Anwil Włocławek pokonał Kotwicę Kołobrzeg 81:69 w pierwszym meczu sezonu 2012/2013. Wynik, który wskazywałby na spokojny przebieg spotkania nie odzwierciedla jednak prawdziwego obrazu gry. Przez 33 minuty Anwil był bowiem bezsilny i dopiero ostatnie 7 minut wygrane 28:6 zapewniło mu końcowy triumf. To był prawdziwy nokaut w wykonaniu Rottweilerów.
Anwil Włocławek pokonał Kotwicę Kołobrzeg 81:69 w pierwszym meczu sezonu 2012/2013. Wynik, który wskazywałby na spokojny przebieg spotkania nie odzwierciedla jednak prawdziwego obrazu gry. Przez 33 minuty Anwil był bowiem bezsilny i dopiero ostatnie 7 minut wygrane 28:6 zapewniło mu końcowy triumf. To był prawdziwy nokaut w wykonaniu Rottweilerów.
O trzech pierwszych kwartach meczu należałoby chyba jak najszybciej zapomnieć, choć nie ma wątpliwości, że trener Dainius Adomaitis szczegółowo omówi je ze swoimi zawodnikami w nadchodzącym tygodniu. Podniesionego tonu na pewno nie uniknie, bo to co wyprawiali koszykarze zasługuje na mocne słowa. Zawodzili niemal wszyscy. Zaczynając od tych, którym nie wiodło się przed sezonem (Łukasz Seweryn), a kończąc na dotychczasowych liderach (Krzysztof Szubarga). Włocławianie mnożyli straty, popełniali niesportowe przewinienia w obronie i głupie faule w ataku.
Z kolei Kotwica grała dokładnie tak, jak można się było tego spodziewać. Na boisku rządziło trio Jefferson-Bolden-Mosley. Amerykanie dyktowali warunki na połowie Anwilu raz za razem wyłamując się ze schematów i kompletnie zaskakując włocławską obronę. Gdy w 10. minucie za trzy trafił Corey Jefferson było już 24:14. Szalone akcje Kotwicy przynosiły jej powodzenie nie tylko w ataku, ale również kompletnie rozbijały próby usystematyzowania gry przez Anwil. Po kolejnym kwadransie włocławianie mieli już na swoim koncie 11 strat i przegrywali 48:34.
Niemoc Rottweilerów trwała aż do ostatniej kwarty. Wtedy wreszcie zespół poszedł za przykładem najlepszego do tego momentu Marcusa Ginyarda. Od stanu 60:51 Amerykanin zdobył dziesięć punktów z rzędu, w tym dwukrotnie po efektownych akcjach z dodatkowymi rzutami wolnymi za faule. Zaskoczeni tym gospodarze już na siedem minut przed ostatnim gwizdkiem wyglądali jakby zeszli z boiska. Od tego czasu stanowili tylko tło dla świetnie grającego Ginyarda, a później dla Łukasza Seweryna.
Polak trafiając za trzy w połowie ostatniej kwarty wyprowadził swoją drużynę na upragnione prowadzenie 64:63 i zmusił trenera Tomasza Mrożka do wzięcia przerwy. Miała ona nie tylko pozwolić wyjaśnić koszykarzom Kotwicy, że mecz jeszcze trwa, ale również wybić z rytmu zawodników Anwilu. Na nic się jednak zdała. Tuż po powrocie na parkiet kolejny raz zza linii 6,75 trafił Seweryn, po chwili powtórzył to Ruben Boykin, a Seweryn dodał jeszcze punkty z kontry i było 72:67.
Wtedy wydawało się jeszcze, że gospodarze mogą wrócić gry za sprawą Marko Djuricia, który zdobył jedyne swoje punkty w niedzielnym spotkaniu (trafił za trzy). Ten mecz mógł mieć jednak tylko jednego bohatera, który dotąd był w cieniu, ale zdołał powstać z kolan. Łukasz Seweryn był bezkonkurencyjny. Czując, że rywale nie nadążają za nim w obronie, nie zawahał się jeszcze dwukrotnie przymierzyć z dystansu. I trafił! Wyprowadził Anwil na bezpieczny dystans (80:67) i pozwolił kontrolować wydarzenia w ostatnich sekundach.
Anwil zainaugurował więc sezon 2012/2013 zwycięstwem. A fakt, że przyszło ono w trudach może tylko podnieść morale drużyny. Optymizmem może również napawać obecność w składzie Tonego Weedena. Amerykanin, choć jeszcze w wakacyjnej formie, to z każdym dniem powinien odrabiać straty treningowe do kolegów. To ważne, bo już w sobotę Anwil gra ze Stelmetem.
