Nie udał się Anwilowi Włocławek start w 2014 rok. W Gdyni Rottweilery przegrały z Asseco 72:78, przerywając tym samym zapoczątkowaną w listopadzie znakomitą serię ligowych zwycięstw i trwającą od maja ubiegłego roku serię triumfów nad drużyną z Trójmiasta. Graczem meczu został A. J. Walton, który zaliczył niemal dwa razy tyle asyst, co cały zespół Anwilu.
Początek meczu nie dawał podstaw ku temu, żeby właśnie w Waltonie upatrywać „Man of the game”, czyli gracza, który będzie miał największy wpływ na rozstrzygnięcie rywalizacji gdyńsko – włocławskiej. I to bynajmniej nie przez jego sportową postawę, która wcale nie była słaba, ale przez fakt, że na parkiecie jeszcze bardziej błyszczał kto inny - rzucający drużyny przeciwnej, czyli Deividas Dulkys. Litwin bezbłędnie rozpoczął spotkanie. Po pierwszej kwarcie miał na swoim koncie 15 punktów grając na stuprocentowej skuteczności. Trafiał głównie z dalekiego dystansu, nie dając obronie gospodarzy żadnych szans.
Niestety, gdy Dulkys usiadł na ławce rezerwowych na początku drugiej odsłony, w ataku Anwilu coś się zacięło. Punkty Piotra Szczotki i Fiodora Dmitriewa sprawiły, że Asseco wyszło na niewielkie prowadzenie i nawet powrót Litwina okazał się niewystarczający, żeby wyrównać stan meczu. Do przerwy było 42:34, a na domiar złego nikt poza Michałem Sokołowskim nie potrafił zaliczyć dobrego ostatniego podania. Dwie asysty po stronie włocławian wyglądały dość blado przy dziewięciu A.J. Waltona, który jak się później okazało, grał ze złamanym palcem.
Trzecia kwarta raz jeszcze udowodniła, że Anwil gra tak jak jego lider, Deividas Dulkys. Gdy Litwin odzyskał skuteczność Rottweilery szybko odrobiły straty i od 23. minuty mogły budować przewagę (43:43). To się jednak nie udało, bo fantastyczną skutecznością za trzy raz jeszcze popisali się Fiodor Dmitriew i Łukasz Seweryn. Asseco w tym momencie legitymowało się bilansem 9/11 x 3, przy 4/14 Anwilu. Zamiast więc próbować odskoczyć gospodarzom, włocławianie wciąż byli na niewielkim minusie. Próbowali go zniwelować przesuwając grę nieco bliżej kosza (punkty Seida Hajricia i Keitha Clantona), ale gdynianie raz jeszcze udowodnili, że na własnym parkiecie są niebywale odporni na ataki rywali.
W 34. minucie Asseco prowadziło 67:60, świetnie korzystając z dobrego kreowania gry przez A.J. Waltona. Amerykanin prowadził atak na dwa sposoby: albo absorbował uwagę Dusana Katnicia i Seida Hajricia, a następnie rozrzucał piłkę tak, że ostatecznie trafiała do niepilnowanego partnera pod koszem, albo decydował się na akcje dwójkowe z wykorzystaniem zasłony. Korzystał na tym szczególnie mierzący 217 cm środkowy Ovidijus Galdikas. Najnowszy nabytek Asseco po tym jak w pierwszej połowie głównie przewracał się przy niemal każdym zagraniu, w czwartej odsłonie zdobył kilka cennych punktów, w tym nawet efektownym wsadem.
Na 2,5 minuty do końca gospodarze prowadzili 72:62 i wydawało się, że właściwie wszystko zostało rozstrzygnięte. Tymczasem dwiema trójkami błysnął wreszcie Dusan Katnić i zrobiło się 75:70. Anwil złapał wiatr w żagle, wykorzystał stratę Waltona i po punktach Seida Hajricia na tablicy wyników było 75:72. Przy tym rezultacie, na 34 sekundy przed końcem, piłka trafiła do graczy Asseco, a włocławianie zdecydowali się nie faulować i próbować wybronić akcję. Niestety, efekt był najgorszy z możliwych. Gospodarze wykorzystali niemal pełne 24 sekundy posiadania piłki, którą ostatecznie A.J. Walton (14. asysta) podał w róg do Dmitriewa, a ten trafił za trzy. Przez 11 sekund Anwil nie zdołał już zmienić wyniku i skończyło się na 78:72.
Pozytywnym akcentem meczu w Gdyni był powrót na parkiet Piotra Pamuły. Polak zagrał pierwsze 3 minuty w sezonie pojawiając się na boisku pod koniec trzeciej kwarty. Za kilka tygodni Pamuła powinien być już w pełni przydatny zespołowi.
Asseco Gdynia – Anwil Włocławek 78:72 (25:23, 17:11, 11:20, 25:18)
Asseco: Dimitriew 15, Szczotka 12, Seweryn 12, Galdikas 11, Frasunkiewicz 8, Walton 8, Matczak 7, Szymański 3, Kowalczyk 2, Aťołnierewicz 0
Anwil: Dulkys 22, Clanton 15, Hajrić 10, Sokołowski 9, Katnić 9, Mijatović 5, Kostrzewski 2, Witliński 0, Pamuła 0