Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

Szubarga ograbił piratów z Sopotu

Wtorek, 26 Marca 2013, 1:00, Michał Fałkowski

Pierwszy rzut z gry trafił równo z syreną kończącą trzecią kwartę. Ostatni, na półtorej sekundy przed końcem meczu. Krzysztof Szubarga, bo o nim mowa, wykradł w ten sposób zwycięstwo Treflowi Sopot i powtórzył swój wyczyn z października 2011 roku. Tym razem, prowadzony przez niego Anwil triumfował w Ergo Arenie 69:67.

Pierwszy rzut z gry trafił równo z syreną kończącą trzecią kwartę. Ostatni, na półtorej sekundy przed końcem meczu. Krzysztof Szubarga, bo o nim mowa, wykradł w ten sposób zwycięstwo Treflowi Sopot i powtórzył swój wyczyn z października 2011 roku. Tym razem, prowadzony przez niego Anwil triumfował w Ergo Arenie 69:67.
- Tak naprawdę, to chciałem w tej ostatniej akcji poszukać faulu Franka Turnera, ale okazał się bardzo sprytny i unikał nieprzepisowego kontaktu. Kontrolowałem czas i wiedziałem, że sekundy upływają, a ja muszę podjąć decyzję. Spenetrowałem pod kosz, a później odskoczyłem na 2-3 metrze i przymierzyłem. Wpadło! – relacjonował ostatnią akcję jej bohater, Krzysztof Szubarga. Wszystko to działo się przy wyniku 67:67, po tym jak po przeciwnej stronie równie ważnego rzutu nie trafił Adam Waczyński. Anwil miał 12 sekund na ostatnią akcję i jej ciężar wziął na siebie właśnie kapitan Anwilu.

Wcześniej mecz miał róże oblicza. Jako pierwszy wyraźniejszą przewagę zbudował Anwil. W 13. minucie sięgnęła ona 9 punktów (18:27), po tym jak dwie trójki trafili włocławscy wysocy: Ruben Boykin i Mateusz Bartosz. Do tego momentu gospodarze zupełnie nie mogli się wstrzelić w kosz, ale wysokie prowadzenie Anwilu skutecznie ich obudziło. Aktywni w ataku zrobili się zwłaszcza Sime Spralja i Frank Turner. W sumie zdobyli 15 kolejnych punktów, co przy 7 Anwilu pozwoliło im całkowicie wrócić do gry (33:34). Co najważniejsze, gospodarze zaczęli trafiać za trzy i do przerwy prowadzili 39:36.

Nie wiadomo, czy w szatni Trener Milija Bogicević przypomniał swoim koszykarzom o feralnej trzeciej kwarcie w Ergo Arenie sprzed niemal dwóch miesięcy, ale pewne jest, że włocławianie robili wszystko, żeby tym razem uniknąć podobnego scenariusza. Chociaż Trefl mocno przycisnął i znów chciał rozstrzygnąć losy meczu po przerwie, to tym razem włocławianie wytrzymali jego napór. A robiło się groźnie. Ósmy punkt trafił wyjątkowo skuteczny Marcin Stefański, błyszczał Filip Dylewicz, a rzuty Anwilu żadnym sposobem nie chciały lądować w koszu. W 26. minucie tablica pokazywała już 49:41 i ambitni włocławianie zaczęli szukać swoich szans z linii osobistych. Tak udało się odrobić 4 punkty i gra na nowo się otworzyła.

Na koniec trzeciej kwarty stało się to, czego gospodarze najbardziej się obawiali – odblokował się Krzysztof Szubarga. Polski rozgrywający trafił równo z syreną zapraszającą na ostatnią krótką przerwę, kończąc tym samym serię siedmiu swoich niecelnych rzutów z gry. I to on zachował się w tym meczu jak rasowy pirat (a przecież to gospodarze nazywają się prawdziwymi korsarzami). Gdy tylko poczuł, że można „zrabować” wygraną w najefektowniejszej hali w Polsce, zaczął uparcie dążyć do tego celu. Od tej ostatniej akcji kwarty, przez kolejne 10 minut, dał Anwilowi 9 punktów, 4 zbiórki i 2 asysty.

Miał oczywiście do pomocy dzielnych kompanów w postaci Marcusa Ginyarda i Nikoli Jovanovicia. Ten pierwszy znakomicie otworzył ostatnią odsłonę: popisał się dwiema skutecznymi akcjami indywidualnymi. Drugi, korzystał z podań „Szubiego” i znakomicie rozrysowanych akcji podczas czasów branych przez trenera Miliję Bogicevicia. W najtrudniejszych momentach szkoleniowiec Anwilu potrafił tak ułożyć obronę i atak, żeby maksymalnie utrudnić zadania Treflowi. 3 minuty przed końcem, przy stanie 63:61 dla sopocian znalazł pozycję do rzutu dla Nikoli Jovanovicia. Udany manewr powtórzył 36 sekund przed końcowym gwizdkiem, gdy jego zespół przegrywał 67:65. Znów do remisu doprowadził serbski silny skrzydłowy.

Ciężko wywalczony remis trzeba było jeszcze obronić. Mimo ogromnego napięcia, Anwil stanął na wysokości zadania i po niecelnym rzucie Adama Waczyńskiego zostało mu 12 sekund na własną, decydującą akcję. Jak Szubarga zadał decydujący cios, opisujemy na początku relacji.

Warto jeszcze przypomnieć, że rzut kapitana Anwilu nie był pierwszym w jego karierze, który pogrążył Trefl, a uradował Anwil. 15 października 2011 roku w Hali Mistrzów odpalił trójkę przy stanie 71:69 dla gości. Wtedy hala oszalała, tym razem zamarła. Szubarga ograbił piratów.


Trefl Sopot – Anwil Włocławek 67:69 (18:21, 21:15, 16:16, 12:17)

Trefl:
Spralja 15, Dylewicz 14, Turner 12, Stefański 8, Waczyński 7, Looby 3, Dąbrowski 3, Michalak 5, Harrington 0

Anwil: Jovanović 14, Ginyard 9, Szubarga 9, Boykin 9, Hajrić 8, Weeden 8, Sokołowski 6, Bartosz 6, Vasojević 0, Frasunkiewicz 0.


SZCZEGÓŁOWE STATYSTYKI