Heroiczna postawa do ostatnich minut to za mało - Anwil Włocławek walczył z determinacją i sercem godnym nie rottweilerów, ale lwów, lecz ostatecznie przegrał po dogrywce walkę o miejsce w finale. To jednak nie koniec sezonu - przed włocławianami rywalizacja o brązowy medal.
Heroiczna postawa do ostatnich minut to za mało - Anwil Włocławek walczył z determinacją i sercem godnym nie rottweilerów, ale lwów, lecz ostatecznie przegrał po dogrywce walkę o miejsce w finale. To jednak nie koniec sezonu - przed włocławianami rywalizacja o brązowy medal.
Tony Weeden trafił dwa rzuty wolne na 19 sekund przed końcem dogrywki i Anwil Włocławek prowadził 75:74, więc trener Miodrag Rajković poprosił o przerwę. Serb rozrysował kilka opcji swoim koszykarzom, stawiając główny nacisk na to, by piłka trafiła do rąk rozgrywającego świetne spotkanie Ivana Opacak – Chorwat miał wówczas na swoim koncie 24 punkty i tylko jedno pudło z gry.
Włocławianie byli jednak przygotowani na tę zagrywkę i odcięli Opacakowi możliwość rzutu z czystej pozycji. Doświadczony zawodnik świetnie oddał jednak piłkę do stojącego w rogu Aarona Cela a ten przymierzył celnie z dystansu. Trener Milija Bogicević poprosił o przerwę, a po chwili Hala Mistrzów zamarła, gdy z ósmego metra losy spotkania i całej serii półfinałowej próbował zmienić Mateusz Bartosz. Niestety, chybił nieznacznie. PGE Turów awansował do wielkiego finału, a włocławianom pozostaje walka o trzecie miejsce. Sezon się jeszcze nie skończył i nadal może być w pewnym sensie zwycięski.
Ekipa Bogicevicia zaczęła spotkanie z podobną energią, co w czwartek. Tym razem nie trafiała co prawda seryjnie zza łuku, ale grała bardziej do kosza i dzięki serii punktów Rubena Boykina (wszystkie swoje dziewięć oczek zdobył właśnie na początku) wyszła na prowadzenie 11:2, a potem 18:11.
Zgorzelczanie rozpoczęli sobotni pojedynek dość niemrawo, ale rozkręcali się z minuty na minutę i po celnym rzucie za dwa Djordje Micicia objęli pierwsze prowadzenie 25:24. Ich grę z pewnością jednak zaburzały faule wysokich, które były wynikiem agresywnej i skutecznej postawy gospodarzy. W 14. minucie meczu po trzy faule mieli na swoim koncie Ivan Aťigeranović i Piotr Stelmach, a po dwa - Damian Kulig i Aaron Cel. Przyjezdnych ratował jednak Ivan Opacak, który w drugiej kwarcie zdobył siedem oczek, ale do przerwy to gospodarze prowadzili nieznacznie 33:32.
Po zmianie stron trwała zażarta walka kosz za kosz tak pasująca do klimatu play-off, a poziom adrenaliny na trybunach rósł wprost proporcjonalnie do nieubłaganie upływającego czasu. Presja udzieliła się również koszykarzom obu zespołów. Stratę za stratą notował Michał Chyliński, zaś Tony Weeden spudłował wsad, który mógł być fantastycznym dopełnieniem wcześniejszego przechwytu i pięciu oczek z rzędu Amerykanina. A co ważniejsze, mógł dać Anwilowi sześciopunktowe prowadzenie (było 51:47). W odpowiedzi jednak za trzy trafił Russell Robinson…
Na trzy minuty przed końcem Opacak wyprowadził PGE Turów na nieznacznie prowadzenie 60:59, ale Marcus Ginyard oraz Arvydas Eitutavicius zachowali zimną krew i na kilkanaście sekund przed końcem miejscowi wygrywali 64:62. Tuż przed końcową syreną dwa rzuty wolnie pewnie wyegzekwował jednak Robinson, a że Ginyard nie trafił z dystansu, do wyłonienia zwycięzcy potrzebna była dogrywka.
W niej PGE Turów prowadził już 70:64, lecz włocławianie pokazali wielki charakter walcząc nie tylko z uciekającym czasem i rywalem, ale również z losem, który w tym sezonie obchodzi się z Anwilem nad wyraz brutalnie – do długiej listy kontuzjowanych przed meczem dołączył Nikola Vasojević, zaś tuż przed końcem czwartej kwarty urazu nabawił się Michał Sokołowski. Parkiet tymczasem z powodu pięciu fauli musiał opuścić Seid Hajrić, a Krzysztof Szubarga cały czas grał z bolesnym urazem. Mimo to jednak Anwil nie poddał się i po serii punktów Ginyarda oraz trafieniu Eitutaviciusa najpierw odrobił większość strat, a za sprawą Weedena wyszedł nawet prowadzenie. Wówczas na scenie pojawił się jednak Cel…
Przed włocławianami teraz kilka dni przerwy, którą muszą poświęcić na odbudowanie morale i z tym samym animuszem, z którym grali w półfinale, podejść do meczów o brązowy medal z AZS Koszalin.
