Piękniejszego zwieńczenia starego roku nie można było sobie wyobrazić - Anwil Włocławek wygrał siódme spotkanie z rzędu. Rottweilery pokonały odwiecznego rywala, Śląsk Wrocław 78:60, przy komplecie publiczności, która ostatnie minuty spotkania oglądała na stojąco.
Po raz ostatni koszykarze Anwilu Włocławek grali przy wypełnionej po brzegi Hali Mistrzów w lutym bieżącego roku, gdy na Kujawy zawitał ówczesny mistrz Polski, Asseco Prokom Gdynia. Wówczas doping kibiców Rottweilerów niósł się daleko poza strukturę włocławskiej areny, ale nie pomógł gospodarzom, którzy przegrali mecz 59:71. Tym razem jednak na wysokości zadania stanęli i fani, i zawodnicy, wszak po 40 minutach bardzo dobrego meczu Anwil pokonał Śląsk Wrocław 78:60.
Zawodnicy Miliji Bogicevicia uzyskali prowadzenie po celnej trójce Danilo Mijatovicia i obejmując przewagę, nie oddali jej już do ostatniej syreny. W połowie kwarty miejscowi mieli na swoim koncie tyle oczek (dziewięć), ile goście na jej koniec - po dziesięciu minutach Rottweilery prowadziły jednak 19:9. I choć wrocławianie rozpoczęli drugą odsłonę od trzech punktów, Anwil, rękoma Deividasa Dulkysa, wyprowadził iście bokserską kontrę - najpierw Robert Skibniewski sfaulował Litwina za linią 6,75 metra, a ten zamienił przewinienie Polaka na trzy celne osobiste. Było wówczas 24:12, a po chwili prowadzenie gospodarzy zwiększyło się jeszcze bardziej, gdyż Dulkys przymierzył celnie zza łuku.
Anwil prowadził zatem 27:12 i piętnastopunktowej przewagi pilnował skutecznie niemalże do końca pierwszej połowy. Efektywny na obwodzie był wspomniany Dulkys (12 punktów do przerwy), zaś pod koszem rządził i dzielił Seid Hajrić. Kapitan Anwilu bezwzględnie wykorzystywał swoją siłę i krzepę w starciach ze środkowymi Śląska i w ciągu zaledwie 14 minut spędzonych na parkiecie w pierwszej połowie zdobył 12 punktów i pięć zbiórek. Włocławianie wygrywali kolejno 33:18, 35:20 i 41:26, by ostatecznie prowadzić do przerwy 41:28.
Niestety, tuż po przerwie włocławianie nieco przysnęli; a we znaki dało im się również zmęczenie, spotęgowane okrojoną rotacją - skutecznie organizujący grę w ataku i wywierający presję na Robercie Skibniewskim, Dusan Katnić popełnił bowiem w trzeciej kwarcie swój czwarty faul.
Wrocławianie wyczuli, że Anwil ma słabszy moment i dzięki serii celnych rzutów stopniowo niewelowali prowadzenie gospodarzy. Najpierw akcją dwa plus jeden popisał się Krzysztof Sulima (47:38), następnie za trzy trafił Nikola Malasević (49:41), a po chwili trafienie dodał Radosław Hyży (49:43). Na początku czwartej kwarty natomiast Dominique Johnson sprawił, że przewaga miejscowych zmniejszyła się jedynie do pięciu oczek - 55:50.
Co ciekawe, w tym momencie o czas nie poprosił trener Rottweilerów, Milija Bogicević. Serb wierzył, iż jego zawodnicy są w stanie przełamać złą passę bez żadnych wskazówek i... jego decyzja okazała się słuszna.
Rozjuszeni włocławianie potrzebowali bowiem niespełna czterech minut by wyjść na prowadzenie 71:53. W tym czasie wrocławianie raz po raz bezradnie rozkładali ręcę, patrząc jak Mateusz Kostrzewski trafia za trzy po dokładnie wypracowanej akcji, jak Keith Clanton zabiera piłkę w obronie Paulowi Millerowi, by po chwili podać w kontrze do Dulkysa czy jak ośmiesza defensywę całego zespołu kończąc wsadem rajd od jednej linii końcowej do drugiej. Gra Anwilu stała się zatem nie tylko efektywna, ale również efektowna na tyle, że ostatni fragment meczu Hala Mistrzów oglądała na stojąco. Gromkie "dziękujemy, dziękujemy" odbijało się od kopuły areny już kilka minut przed ostatnią syreną, przypominając niegdysiejsze zwycięstwa nad odwiecznym rywalem...
Anwil ostatecznie pokonał Śląsk 78:60 i w piękny sposób zakończył rok 2013. To już siódme zwycięstwo z rzędu ekipy Miliji Bogicevicia, które potwierdza, że miejsce drużyny w ścisłej czołówce Tauron Basket Ligi nie jest przypadkowe.
Anwil Włocławek - Śląsk Wrocław 78:60 (19:9, 22:19, 14:20, 23:12)
Anwil: Dulkys 22, Kostrzewski 13, Sokołowski 13, Hajrić 12, Clanton 8, Mijatović 7, Katnić 3, Witliński 0, Warszawski 0
Śląsk: Sulima 12, Johnson 11, Malasević 11, Hyży 6, Miller 6, Gabiński 4, Gibson 4, Kikowski 2, Mroczek 2, Parzeński 2, Skibniewski 0
Autor: Michał Fałkowski