Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

Szóstka jest nasza!

Sobota, 08 Marca 2014, 8:34, Michał Fałkowski

Anwil Włocławek pokonał po morderczej walce Energę Czarnych Słupsk 82:76 i tym samym nie tylko po raz trzeci w tym sezonie okazał się lepszy od rywala, ale również zapewnił sobie miejsce w górnej szóstce po sezonie zasadniczym. Trio Deividas Dulkys - Seid Hajrić - Jordan Callahan zdobyło aż 57 z 82 punktów drużyny.

Trudno wskazać jeden konkretny moment, w którym Anwil Włocławek zapewnił, czy też zapracował sobie na zwycięstwo w sobotnim starciu. Czy był to początek pojedynku i seria 11:0 dzięki fantastycznej dyspozycji Deividasa Dulkysa? Czy może fragment czterech minut z trzeciej kwarty, gdy włocławianie osiągnęli najwyższe prowadzenie w spotkaniu (54:39)? Z pewnością niektórzy wskazaliby te momenty jako kluczowe, tak samo ostatnie sekundy, gdy Jordan Callahan i Seid Hajrić trafili do spółki siedem z ośmiu rzutów wolnych...

Prawdą jest, że gospodarze potrzebowali bardzo stabilnej koszykówki przez 40 minut by pokonać rywala, który przyjechał do Włocławka podrażniony dwiema porażkami w ostatnich meczach i jednocześnie rywala, który może korzystać z broni bardzo groźnej obecnie dla Anwilu, czyli mocnej rotacji dzięki szerszej ławce rezerwowych. I zagrali dokładnie tak, jak oczekiwano.

Rottweilery już w pierwszej kwarcie prezentowały się bardzo skutecznie, otwierając sobotnie spotkanie 11:0 i aplikując rywalom aż pięć trójek w tej fazie: najpierw dwukrotnie zza łuku przymierzył Dulkys, w kolejnej akcji podał do Jodana Callahana, a gdy słupszczanie zbliżyli się tylko na pięć oczek (17:12), sześć punktów w 20 sekund zdobył Piotr Pamuła. W drugiej kwarcie jednak piłka przestała tak często wpadać do kosza miejscowym, jak na początku pojedynku. Callahan trafił co prawda swoją drugą trójkę i Anwil prowadził 32:20, ale później kontrolę nad wydarzeniami na parkiecie przejęli goście. Po punktach Garretta Stutza, Energa Czarni przegrywali jedynie 28:33, na przerwę schodząc z sześciopunktową stratą, 32:38.

Zawodnicy Milija Bogicevicia stracili w drugiej kwarcie również dominację pod koszem - o ile po 10 minutach przyjezdni przegrywali zbiórki 4:9, o tyle po 20 wygrywali je 17:16. Co ciekawe, przewagę w pomalowanym zapewniali gościom gracze niscy, tacy jak Roderick Trice i Derrick Zimmermann.

Po zmianie stron Anwil ustabilizował jednak swoją grę: Dulkys trafił trzykrotnie z daleka w tej części meczu, a Seid Hajrić oraz Mateusz Kostrzewski dodali trafienia z bliższych odległości. Rottweilery grały na tyle swobodnie w ataku, że w jednej z akcji Mikołaj Witliński zdecydował się na walkę jeden na jednego z bardziej doświadczonym i starszym o dziewięć lat Josephem Taylorem, ośmieszając Amerykanina efektownym lay-upem. Szkoda tylko, że młody zawodnik w dwóch kolejnych akcjach spudłował spod samej obręczy i musiał usiąść na ławce. 19-latek na pewno jednak wyciągnie wnioski z tych zagrań i w przyszłości zagra bardziej precyzyjnie.

Anwil prowadził zatem 54:39 w 26. minucie meczu oraz 69:59 dziesięć minut później i dzięki tej zaliczce pogoń słupszczan w ostatnich minutach okazała się bezskuteczna. Roderick Trice, Derrick Zimmermann i Jordan Hulls dwoili się i troili, ale pod presją upływającego czasu zapomnieli, że do zwycięstwa w meczu "na styku" potrzeba wysiłku zespołowego, a nie indywidualności. Wysiłku, jaki włożył w to starcie Anwil.

Rottweilery Miliji Bogicevicia pokonały Czarne Pantery Andreja Urlepa po raz trzeci w tym sezonie i dzięki temu zapewniły sobie miejsce w górnej szóstce po sezonie zasadniczym, a co za tym idzie - rywalizację w play-off. Słusznie zauważył po meczu trener drużyny, że Anwil znalazł się po prostu w tym gronie, do którego zawsze należał i należy, czyli do czołówki ligi.

Anwil Włocławek - Energa Czarni Słupsk 82:76 (27:18, 11:14, 16:15, 28:29)

Anwil: Dulkys 22, Hajrić 18, Callahan 17, Pamuła 9, Kostrzewski 7, Graham 5, Sokołowski 2, Witliński 2, Mijatović 0

Energa Czarni: Trice 16, Hulls 11, Nowakowski 11, Stutz 10, Taylor 10, Zimmerman 8, Mokros 5, Jarmakowicz 3, Śnieg 2, Gruszecki 0