W Anwilu Włocławek grał od 2004 do 2007 roku. W tym czasie wywalczył dwa wicemistrzostwa i Puchar Polski. Mimo, że dziś odnosi sukcesy sportowe w swojej ojczyźnie, Bośni i Hercegowinie, to z sentymentem wraca do Włocławka. O kim mowa? Oczywiście o Seidzie Hajriciu, który właśnie odwiedza nasze miasto i klub.
W Anwilu Włocławek grał od 2004 do 2007 roku. W tym czasie wywalczył dwa wicemistrzostwa i Puchar Polski. Mimo, że dziś odnosi sukcesy sportowe w swojej ojczyźnie, Bośni i Hercegowinie, to z sentymentem wraca do Włocławka. O kim mowa? Oczywiście o Seidzie Hajriciu, który właśnie odwiedza nasze miasto i klub.
Miło cię znowu widzieć. Co cię sprowadza do Włocławka?
- Przyjechałem odwiedzić wszystkich wspaniałych ludzi, którzy pomagali mi, gdy tutaj mieszkałem. Mam miłe wspomnienia z gry w Anwilu i z przyjemnością tu przyjeżdżam. Takiej atmosfery, jak w tym klubie nie spotkałem już nigdzie więcej.
Na pewno pojawią się spekulacje, że negocjujesz kontrakt z Anwilem.
- O tak, to jest pewne (śmiech). Prawda jest jednak taka, jak powiedziałem. Przyjechałem tu dla moich przyjaciół. O żadnym kontrakcie z nikim nie rozmawiałem. Czas spędzam na spotkaniach i spacerach po mieście.
Coś się zmieniło we Włocławku? Coś rzuciło ci się w oczy?
- Najbardziej zmieniły się te okolice, w których powstało Multikino. Fajnie, że wreszcie doczekacie się takiego miejsca, w którym będzie można miło spędzać czas. Myślę jednak, że Włocławek pozostaje takim miastem, w którym gdyby nie było koszykówki, to panowałaby straszna nuda.
Po wyjeździe z Włocławka grałeś w Świeciu, a następnie w Sarajewie. Możesz pokrótce opisać ten najświeższy okres twojej kariery?
- A co tu opowiadać? Jeśli ktoś ma ochotę, to zawsze może sprawdzić wyniki moje i mojej drużyny w internecie. Chcę powiedzieć, że ja codziennie, powtarzam codziennie, sprawdzam co się dzieje w Anwilu. Wasza strona internetowa jest naprawdę świetna. Poza tym często czytam „brzytwę”. Chcę wiedzieć, jak kibice odbierają wyniki Anwilu.
Jak to wygląda „z perspektywy”? Myślisz, że są zadowoleni?
- Myślę, że tak, choć wiadomo, że zawsze znajdzie się ktoś, kto lubi ponarzekać. Kibice są bardzo ważni, bo to dla nich i dzięki nim działa liga koszykarska. Trzeba o tym pamiętać. Ja, podobnie jak oni, uważam, że brązowy medal Anwilu jest sukcesem. Największą zasługę ma tutaj trener Igor Griszczuk. Byłoby dobrze, gdyby trener i klub zdecydowali, że będą dalej współpracować. Ja pamiętam Igora Griszczuka, jako asystenta trenera i muszę powiedzieć, że był wspaniałym człowiekiem. Umiał spojrzeć z perspektywy koszykarza, bo sam był świetnym zawodnikiem.
Czy to prawda, że starasz się o polskie obywatelstwo?
- Jestem Bośniakiem, ale staram się o polskie obywatelstwo. Pomaga mi w tym m.in. pan prezes Zbigniew Polatowski i jeśli wszystko pójdzie dobrze, to być może już we wrześniu będę Polakiem. Powiem szczerze, że zależy mi na tym obywatelstwie bardziej niż na bośniackim. Nigdy nie grałem w kadrze Bośni i Hercegowiny, więc jeśli tylko Muli Katzurin chciałby mnie sprawdzić, to będę do jego dyspozycji. Od Polaków i od Polski bardzo wiele otrzymałem, więc jeśli będę mógł się za to odwdzięczyć, to będzie mi miło.
Dodajmy, że kadrze mógłbyś się przydać na pozycji numer trzy, na której grasz w Telekomie…
- Tak, w Telekomie jestem ustawiany na pozycji niskiego skrzydłowego lub skrzydłowego i świetnie się z tym czuję. U Andreja Urlepa byłem zawodnikiem zadaniowym, ale moje obowiązki wiązały się z grą bliżej kosza. W Sarajewie jest nieco inaczej.
Dziękuję za rozmowę.
- Dziękuję i pozdrawiam wszystkich kibiców Anwilu.