Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

Robert Tomaszek: Wynik całej drużyny liczy się najbardziej

Poniedziałek, 28 Września 2015, 5:21, Michał Fałkowski

- Ja całe życie gram tak, jak zagrałem podczas tych dwóch spotkań. Jestem nastawiony na walkę, pracuję na innych, robię miejsce pod koszem. I MVP dostają zazwyczaj zawodnicy, którzy mają najwięcej punktów albo widać ich w statystykach. Cieszę się, że ktoś docenił moją pracę - powiedział MVP 11. Kasztelan Basketball Cup, Robert Tomaszek.

- Ja całe życie gram tak, jak zagrałem podczas tych dwóch spotkań. Jestem nastawiony na walkę, pracuję na innych, robię miejsce pod koszem. I MVP dostają zazwyczaj zawodnicy, którzy mają najwięcej punktów albo widać ich w statystykach. Cieszę się, że ktoś docenił moją pracę - powiedział MVP 11. Kasztelan Basketball Cup, Robert Tomaszek.

Michał Fałkowski: Gratulacje! Turniej Kasztelan Basketball Cup 2015 zakończony sukcesem. Dla ciebie podwójnym, bo nie dość, że zespół wygrał oba mecze, to ty zostałeś wybrany MVP turnieju.

Robert Tomaszek: To rzeczywiście miłe uczucie, ale ja zawsze będę powtarzał: wygrywamy lub przegrywamy jako zespół. To jest dla nas najważniejsza rzecz. Nie punkty czy statystyka, ale wynik całej drużyny liczy się dla mnie najbardziej.

Byłeś mocno zaskoczony wyborem na MVP?

- Owszem (śmiech). Ja całe życie gram tak, jak zagrałem podczas tych dwóch spotkań. Jestem nastawiony na walkę, pracuję na innych, robię miejsce pod koszem. I MVP dostają zazwyczaj zawodnicy, którzy mają najwięcej punktów albo widać ich w statystykach. Cieszę się, że ktoś docenił moją pracę.

Ale ty miałeś swój niewątpliwy udział w zwycięstwie w turnieju, również zobrazowany w statystykach. Chociażby double-double w meczu finałowym.

- Gramy pozytywnie jako zespół. Robimy to, czego wymaga od nas trener i prawda jest taka, że choć należy dostrzegać pozytywy, to jednak jeszcze wiele pracy przed nami. Fajnie jest wygrać każdy mecz, nawet turniej w okresie przygotowawczym, ale to jednak nadal tylko pre-season. Przed nami dużo roboty, a że pierwsza runda sezonu zasadniczego jest dla nas bardzo ciężka, to musimy trenować bardzo mocno.

W trakcie spotkań żyjesz nie tylko na parkiecie, ale także gdy siedzisz na ławce. Dobrze ogląda się obrazki, w których rezerwowi podrywają się z miejsc po udanych akcjach kolegów.

- Zawsze tak było i zawsze tak będzie. O to chodzi, że gdy kolega schodzi z parkietu, to trzeba przybić mu piątkę, podać rękę, albo wesprzeć po nieudanej akcji. Powiedzieć: gramy dalej, zapomnij o tym, co będzie, za chwilę kolejna akcja. Ławka musi żyć, bo to jest jeden zespół!

Tego typu zagraniami i zachowaniem chyba na dobre „kupiłeś” publikę Hali Mistrzów.

- Jeśli tak, to dziękuję za zaufanie. Parę lat temu w Słupsku trochę sobie nagrabiłem (śmiech). No ale tak to już jest. Nie do końca wynikało to z moich chęci, ale z tego, że każdego zawodnika obowiązuje kontrakt i jak coś każą, to trzeba i koniec.