Szanując wolę Kevyna Greena, postanowiliśmy opublikować jedynie krótką informację dotyczącą jego decyzji o rozstaniu się z naszym klubem. Jednak wobec zmasowanej krytyki podjętej decyzji, Kevyn Green poprosił o możliwość wyjaśnienia szczegółów tej delikatnej i smutnej historii.
Szanując wolę Kevyna Greena, postanowiliśmy opublikować jedynie krótką informację dotyczącą jego decyzji o rozstaniu się z naszym klubem. Jednak wobec zmasowanej krytyki podjętej decyzji, Kevyn Green poprosił o możliwość wyjaśnienia szczegółów tej delikatnej i smutnej historii.
Jakie są przyczyny podjęcia przez ciebie decyzji o rozstaniu się z Anwilem?
- Moja decyzja nie ma nic wspólnego z koszykówką, Anwilem Włocławek, klubem, kolegami ani kibicami. Trzeba pamiętać, że Anwil jest dla mnie wyjątkowym zespołem, bo tutaj zacząłem swoją profesjonalną karierą. Byłem zauroczony miastem i klubem. Świetnie rozumiałem się z trenerami i kolegami z zespołu. Wręcz dziękowałem Bogu, że pozwolił mi zaczynać w tak przyjaznym miejscu. Jednak sytuacja pozasportowa, w jakiej się znalazłem spowodowała, że musiałem podjąć trudną decyzję o rozstaniu. Chodzi mi o sprawy rodzinne, a konkretnie o problemy mojej młodszej siostry. Ona ma 21 lat i dwie małe córeczki, które wychowuje samotnie. Grając w Anwilu mogłem pomagać jej finansowo, ale okazało się, że nie takiego wsparcia potrzebuje ona najbardziej. Dużo bardziej poważny problem tkwi w jej psychice. Jest załamana, bo uważa, że nie ma od nikogo wsparcia mentalnego i fizycznego. Popadła w głęboką depresję, której przyczyny tkwią w wydarzeniu, które miało miejsce tego lata. Jest mi szalenie trudno o tym mówić, ale w podobną depresję wpadł mój ojciec. Nie potrafił z nią wygrać i zdecydował się odebrać sobie życie. Zostawił w ten sposób moją młodszą siostrę i młodszego brata, którzy mieszkali z nim w Kalifornii. Tydzień temu siostra wyznała mi, że również chciała popełnić samobójstwo. Chyba więc zrozumiałe, że natychmiast przyszła mi na myśl wielka tragedia mojego ojca i postanowiłem zapobiec kolejnemu nieszczęściu.
Moja siostra położyła dzieci do łóżeczek, poszła do łazienki i wysypała sobie na rękę mnóstwo silnych leków psychotropowych. W tym momencie obudziła się jedna z jej córek i wołając ją zapobiegła tragedii. Gdy to opowiadała, przypomniało mi się, jak podczas pogrzebu mojego ojca, jego siostra powiedziała, że „gdyby mogła cofnąć czas, rzuciłaby wszystko, żeby go ratować”. Teraz, niecałe cztery miesiące później, historia zatoczyła koło. Mogę zostać tutaj we Włocławku i pozostawić wydarzenia samym sobie, albo mogę zapomnieć o własnej karierze i poświęcić ją dla dobra najbliższej mi osoby. Zdecydowałem się na to drugie rozwiązanie, bo wiem, że tylko ja mogę jej pomóc. Siostra zdołała mi opowiedzieć o swoich zamiarach, bo jestem daleko i łatwiej jej było powiedzieć o tym przez telefon niż prosto w oczy. To zbyt silne uczucie, żeby móc o tym swobodnie rozmawiać i dlatego tylko mój powrót może uratować jej życie. Mamy jeszcze mamę, która pracuje na dwóch etatach i brata, który ma własne dziecko i własne życie. Oni nie są w stanie poświęcić się jej w stu procentach. Moja siostra to czuje i dlatego jest tak bardzo załamana.
A twoje marzenia?
- Oczywiście, że je mam. Chciałbym zostać profesjonalnym koszykarzem i zrobić karierę. Jednak, być może będę musiał się poświęcić. Jestem człowiekiem bardzo religijnym i biorę sobie do serca słowa Jezusa, który powiedział, że poświęcił swoje życie dla ludzkości. On oddał życie dla milionów istnień, dlaczego więc ja nie mogę poświęcić koszykówki dla życia swojej siostry i jej córeczek. To nie jest zbyt duża ofiara. Oczywiście trudno będzie mi ją złożyć, ale życie to nie są tylko dobre chwile.
Rozumiemy cię i podziwiamy. Czy sądzisz, że będziesz miał jeszcze szansę na powrót do sportu?
