Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

Trefl w formie. Anwil nie dał rady po przerwie

Niedziela, 17 Lutego 2013, 1:00, Michał Fałkowski

Anwil Włocławek przegrał drugi raz z rzędu z Treflem Sopot. Tym razem na terenie rywala skończyło się wynikiem 91:74, choć do przerwy minimalnie prowadziła drużyna Rottweilerów. Triumf zespołu trenera Mariusza Niedbalskiego promuje go w tabeli, a Anwilowi wciąż nie daje spokoju w grach o górną szóstkę.

Anwil Włocławek przegrał drugi raz z rzędu z Treflem Sopot. Tym razem na terenie rywala skończyło się wynikiem 91:74, choć do przerwy minimalnie prowadziła drużyna Rottweilerów. Triumf zespołu trenera Mariusza Niedbalskiego promuje go w tabeli, a Anwilowi wciąż nie daje spokoju w grach o górną szóstkę.

- W moim zespole widać dzisiaj było pozytywną energię, której dodał nam fakt zdobycia w ubiegłym tygodniu Pucharu Polski – zaczął pomeczową wypowiedź trener Mariusz Niedbalski. Ku zaskoczeniu nawet miejscowych kibiców, zmęczenie rozgrywkami pucharowymi, które miało być minusem jego drużyny, tym razem nie dało o sobie znać. Mariusz Niedbalski przyznał, że dał swoim koszykarzom sporo wolnego, żeby złapali oddech i świeżość. To się udało, choć początek zapowiadał raczej scenariusz korzystny dla Anwilu.

W mecz dobrze wszedł Przemysław Frasunkiewicz (szybko zdobyte 5 punktów), a klasą dla siebie był Krzysztof Szubarga (9 punktów w pierwszej kwarcie). Anwil prowadził w 8. minucie 21:15 i mógł w tym momencie narzucić goniącym gospodarzom własne warunki gry. Niestety, zamiast zadać kolejne ciosy, pozwolił zdobyć łatwe punkty wysokim Trefla i wynik powrócił w okolice remisu. Być może udałoby się znów odskoczyć, ale proste błędy w ataku nie pozwoliły na wykończenie kilku akcji.

Tymczasem rozkręcił się Adam Waczyński, udowadniając po raz kolejny, że bardzo dobrze gra mu się przeciw Anwilowi. Polak raz za razem dziurawił atakowany kosz i wyprowadził Trefl na 32:26. Na szczęście, szybka reakcja trenera Miliji Bogicevicia i wzięty czas pozwoliły lepiej zorganizować obronę. Wreszcie udało się zebrać piłkę w ataku i zdobyć punkty z ponowienia. Ich autorem był Marcus Ginyard, do którego należała końcówka pierwszej połowy. Amerykanin późno pojawił się na boisku, ale gdy już trener pozwolił mu grać, dał Anwilowi kilka punktów z szybkiego ataku i pozytywny impuls do budowy przewagi. Skończyło się, co prawda, tylko na symbolicznym prowadzeniu do przerwy (40:39), ale nadzieję dawał fakt, że w końcówce to goście byli stroną dominującą.

Niecodzienny przebieg miała trzecia odsłona, w której najpierw Anwil wyszedł na prowadzenie 49:44, żeby po kilku chwilach przegrywać już 55:65. Gdy drużynie dobrze szło i punkty zdobywał Marcus Ginyard, nagle piłka przestała do niego trafiać i wszystko się zacięło. Fatalne błędy popełniał Tony Weeden, a korzystali z nich Filip Dylewicz i Kurt Looby. Ten pierwszy raził rzutem za trzy, a drugi wykonał alley’up, którego nie powstydziliby się uczestnicy odbywającego się właśnie Weekendu Gwiazd NBA. Ze strat obrońcy Anwilu rywale szybko zbudowali pokaźną przewagę, która okazała się nie do odrobienia.

Szkoleniowiec Anwilu liczył jeszcze, że drugi oddech złapie Krzysztof Szubarga. Wpuszczając go na końcowe osiem minut spotkania chciał, żeby napędził drużynę tak samo, jak na początku meczu. Nadzieje okazały się płonne, bo obrońcy Trefla uważnie pilnowali „Szubiego”. Za to po drugiej stronie boiska za trzy trafiali Filip Dylewicz z Piotrem Dąbrowskim, a grę mądrze prowadził ich rozgrywający. – Frank Turner rozegrał końcówkę jak prawdziwy fachowiec. Dał lekcję, jak należy „pchać” piłkę do pick-n-roll’a, a nie w pustą strefę boiska. W ten sam sposób Trefl wygrał we Włocławku – mówił trener Milija Bogicević. Turner zaliczył w niedzielę 6 asyst, czyli więcej niż cały zespół Anwilu (tylko 4).

W końcowych sekundach, gdy przewaga gospodarzy wzrosła do 20 punktów, pozwolili oni sobie nawet na wprowadzenie młodziutkiego rozgrywającego, Pawła Dzierżaka. Debiutant w TBL zdobył punkt z linii rzutów wolnych, a mecz zakończył się wynikiem 91:74. Tym samym Trefl zapewnił sobie grę w górnej szóstce, a Anwil będzie musiał poszukać tej pewności w kolejnych dwóch meczach.


Trefl Sopot - Anwil Włocławek 91:74 (19:21, 20:19, 28:20, 24:14)

Trefl:
Waczyński 23, Turner 16, Dylewicz 15, Michalak 10, Stefański 9, Spralja 6, Looby 6, Dąbrowski 5, Dzierżak 1, Brembly 0.

Anwil: Ginyard 18, Szubarga 11, Frasunkiewicz 9, Jovanović 9, Weeden 8, Boykin 6, Hajrić 6, Vasojević 4, Bartosz 3, Sokołowski 0, Łapeta 0.

SZCZEGÓŁOWE STATYSTYKI