Hala Mistrzów stała się na jeden dzień areną zmagań piłkarzy ręcznych. Na finałowym meczu Pucharu Polski nie zabrakło drużyny Anwilu Włocławek. Koszykarze i trenerzy z zaciekawieniem obejrzeli spotkanie, które ma stać się inspiracją do podjęcia walki w półfinale playoff. O komentarz do tego wydarzenia poprosiliśmy Tommiego Adamsa.
Zespół obejrzał wczoraj z trybun finał Pucharu Polski w piłce ręcznej. Czy to było nowe doświadczenie dla ciebie?
Tommy Adams: Gdy grałem w Niemczech, byłem na meczu piłki ręcznej kobiet. Później miałem styczność z tym sportem tylko dzięki mojej żonie, która uwielbia oglądać go w telewizji. Próbuję zrozumieć wszystkie zasady gry w piłkę ręczną, ale czasem jeszcze się gubię.
Czy podobało ci się spotkanie rozegrane w Hali Mistrzów?
- Przyznam, że piłka ręczna to fajny sport, ale tylko momentami. Lubię go oglądać gdy następują te szybkie wymiany zawodników i akcje rozgrywane są na pełnej prędkości. Gdy gra staje się bardziej statyczna, to i mecz robi się nudniejszy. Jeśli chodzi o spotkanie, które obejrzeliśmy w Hali Mistrzów, to bardzo mi się podobało. Miło jest czasami oderwać się od własnej dyscypliny i obejrzeć coś innego.
Jednak to nie rozrywka była głównym celem zebrania drużyny Anwilu na meczu Vive Kielce z Zagłębiem Lubin. Igor Griszczuk chciał natchnąć w ten sposób zespół do maksymalnej walki w półfinale…
- Gwarantuję, że ludzie będą dumni z Anwilu po tym półfinale. Nie wiem, czy wygramy, czy przegramy, ale mogę obiecać, że zaprezentujemy walkę o której Asseco nie śniło. Zrozumcie, jesteśmy zjednoczeni w bitwie o awans. Chcemy zadowolić sponsorów, władze klubu i kibiców. Po tym półfinale z dumą będziemy patrzeć w lustro.