Anwil Włocławek - PGE Turów Zgorzelec 75:77 po dogrywce (18:11, 15:21, 13:15, 18:17, 11:13)
Anwil: Ginyard 20, Hajrić 12, Weeden 10, Boykin 9, Eitutavicius 7, Jovanović 5, Szubarga 5, Sokołowski 4, Bartosz 3
PGE Turów: Opacak 24, Robinson 12, Cel 10, Chyliński 9, Zigeranović 8, Jackson 6, Micić 6, Kulig 2, Lewandowski 0, Stelmach 0
STATYSTYKI MECZOWE
Włocławianie byli jednak przygotowani na tę zagrywkę i odcięli Opacakowi możliwość rzutu z czystej pozycji. Doświadczony zawodnik świetnie oddał jednak piłkę do stojącego w rogu Aarona Cela a ten przymierzył celnie z dystansu. Trener Milija Bogicević poprosił o przerwę, a po chwili Hala Mistrzów zamarła, gdy z ósmego metra losy spotkania i całej serii półfinałowej próbował zmienić Mateusz Bartosz. Niestety, chybił nieznacznie. PGE Turów awansował do wielkiego finału, a włocławianom pozostaje walka o trzecie miejsce. Sezon się jeszcze nie skończył i nadal może być w pewnym sensie zwycięski.
Ekipa Bogicevicia zaczęła spotkanie z podobną energią, co w czwartek. Tym razem nie trafiała co prawda seryjnie zza łuku, ale grała bardziej do kosza i dzięki serii punktów Rubena Boykina (wszystkie swoje dziewięć oczek zdobył właśnie na początku) wyszła na prowadzenie 11:2, a potem 18:11.
Zgorzelczanie rozpoczęli sobotni pojedynek dość niemrawo, ale rozkręcali się z minuty na minutę i po celnym rzucie za dwa Djordje Micicia objęli pierwsze prowadzenie 25:24. Ich grę z pewnością jednak zaburzały faule wysokich, które były wynikiem agresywnej i skutecznej postawy gospodarzy. W 14. minucie meczu po trzy faule mieli na swoim koncie Ivan Aťigeranović i Piotr Stelmach, a po dwa - Damian Kulig i Aaron Cel. Przyjezdnych ratował jednak Ivan Opacak, który w drugiej kwarcie zdobył siedem oczek, ale do przerwy to gospodarze prowadzili nieznacznie 33:32.
Po zmianie stron trwała zażarta walka kosz za kosz tak pasująca do klimatu play-off, a poziom adrenaliny na trybunach rósł wprost proporcjonalnie do nieubłaganie upływającego czasu. Presja udzieliła się również koszykarzom obu zespołów. Stratę za stratą notował Michał Chyliński, zaś Tony Weeden spudłował wsad, który mógł być fantastycznym dopełnieniem wcześniejszego przechwytu i pięciu oczek z rzędu Amerykanina. A co ważniejsze, mógł dać Anwilowi sześciopunktowe prowadzenie (było 51:47). W odpowiedzi jednak za trzy trafił Russell Robinson…
Na trzy minuty przed końcem Opacak wyprowadził PGE Turów na nieznacznie prowadzenie 60:59, ale Marcus Ginyard oraz Arvydas Eitutavicius zachowali zimną krew i na kilkanaście sekund przed końcem miejscowi wygrywali 64:62. Tuż przed końcową syreną dwa rzuty wolnie pewnie wyegzekwował jednak Robinson, a że Ginyard nie trafił z dystansu, do wyłonienia zwycięzcy potrzebna była dogrywka.
W niej PGE Turów prowadził już 70:64, lecz włocławianie pokazali wielki charakter walcząc nie tylko z uciekającym czasem i rywalem, ale również z losem, który w tym sezonie obchodzi się z Anwilem nad wyraz brutalnie – do długiej listy kontuzjowanych przed meczem dołączył Nikola Vasojević, zaś tuż przed końcem czwartej kwarty urazu nabawił się Michał Sokołowski. Parkiet tymczasem z powodu pięciu fauli musiał opuścić Seid Hajrić, a Krzysztof Szubarga cały czas grał z bolesnym urazem. Mimo to jednak Anwil nie poddał się i po serii punktów Ginyarda oraz trafieniu Eitutaviciusa najpierw odrobił większość strat, a za sprawą Weedena wyszedł nawet prowadzenie. Wówczas na scenie pojawił się jednak Cel…
Przed włocławianami teraz kilka dni przerwy, którą muszą poświęcić na odbudowanie morale i z tym samym animuszem, z którym grali w półfinale, podejść do meczów o brązowy medal z AZS Koszalin.
Anwil Włocławek - PGE Turów Zgorzelec 75:77 po dogrywce (18:11, 15:21, 13:15, 18:17, 11:13)
Anwil: Ginyard 20, Hajrić 12, Weeden 10, Boykin 9, Eitutavicius 7, Jovanović 5, Szubarga 5, Sokołowski 4, Bartosz 3
PGE Turów: Opacak 24, Robinson 12, Cel 10, Chyliński 9, Zigeranović 8, Jackson 6, Micić 6, Kulig 2, Lewandowski 0, Stelmach 0
STATYSTYKI MECZOWE