Trener Milija Bogicević po raz drugi zaordynował grę strefą przeciwko Rosie Radom i po raz drugi jego zespół okazał się lepszy od rywala. Tym razem jednak Anwil Włocławek potrzebował dodatkowych pięciu minut, by udowodnić swoją wyższość nad ekipą Wojciecha Kamińskiego, ostatecznie wygrywając 81:75. 18 punktów zdobył będący w słabszej formie w poprzednich meczach Paul Graham.
Drugi mecz z Rosą Radom w przeciągu czterech dni i drugie zwycięstwo Anwilu Włocławek w emocjonujących okolicznościach. O ile jednak w czwartek obie drużyny grały kosz za kosz przez całe spotkanie, o tyle w niedzielę tak nie musiało być. Po 30 minutach Rottweilery prowadziły już bowiem 58:44…
Początek spotkania nie zapowiadał nic dobrego dla miejscowych. Gdy pod koniec pierwszej kwarty rodowity włocławian Hubert Radke zaaplikował Anwilowi dwie trójki z rzędu, Rosa wyszła na prowadzenie 15:9 i przez kilka kolejnych minut skutecznie broniła tej zaliczki. Po celnym rzucie dystansowym Kamila Łączyńskiego było już nawet 25:17.
Gra gospodarzy zmieniła się na lepsze, gdy na parkiecie pojawił się Paul Graham. Amerykanin, który w pięciu wcześniejszych spotkaniach fazy szóstek notował przeciętnie niespełna osiem punktów, tym razem już po dwóch swoich akcjach miał na koncie sześć oczek. Po jego dwóch trójkach włocławianie przełamali rywala i wyszli na prowadzenie 27:25. Amerykanin zagrał również przytomnie pod koniec pierwszej połowy, gdy uruchomił Michała Sokołowskiego, a ten dzięki punktom w kontrze podwyższył prowadzenie miejscowych do stanu 38:32. Anwil złapał rytm i kontynuował dobrą serię po zmianie stron. Do duetu Sokołowski-Graham dołączyli inni zawodnicy, a tuż przed czwartą kwartą Seid Hajrić, akcją dwa plus jeden, wyprowadził Rottweilery na najwyższe prowadzenie tego popołudnia, 58:44.
Nic złego nie może się nam przytrafić – tak z pewnością myśleli kibice, których ponad dwa tysiące zgromadziło się w Hali Mistrzów. Niestety, już początek czwartej odsłony uwidocznił problemy włocławian w ataku, wszak piłka do kosza radomian wpadła po raz pierwszy po prawie trzech minutach, ale prawdziwy kataklizm nadszedł między 33. a 37. minutą. W tym okresie zawodnicy Miliji Bogicevicia nie zdobyli ani jednego punktu, a goście aż 12 i dzięki temu 180 sekund przed końcową syreną był remis 64:64. Mecz zaczął się od nowa, a gdy w ostatniej akcji spotkania przestrzelił Korie Lucious okazało się, że do wyłonienia zwycięskiej ekipy potrzebna będzie dogrywka (69:69 po 40 minutach).
Przed tym pojedynkiem włocławianie nie mieli dobrych wspomnień w tym aspekcie. W listopadzie grali już jedną dogrywkę, przeciwko Treflowi Sopot, i zdecydowanie nie unieśli tego ciężaru, choć trzeba pamiętać, że wówczas w składzie drużyny nie było Jordana Callahana. To właśnie Amerykanin rozpoczął decydujący fragment spotkania od dwóch skutecznych wjazdów na kosz, po chwili trafienie z półdystansu dodał Hajrić i to gospodarze złapali komfort psychiczny, prowadząc 75:69. Rywale tymczasem pudłowali w kolejnych akcjach, trafiając w tym fragmencie tylko jeden celny rzut na 10 prób, a gospodarze spokojnie stawali na linii rzutów wolnych, wygrywając ostatecznie 81:75.
Niedzielne starcie nie różniło się zbyt mocno od czwartkowego. Trener Bogicević ponownie postawił na obronę strefową i ponownie się na niej nie zawiódł. W czwartek radomianie rzucali zza łuku na skuteczności 33 procent (12/36), zaś w niedzielę w Hali Mistrzów było jeszcze słabiej – tylko 25 procent i 10 celnych na 40 prób. Anwil zagrał skutecznie w defensywie, do maksimum wykorzystując absencję kontuzjowanego Kirka Archibeque’a. Nie tylko zmusił Rosę do gry dalej od kosza, ale również zdominował pole trzech sekund. Włocławianie wygrali zbiórkę 36:31, a spod kosza rzucili aż 44 punkty przy tylko 24 rywali.
To było trzecie zwycięstwo Rottweilerów w fazie szóstek i zarazem trzecie zwycięstwo nad Rosą w tym sezonie. Oba zespoły zrównały się tym samym w liczbie punktów, ale to włocławianie zajmują czwartą lokatę, ostatnią dającą przewagę play-off w pierwszym etapie play-off, dzięki lepszemu bilansowi bezpośredniemu.
Anwil Włocławek - Rosa Radom 81:75 po dogrywce (13:18, 25:14, 20:12, 11:25, 12:6)
Anwil: Graham 18, Hajrić 13, Kostrzewski 12, Callahan 11, Sokołowski 11, Pamuła 8, Mijatović 6, Witliński 2
Rosa: Lucious 16, Majewski 13, Dłoniak 12, Łączyński 10, Witka 10, Radke 6, Jeszke 4, Adams 2, Zalewski 2, Michalski 0