- Mogę tylko mieć taką nadzieję. Aťycie nauczyło mnie, żeby nigdy nie mówić nigdy. Trzeba przyjmować to, co daje Bóg i starać się odpowiednio reagować na sytuację. Dziś moja kariera jest złamana i kto wie, czy kiedykolwiek dostanę drugą szansę. Być może to jest ostatni problem z którym się borykam, a może będzie ich jeszcze mnóstwo i będę musiał zapomnieć o sporcie. Moje marzenia są mniej ważne od życia innych ludzi, więc to od nich będzie zależało, czy wrócę do koszykówki. Ważniejsze dla mnie jest niesienie pomocy innym, niż zapatrzenie w siebie.
Jak na twoją decyzję zareagowali trenerzy i koledzy z zespołu?
- Trochę bałem się opowiedzieć im o tym. Nie wiedziałem jak zareaguje zespół i kierownictwo klubu. Wszyscy jesteśmy ludźmi i niektórzy mogą uznać moje tłumaczenia za niedorzeczne i obrazić się na mnie. Jednak zdecydowałem, że najlepiej będzie, jak szczerze opowiem, co się wydarzyło i co zamierzam zrobić. W niedzielę przed południem, w obecności mojego agenta, władz klubu i trenera, zrzuciłem z siebie to jarzmo. Zresztą, chyba było to widać po moim wieczornym występie. Na szczęście, wszyscy podeszli ze zrozumieniem do moich problemów. Ich reakcja była dla mnie ogromnym wsparciem. Dali mi odczuć, że są ze mną i rozumieją moją sytuację. Na długo zapamiętam słowa trenera: „powodzenia i do zobaczenia na parkiecie”. Również władze klubu dołożyły starań, żebym otrzymał każdą pomoc, jakiej potrzebuję. Jestem im za to bardzo wdzięczny.
Zatem nieprawdą są plotki o finansowych lub sportowych przyczynach twojego odejścia?
- Uwielbiam Anwil i ludzi gromadzących się wokół tego klubu, tzn. władze, pracowników i kibiców. Gdyby chodziło o pieniądze, to zostałbym we Włocławku. Nie mogłem narzekać na swoje wynagrodzenie. Otrzymałem wszystkie pieniądze, jakie mi się należą, a do tego spotkałem się z doskonałą opieką ze strony pracowników Anwilu. Teraz nie będę miał już tak dobrze, więc gdyby w życiu chodziło tylko o koszykówkę i pieniądze, to z pewnością grałbym dalej we Włocławku. Jest mi bardzo przykro, że ktoś mógł szkalować dobre imię ludzi, którzy okazali mi tyle wsparcia. Nie proszę, żeby ktokolwiek próbował zrozumieć, co czuję i dlaczego nie chciałem mówić publicznie o moich problemach. Aťeby to pojąć, trzeba przeżyć to, co ja, a tego nie życzę nikomu.
Jakie są przyczyny podjęcia przez ciebie decyzji o rozstaniu się z Anwilem?
- Moja decyzja nie ma nic wspólnego z koszykówką, Anwilem Włocławek, klubem, kolegami ani kibicami. Trzeba pamiętać, że Anwil jest dla mnie wyjątkowym zespołem, bo tutaj zacząłem swoją profesjonalną karierą. Byłem zauroczony miastem i klubem. Świetnie rozumiałem się z trenerami i kolegami z zespołu. Wręcz dziękowałem Bogu, że pozwolił mi zaczynać w tak przyjaznym miejscu. Jednak sytuacja pozasportowa, w jakiej się znalazłem spowodowała, że musiałem podjąć trudną decyzję o rozstaniu. Chodzi mi o sprawy rodzinne, a konkretnie o problemy mojej młodszej siostry. Ona ma 21 lat i dwie małe córeczki, które wychowuje samotnie. Grając w Anwilu mogłem pomagać jej finansowo, ale okazało się, że nie takiego wsparcia potrzebuje ona najbardziej. Dużo bardziej poważny problem tkwi w jej psychice. Jest załamana, bo uważa, że nie ma od nikogo wsparcia mentalnego i fizycznego. Popadła w głęboką depresję, której przyczyny tkwią w wydarzeniu, które miało miejsce tego lata. Jest mi szalenie trudno o tym mówić, ale w podobną depresję wpadł mój ojciec. Nie potrafił z nią wygrać i zdecydował się odebrać sobie życie. Zostawił w ten sposób moją młodszą siostrę i młodszego brata, którzy mieszkali z nim w Kalifornii. Tydzień temu siostra wyznała mi, że również chciała popełnić samobójstwo. Chyba więc zrozumiałe, że natychmiast przyszła mi na myśl wielka tragedia mojego ojca i postanowiłem zapobiec kolejnemu nieszczęściu.
