Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

Ryan Wright: Będzie dużo wsadów

Piątek, 24 Sierpnia 2012, 1:00, Michał Fałkowski

Nowy środkowy Anwilu Ryan Wright, to ciekawa postać nie tylko dlatego, że dopiero debiutuje w polskich rozgrywkach. W rozmowie z naszym portalem opowiada dlaczego jego kariera zależy od Steve'a Nasha, jakie niespodzianki spotkały go na Tajwanie i o tym, co go łączy z Rashardem Sullivanem.

Nowy środkowy Anwilu Ryan Wright, to ciekawa postać nie tylko dlatego, że dopiero debiutuje w polskich rozgrywkach. W rozmowie z naszym portalem opowiada dlaczego jego kariera zależy od Steve'a Nasha, jakie niespodzianki spotkały go na Tajwanie i o tym, co go łączy z Rashardem Sullivanem.
Witamy w Polsce. Jak ci się podoba w naszym kraju, mieście i klubie?

Ryan Wright: Czuję się jak w domu. Pochodzę z Kanady, a dokładnie z Toronto, gdzie mieszka bardzo wielu Polaków i osób polskiego pochodzenia. Nie jest więc dla mnie niespodzianką, że jesteście życzliwi i mili. Odmianą jest za to wielkość miasta. Toronto jest ogromne, a Włocławek w porównaniu z nim to małe miasteczko. A jeśli chodzi o klub, to przypomina mi on moje drużyny uniwersyteckie, a nieskromnie powiem, że były to silne sportowo i dobrze zorganizowane uczelnie.

No właśnie, już w trakcie studiów zmieniłeś drużyny, a później podróżowałeś po całym świecie. Ty chyba nie potrafisz nigdzie zagrzać miejsca na dłużej?

- Faktycznie, odkąd skończyłem szkołę średnią to nawet w domu rodzinnym nie mieszkałem zbyt długo. Tylko, że złożyły się na to różne okoliczności. To nie jest tak, że jakaś siła wyższa ciąga mnie po świecie i każde zmieniać kluby i kraje. Chciałbym wreszcie zatrzymać się gdzieś na dłużej, ustabilizować. Dowodem tego jest fakt, że po raz pierwszy od wielu lat spędziłem lato z rodziną, a teraz ciężko pracuję, żeby pomóc Anwilowi jak najdłużej pozostać w rozgrywkach polskiej ligi. Aż po sam finał…

Do tej pory szybko kończyłeś sezony i wyjeżdżałeś grać do innych klubów?

- Dokładnie tak. Na przykład w Turcji skończyliśmy rozgrywki już w marcu. Ja byłem w formie, głodny gry, więc przeniosłem się do Wenezueli, gdzie gra się latem. No, a później zagrałem jeszcze w chińskiej lidze letniej NBL, która trwa zaledwie dwa miesiące. Po prostu nie zrobiłem sobie wakacyjnej przerwy. Wolałem zbierać doświadczenie.

Później był jeszcze Meksyk i Tajwan, dla nas kraje egzotyczne. Celowo wybierałeś takie miejsca, czy to kwestia przypadku?

- Dla mnie samego to były niespodzianki. Po prostu umówiliśmy się z agentem, że będzie mi szukał dobrze zorganizowanych, profesjonalnych klubów, bez względu na kraj. I nigdy się na nim nie zawiodłem. Wszędzie gdzie grałem było mi dobrze i nie miałem żadnych problemów. Kraje były egzotyczne i nie obyło się bez przygód, ale kluby okazały się naprawdę porządne.

Co masz na myśli mówiąc o przygodach?

- Było ich wiele, ale w tej chwili do głowy przychodzą mi głównie te związane z różnicami w menu. Na przykład widok stoiska mięsnego w hipermarkecie na Tajwanie - same aligatory i rekiny. Nie odważyłem się spróbować. Zresztą, za każdym razem gdy serwowano nam mięso pytałem kolegów, co to jest, bo naprawdę przedziwne rzeczy się zdarzały. Przyznam, że posiłki z zespołem wyglądały ciekawie też dlatego, że musiałem się uczyć jeść pałeczkami. Było zabawnie.

