastalu z Energą Czarnymi, rundę zasadniczą zakończył na trzecim miejscu w tabeli, a rywala pogrążył w czeluściach zwanych „fazą szóstek”. Koszykarze spod znaku tura przegrali ósme z dziesięciu spotkań drugiego etapu rundy zasadniczej i definitywnie odcięli się od rewelacyjnego początku sezonu (dziewięć zwycięstw z rzędu na inaugurację). Wszystko wyglądałoby idealnie, gdyby nie fakt, że akurat Anwil miał kłopoty w konfrontacji z Turowem, ale o tym nie teraz.
W tej chwili najważniejsze jest, że włocławianie przełamali dwuletnią niemoc względem drużyny ze Zgorzelca. Fakt ten cieszy tym bardziej, że stało się to po emocjonującym i stojącym na wysokim poziomie meczu. Obydwa zespoły włożyły mnóstwo sił w rywalizację, ale talentu i determinacji więcej było po stronie koszykarzy trenera Krzysztofa Szablowskiego. - Oba zespoły stworzyły świetne zawody. Mecz był emocjonujący do ostatnich sekund. Myślę, że o końcowym wyniku zdecydowała troszkę lepsza skuteczność. Byliśmy lepsi w rzutach za dwa i trzy punkty. Przegraliśmy jednak zdecydowanie zbiórkę w ataku. Musimy nad tym elementem mocno pomyśleć przed fazą play-off - powiedział trener Krzysztof Szablowski.
Zaczęło się podobnie jak w ostatnim meczu Anwilu z PGE Turowem w Hali Mistrzów. Włocławianie znów zaliczyli mocny początek. Strzałem w dziesiątkę okazało się wystawienie w wyjściowym składzie Nicka Lewisa (2 x 3 w 4 minuty) i Łukasza Majewskiego (9 punktów w pierwszej kwarcie). Po trafieniu z dystansu kapitana naszego zespołu udało się wyjść na prowadzenie 24:12 i zmusić rywali do wzięcia pierwszego czasu na poukładanie gry. Niestety, ta sztuka doskonale udała się trenerowi Jackowi Winnickiemu i już 6 minut później gospodarze wyrównali (29:29). Włocławskim zawodnikom w oczy zajrzało widmo powtórki z własnej hali, gdy szybko zdobyte prowadzenie stopniowo przemieniło się w stratę, której już nie odrobili.
Tym razem jednak, Anwil pokazał, że umie wyciągać wnioski z wcześniejszych spotkań. Dobrą obroną nie pozwolił na wykreowanie miejscowego bohatera meczu (Moore tylko 3,5 min., 0 pkt.), a umiejętnym rozgrywaniem ataku uruchomił to co najlepsze w swoich szeregach. Świetny mecz rozgrywał John Allen, który raz jeszcze potwierdził, że jest nie tylko mózgiem drużyny, ale również potrafi spełnić rolę skutecznego egzekutora (19 pkt.). Siłę pod koszem dał Corsley Edwards (7 zbiórek), a świetnym kreowaniem gry popisywał się Krzysztof Szubarga (8 asyst). Tymczasem pretensje do swoich zawodników miał trener Jacek Winnicki: - Dziękuję zawodnikom, którzy grali od dziewiątej minuty do końca meczu. Nie będą grali w tym zespole ludzie, którzy nie mają charakteru i nie zostawią zdrowia na parkiecie, a będą tylko chcieli zaliczyć spotkanie. -
Szybko i efektownie grający Anwil nie pozwolił zgorzelczanom na dyktowanie warunków. Mecz był wyrównany, toczył się w szybkim tempie i nie brakowało efektownych akcji. Jeszcze w 33. minucie na tablicy wyników widniał remis (68:68). Na szczęście drugą trójkę z rzędu trafił Lawrence Kinnard i to jego ekipa mogła pochwalić się decydującym przełamaniem. Odpowiedział co prawda Daniel Kickert, ale raz jeszcze z dystansu przymierzyli włocławianie, a konkretnie „Szubi”, i to Anwil był stroną dominującą.