Kotwica Kołobrzeg – Anwil Włocławek 69:81 (25:14, 15:14, 18:19, 11:34)
Kowica: Mosley 17, Arabas 15, Bolden 11, Niedźwiedzki 9, Jefferson 8, Zyskowski 6, Djurić 3, Urban 0, Kwiatkowski 0, Rajewicz 0
Anwil: Ginyard 19, Boykin 16, Seweryn 14, Hajrić 14, Szubarga 9, Weeden 5, Wright 4, Sokołowski 0, Bartosz 0, Frasunkiewicz 0.
SZCZEGÓŁOWE STATYSTYKI
Z kolei Kotwica grała dokładnie tak, jak można się było tego spodziewać. Na boisku rządziło trio Jefferson-Bolden-Mosley. Amerykanie dyktowali warunki na połowie Anwilu raz za razem wyłamując się ze schematów i kompletnie zaskakując włocławską obronę. Gdy w 10. minucie za trzy trafił Corey Jefferson było już 24:14. Szalone akcje Kotwicy przynosiły jej powodzenie nie tylko w ataku, ale również kompletnie rozbijały próby usystematyzowania gry przez Anwil. Po kolejnym kwadransie włocławianie mieli już na swoim koncie 11 strat i przegrywali 48:34.
Niemoc Rottweilerów trwała aż do ostatniej kwarty. Wtedy wreszcie zespół poszedł za przykładem najlepszego do tego momentu Marcusa Ginyarda. Od stanu 60:51 Amerykanin zdobył dziesięć punktów z rzędu, w tym dwukrotnie po efektownych akcjach z dodatkowymi rzutami wolnymi za faule. Zaskoczeni tym gospodarze już na siedem minut przed ostatnim gwizdkiem wyglądali jakby zeszli z boiska. Od tego czasu stanowili tylko tło dla świetnie grającego Ginyarda, a później dla Łukasza Seweryna.
Polak trafiając za trzy w połowie ostatniej kwarty wyprowadził swoją drużynę na upragnione prowadzenie 64:63 i zmusił trenera Tomasza Mrożka do wzięcia przerwy. Miała ona nie tylko pozwolić wyjaśnić koszykarzom Kotwicy, że mecz jeszcze trwa, ale również wybić z rytmu zawodników Anwilu. Na nic się jednak zdała. Tuż po powrocie na parkiet kolejny raz zza linii 6,75 trafił Seweryn, po chwili powtórzył to Ruben Boykin, a Seweryn dodał jeszcze punkty z kontry i było 72:67.
Wtedy wydawało się jeszcze, że gospodarze mogą wrócić gry za sprawą Marko Djuricia, który zdobył jedyne swoje punkty w niedzielnym spotkaniu (trafił za trzy). Ten mecz mógł mieć jednak tylko jednego bohatera, który dotąd był w cieniu, ale zdołał powstać z kolan. Łukasz Seweryn był bezkonkurencyjny. Czując, że rywale nie nadążają za nim w obronie, nie zawahał się jeszcze dwukrotnie przymierzyć z dystansu. I trafił! Wyprowadził Anwil na bezpieczny dystans (80:67) i pozwolił kontrolować wydarzenia w ostatnich sekundach.
Anwil zainaugurował więc sezon 2012/2013 zwycięstwem. A fakt, że przyszło ono w trudach może tylko podnieść morale drużyny. Optymizmem może również napawać obecność w składzie Tonego Weedena. Amerykanin, choć jeszcze w wakacyjnej formie, to z każdym dniem powinien odrabiać straty treningowe do kolegów. To ważne, bo już w sobotę Anwil gra ze Stelmetem.
Kotwica Kołobrzeg – Anwil Włocławek 69:81 (25:14, 15:14, 18:19, 11:34)
Kowica: Mosley 17, Arabas 15, Bolden 11, Niedźwiedzki 9, Jefferson 8, Zyskowski 6, Djurić 3, Urban 0, Kwiatkowski 0, Rajewicz 0
Anwil: Ginyard 19, Boykin 16, Seweryn 14, Hajrić 14, Szubarga 9, Weeden 5, Wright 4, Sokołowski 0, Bartosz 0, Frasunkiewicz 0.
SZCZEGÓŁOWE STATYSTYKI