W swoim koszykarskim CV masz również doświadczenia z reprezentacji Kanady, prawda?

- Dwa lata temu, jako młody koszykarz, występowałem na zapleczu reprezentacji Kanady, w drużynie nazywanej „National Development Team”. Zespół składał się z zawodników, którzy już nie są juniorami, a jeszcze brakuje im doświadczenia, żeby odgrywać ważne role w kadrze seniorskiej. Miałem to szczęście, że wybrano mnie do tego wąskiego grona perspektywicznych graczy. Teraz chciałbym zagrać pierwszej reprezentacji i czekam jakie ruchy zrobi Steve Nash.
Steve Nash?

- Tak, w tym roku Steve Nash został dyrektorem kadry Kanady i jednym z jego zadań jest wybór szkoleniowca. Steve cieszy się w naszym kraju wielkim szacunkiem i z racji jego doświadczenia wierzymy, że będzie wiedział najlepiej, co dla reprezentacji jest dobre. A ja mam nadzieję, że gdy już wybierze nowego trenera, to ten powoła mnie do drużyny.

Co powinni wiedzieć o tobie kibice, czego się spodziewać?

- Jestem przyjazną osobą. Myślę, że mogę powiedzieć, że zawsze jestem lubiany w drużynie i znajduję wspólny język ze wszystkimi chłopakami. Jako koszykarz uwielbiam rywalizować. W meczach daję z siebie wszystko i gdy trzeba, to potrafię grać naprawdę twardo. Robię wszystko, co każe trener i co może pomóc drużynie. Naprawdę czuję, że koledzy lubią mnie za to, że nie gram pod siebie, tylko stawiam na zespół.

A co chciałbyś poprawić w swojej grze?

- Chciałbym popracować nad rzutem z dystansu. Gdy środkowy wychodzi na obwód i grozi trafieniem, to bardzo pomaga drużynie. W Anwilu zawsze możemy zostać po treningu i pracować nad skutecznością. Będę się starał z tego korzystać i mam nadzieję, że to zaprocentuje.

Czy po tych kilku treningach, które odbyła drużyna, zarysowuje się już podział ról w zespole? Kreują się liderzy? Widać kto będzie przywódcą, a kto raczej stanie w cieniu?

- Chyba jeszcze za wcześnie, żeby stwierdzić takie rzeczy. Dopiero zaczynamy i każdy skupia się na jak najlepszym wykonywaniu poleceń trenera. To nie czas na zaznaczanie swojej obecności, czy podkreślanie cech charakteru. W tej chwili króluje praca i skupienie. Myślę, że liderzy zaczną się ujawniać w pierwszych meczach sparingowych. Dopiero na boisku można się przekonać, kto się nadaje do rządzenia, a czyją naturą jest wykonywanie poleceń. Jedyne co mogę powiedzieć, to że teraz naszym liderem jest trener.

Możesz się wiele od niego nauczyć, bo ma bardzo bogate doświadczenie jeśli chodzi o grę podkoszową…

- Z pewnością. Dopiero zaczęliśmy, a już widać, że chce nam przekazać swoją pewność siebie i entuzjazm. Jest twardy, ale swoim pozytywnym podejściem pokazuje, że to ma sens. To jest profesjonalizm.

Na koniec chciałbym ci coś pokazać. To jest kompilacja najlepszych akcji Rashada Sullivana, naszego byłego centra. Wielu kibiców widzi w tobie jego reinkarnację…

- [Po obejrzeniu filmu] To jest rzeczywiście mój styl. Włącz moje filmy i zobaczysz, że wiele nas łączy z Rashardem. Chociaż nigdy się nie poznaliśmy, to gramy bardzo podobnie. Potrafię zrobić wszystko to co on, a do tego mam duży ciąg na zbiórki. Drodzy kibice, jeśli lubicie taką grę, to szykujcie się na wielkie emocje. Będzie dużo walki na deskach, dużo wsadów i dużo energii.