PGE Turowowi wyraźnie nie pasowała taka sytuacja i przez to nawet własną ambicję przeradzał w błędy. Na dwa bloki z rzędu nadział się Michał Chyliński, nie trafiali Aaron Cel i Artur Mielczarek i na dwie minuty przed końcem ich zespół przegrywał 72:76. Taki stan utrzymywał się jeszcze przez półtorej minuty, ale pozostały czas mógł jeszcze przynieść korzystny wynik obydwu stronom. Na szczęście, skorzystał na nim Anwil, którego koszykarze udowodnili, że mają większe doświadczenie. 35 sekund przed końcem spotkania pędzącą kontrę gospodarzy mądrym faulem zatrzymał Corsley Edwards, a chwilę później Amerykanin popisał się przechwytem. Faulowani, włocławianie wykorzystali jednak tylko 3 z 6 rzutów wolnych. Trafili za to David Jackson i Michał Gabiński i na sekundy przed końcem było 79:76. Gospodarze, mimo że zdołali oddać jeszcze rzut, to jednak nie trafili i z parkietu zeszli pokonani.
Rottweilery zakończyły rundę zasadniczą z bilansem 22-12 (w szóstakach 5-5). Ostatnim zwycięstwem sprawiły miły prezent powiększającej się rodzinie Anwilu Włocławek. W dniu meczu ojcem został Hubert Hejman, dyrektor klubu. Jemu, jego małżonce oraz całej zwycięskiej drużynie Anwilu gratulujemy!
PGE Turów Zgorzelec – Anwil Włocławek 76:79 (20:26, 19:17, 20:20, 17:16)
PGE Turów: Kickert 16, Gustas 12, Jackson 11, Mielczarek 10, Chyliński 9, Kulig 5, Cel 5, Gabiński 4, Lee 4, Moore 0, Lauderdale 0
Anwil: Allen 19, Lewis 18, Szubarga 10, Majewski 10, Edwards 8, Kinnard 7, Hajrić 4, Berisha 3, Maciejewski 0
O sobotnim meczu Anwilu z PGE Turowem nie sposób myśleć inaczej niż w kontekście wydarzeń, które sprawiły, że zespoły te zmierzą się w ćwierćfinale. Anwil dzięki zwycięstwu w Zgorzelcu i porażce Zastalu z Energą Czarnymi, rundę zasadniczą zakończył na trzecim miejscu w tabeli, a rywala pogrążył w czeluściach zwanych „fazą szóstek”. Koszykarze spod znaku tura przegrali ósme z dziesięciu spotkań drugiego etapu rundy zasadniczej i definitywnie odcięli się od rewelacyjnego początku sezonu (dziewięć zwycięstw z rzędu na inaugurację). Wszystko wyglądałoby idealnie, gdyby nie fakt, że akurat Anwil miał kłopoty w konfrontacji z Turowem, ale o tym nie teraz.
W tej chwili najważniejsze jest, że włocławianie przełamali dwuletnią niemoc względem drużyny ze Zgorzelca. Fakt ten cieszy tym bardziej, że stało się to po emocjonującym i stojącym na wysokim poziomie meczu. Obydwa zespoły włożyły mnóstwo sił w rywalizację, ale talentu i determinacji więcej było po stronie koszykarzy trenera Krzysztofa Szablowskiego. - Oba zespoły stworzyły świetne zawody. Mecz był emocjonujący do ostatnich sekund. Myślę, że o końcowym wyniku zdecydowała troszkę lepsza skuteczność. Byliśmy lepsi w rzutach za dwa i trzy punkty. Przegraliśmy jednak zdecydowanie zbiórkę w ataku. Musimy nad tym elementem mocno pomyśleć przed fazą play-off - powiedział trener Krzysztof Szablowski.
Zaczęło się podobnie jak w ostatnim meczu Anwilu z PGE Turowem w Hali Mistrzów. Włocławianie znów zaliczyli mocny początek. Strzałem w dziesiątkę okazało się wystawienie w wyjściowym składzie Nicka Lewisa (2 x 3 w 4 minuty) i Łukasza Majewskiego (9 punktów w pierwszej kwarcie). Po trafieniu z dystansu kapitana naszego zespołu udało się wyjść na prowadzenie 24:12 i zmusić rywali do wzięcia pierwszego czasu na poukładanie gry. Niestety, ta sztuka doskonale udała się trenerowi Jackowi Winnickiemu i już 6 minut później gospodarze wyrównali (29:29). Włocławskim zawodnikom w oczy zajrzało widmo powtórki z własnej hali, gdy szybko zdobyte prowadzenie stopniowo przemieniło się w stratę, której już nie odrobili.