Moja siostra położyła dzieci do łóżeczek, poszła do łazienki i wysypała sobie na rękę mnóstwo silnych leków psychotropowych. W tym momencie obudziła się jedna z jej córek i wołając ją zapobiegła tragedii. Gdy to opowiadała, przypomniało mi się, jak podczas pogrzebu mojego ojca, jego siostra powiedziała, że „gdyby mogła cofnąć czas, rzuciłaby wszystko, żeby go ratować”. Teraz, niecałe cztery miesiące później, historia zatoczyła koło. Mogę zostać tutaj we Włocławku i pozostawić wydarzenia samym sobie, albo mogę zapomnieć o własnej karierze i poświęcić ją dla dobra najbliższej mi osoby. Zdecydowałem się na to drugie rozwiązanie, bo wiem, że tylko ja mogę jej pomóc. Siostra zdołała mi opowiedzieć o swoich zamiarach, bo jestem daleko i łatwiej jej było powiedzieć o tym przez telefon niż prosto w oczy. To zbyt silne uczucie, żeby móc o tym swobodnie rozmawiać i dlatego tylko mój powrót może uratować jej życie. Mamy jeszcze mamę, która pracuje na dwóch etatach i brata, który ma własne dziecko i własne życie. Oni nie są w stanie poświęcić się jej w stu procentach. Moja siostra to czuje i dlatego jest tak bardzo załamana.
A twoje marzenia?
- Oczywiście, że je mam. Chciałbym zostać profesjonalnym koszykarzem i zrobić karierę. Jednak, być może będę musiał się poświęcić. Jestem człowiekiem bardzo religijnym i biorę sobie do serca słowa Jezusa, który powiedział, że poświęcił swoje życie dla ludzkości. On oddał życie dla milionów istnień, dlaczego więc ja nie mogę poświęcić koszykówki dla życia swojej siostry i jej córeczek. To nie jest zbyt duża ofiara. Oczywiście trudno będzie mi ją złożyć, ale życie to nie są tylko dobre chwile.
Rozumiemy cię i podziwiamy. Czy sądzisz, że będziesz miał jeszcze szansę na powrót do sportu?
- Mogę tylko mieć taką nadzieję. Aťycie nauczyło mnie, żeby nigdy nie mówić nigdy. Trzeba przyjmować to, co daje Bóg i starać się odpowiednio reagować na sytuację. Dziś moja kariera jest złamana i kto wie, czy kiedykolwiek dostanę drugą szansę. Być może to jest ostatni problem z którym się borykam, a może będzie ich jeszcze mnóstwo i będę musiał zapomnieć o sporcie. Moje marzenia są mniej ważne od życia innych ludzi, więc to od nich będzie zależało, czy wrócę do koszykówki. Ważniejsze dla mnie jest niesienie pomocy innym, niż zapatrzenie w siebie.
Jak na twoją decyzję zareagowali trenerzy i koledzy z zespołu?
- Trochę bałem się opowiedzieć im o tym. Nie wiedziałem jak zareaguje zespół i kierownictwo klubu. Wszyscy jesteśmy ludźmi i niektórzy mogą uznać moje tłumaczenia za niedorzeczne i obrazić się na mnie. Jednak zdecydowałem, że najlepiej będzie, jak szczerze opowiem, co się wydarzyło i co zamierzam zrobić. W niedzielę przed południem, w obecności mojego agenta, władz klubu i trenera, zrzuciłem z siebie to jarzmo. Zresztą, chyba było to widać po moim wieczornym występie. Na szczęście, wszyscy podeszli ze zrozumieniem do moich problemów. Ich reakcja była dla mnie ogromnym wsparciem. Dali mi odczuć, że są ze mną i rozumieją moją sytuację. Na długo zapamiętam słowa trenera: „powodzenia i do zobaczenia na parkiecie”. Również władze klubu dołożyły starań, żebym otrzymał każdą pomoc, jakiej potrzebuję. Jestem im za to bardzo wdzięczny.
Zatem nieprawdą są plotki o finansowych lub sportowych przyczynach twojego odejścia?
- Uwielbiam Anwil i ludzi gromadzących się wokół tego klubu, tzn. władze, pracowników i kibiców. Gdyby chodziło o pieniądze, to zostałbym we Włocławku. Nie mogłem narzekać na swoje wynagrodzenie. Otrzymałem wszystkie pieniądze, jakie mi się należą, a do tego spotkałem się z doskonałą opieką ze strony pracowników Anwilu. Teraz nie będę miał już tak dobrze, więc gdyby w życiu chodziło tylko o koszykówkę i pieniądze, to z pewnością grałbym dalej we Włocławku. Jest mi bardzo przykro, że ktoś mógł szkalować dobre imię ludzi, którzy okazali mi tyle wsparcia. Nie proszę, żeby ktokolwiek próbował zrozumieć, co czuję i dlaczego nie chciałem mówić publicznie o moich problemach. Aťeby to pojąć, trzeba przeżyć to, co ja, a tego nie życzę nikomu.
Wywiad został autoryzowany.