Kapitan Anwilu Włocławek, Seid Hajrić, ma już na swoim koncie 37 meczów w play off w drużynie Rottweilerów. Nie godzi się jednak z określeniem, że ta faza sezonu to tzw. czas weteranów. Uważa, że dużo ważniejsza jest teraz forma wypracowana w trakcie całego sezonu oraz wsparcie kibiców. Zapraszamy do lektury wywiadu.
Łukasz Pszczółkowski: Czy liczyłeś w ilu play-off w Polsce grałeś?
Seid Hajrić: Nie, nigdy.
W sześciu. Czy zaczynasz zatem wierzyć w hasło, że play-off to „czas weteranów”?
- Ale ja jestem jeszcze młody! I dopiero się uczę! Więc słowo „weteran” zupełnie do mnie nie pasuje. A tak na poważnie, to przekonałem się, że play-off, to czas tych, którzy cały rok solidnie pracowali. Nie ważne, czy młodych, czy starych. Tych, którzy ciężko trenowali i słuchali trenerów. Myślę, że my jesteśmy właśnie takim zespołem, więc powinno być dobrze.
A czujesz się faworytem, czy pretendentem w tym ćwierćfinale?
- W ogóle nie myślę w tych kategoriach. Wygraliśmy z Rosą trzy mecze i teoretycznie powinniśmy mieć przewagę psychologiczną. Każdy jednak pamięta ile problemów było w tym sezonie i tak naprawdę nie wiadomo jak one odbiją się na nas w tym ćwierćfinale. Miejmy nadzieję, że nas wzmocnią i będziemy potrafili sobie poradzić w każdej trudnej sytuacji.
Robi ci różnicę to, czy będzie grał Kirk Archibeque?
- Kirk to klasowy rywal i trzeba być gotowym na wypadek, gdyby miał zagrać. Wiem jednak, że nie będzie mu łatwo wrócić tak szybko. Gdy grałem w Polpaku nabawiłem się takiej samej kontuzji. Jest ona bardzo bolesna i wymaga kilku tygodni odpoczynku. Kirk nie gra już prawie miesiąc, więc trzeba być gotowym na jego powrót. Zobaczymy tylko w jakim stylu będzie ten „come back”.
A jak twoje zdrowie? Ostatnio miałeś kłopoty z zębem.
- Już wszystko w porządku. Ząb wyrwany, rana zaleczona. Jestem gotowy. Dziś potrenowałem bardzo, bardzo mocno i przyznam, że poczułem się świetnie. Nabrałem pewności siebie.
Czy obrona strefowa, którą na pewno zastosujecie, jest dla centra bardziej forsowna, czy pozwala zachować więcej sił?
- Oj, strefa to jest najgorsze co może być. Musisz się poruszać precyzyjnie jak w zegarku, ciągle krzyczeć do kolegów i bronić co chwilę przeciw innemu koszykarzowi. Wyobraź sobie, że w jednej akcji atakuje mnie szybki Lucious, a w kolejnej silny Adams. Każdemu trzeba przeciwstawić coś innego. To strasznie męczące, ale skoro przynosi efekt, to na pewno nie powinniśmy tego porzucać.
Anwilowi bardzo zależało na zajęciu czwartego miejsca w tabeli. Chodziło bardziej o to, żeby dobrze zacząć rywalizację starając się o 2:0 u siebie, czy raczej o to, żeby w razie remisu rozgrywać decydujący mecz we własnej hali?
- Najważniejszy jest ten czwartkowy mecz i chodziło o to, żeby go grać u siebie. On powinien ustawić rywalizację. Myślę, że to będzie prawdziwa wojna. I tylko proszę kibiców, żeby przyszli do hali. Nie możecie nas zawieść w tym momencie. W trudnych warunkach walczyliśmy przez cały sezon, żeby teraz bić się o medale dla Włocławka. Jeżeli będziemy czuć, że wam też zależy na tym klubie, jego wynikach i przyszłości, to zapomnimy o zmęczeniu i ze zdwojoną siłą będziemy się starać. Gramy bardzo wąskim składem i pozytywna energia od was jest nam szalenie potrzebna!
Twój typ na rywalizację Anwilu z Rosą?
- Nie chcę stawiać w ciemno. Myślę, że wszystko będzie jasne po czwartkowym meczu. Jeżeli wygramy, to będziemy mieli ich w garści. Innej opcji na razie nie rozważam.