Tym razem jednak, Anwil pokazał, że umie wyciągać wnioski z wcześniejszych spotkań. Dobrą obroną nie pozwolił na wykreowanie miejscowego bohatera meczu (Moore tylko 3,5 min., 0 pkt.), a umiejętnym rozgrywaniem ataku uruchomił to co najlepsze w swoich szeregach. Świetny mecz rozgrywał John Allen, który raz jeszcze potwierdził, że jest nie tylko mózgiem drużyny, ale również potrafi spełnić rolę skutecznego egzekutora (19 pkt.). Siłę pod koszem dał Corsley Edwards (7 zbiórek), a świetnym kreowaniem gry popisywał się Krzysztof Szubarga (8 asyst). Tymczasem pretensje do swoich zawodników miał trener Jacek Winnicki: - Dziękuję zawodnikom, którzy grali od dziewiątej minuty do końca meczu. Nie będą grali w tym zespole ludzie, którzy nie mają charakteru i nie zostawią zdrowia na parkiecie, a będą tylko chcieli zaliczyć spotkanie. -
Szybko i efektownie grający Anwil nie pozwolił zgorzelczanom na dyktowanie warunków. Mecz był wyrównany, toczył się w szybkim tempie i nie brakowało efektownych akcji. Jeszcze w 33. minucie na tablicy wyników widniał remis (68:68). Na szczęście drugą trójkę z rzędu trafił Lawrence Kinnard i to jego ekipa mogła pochwalić się decydującym przełamaniem. Odpowiedział co prawda Daniel Kickert, ale raz jeszcze z dystansu przymierzyli włocławianie, a konkretnie „Szubi”, i to Anwil był stroną dominującą.
PGE Turowowi wyraźnie nie pasowała taka sytuacja i przez to nawet własną ambicję przeradzał w błędy. Na dwa bloki z rzędu nadział się Michał Chyliński, nie trafiali Aaron Cel i Artur Mielczarek i na dwie minuty przed końcem ich zespół przegrywał 72:76. Taki stan utrzymywał się jeszcze przez półtorej minuty, ale pozostały czas mógł jeszcze przynieść korzystny wynik obydwu stronom. Na szczęście, skorzystał na nim Anwil, którego koszykarze udowodnili, że mają większe doświadczenie. 35 sekund przed końcem spotkania pędzącą kontrę gospodarzy mądrym faulem zatrzymał Corsley Edwards, a chwilę później Amerykanin popisał się przechwytem. Faulowani, włocławianie wykorzystali jednak tylko 3 z 6 rzutów wolnych. Trafili za to David Jackson i Michał Gabiński i na sekundy przed końcem było 79:76. Gospodarze, mimo że zdołali oddać jeszcze rzut, to jednak nie trafili i z parkietu zeszli pokonani.
Rottweilery zakończyły rundę zasadniczą z bilansem 22-12 (w szóstakach 5-5). Ostatnim zwycięstwem sprawiły miły prezent powiększającej się rodzinie Anwilu Włocławek. W dniu meczu ojcem został Hubert Hejman, dyrektor klubu. Jemu, jego małżonce oraz całej zwycięskiej drużynie Anwilu gratulujemy!
PGE Turów Zgorzelec – Anwil Włocławek 76:79 (20:26, 19:17, 20:20, 17:16)
PGE Turów: Kickert 16, Gustas 12, Jackson 11, Mielczarek 10, Chyliński 9, Kulig 5, Cel 5, Gabiński 4, Lee 4, Moore 0, Lauderdale 0
Anwil: Allen 19, Lewis 18, Szubarga 10, Majewski 10, Edwards 8, Kinnard 7, Hajrić 4, Berisha 3, Maciejewski 0
SZCZEGÓŁOWE STATYSTYKI