Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

Rashard Sullivan: To wyzwala adrenalinę

Poniedziałek, 07 Września 2009, 1:00, Michał Fałkowski

Już od prawie dwóch tygodni koszykarze Anwilu przebywają i trenują we Włocławku. Wśród nich Rashard Sullivan, który jest zupełnie nową twarzą w Polskiej Lidze Koszykówki. Amerykańskiego środkowego poprosiliśmy zatem o krótkie przybliżenie swojej osoby.

Już od prawie dwóch tygodni koszykarze Anwilu przebywają i trenują we Włocławku. Wśród nich Rashard Sullivan, który jest zupełnie nową twarzą w Polskiej Lidze Koszykówki. Amerykańskiego środkowego poprosiliśmy zatem o krótkie przybliżenie swojej osoby.

Czy można o tobie powiedzieć, że jesteś wesołym, rozrywkowym człowiekiem?

 

- Cały czas próbuję być poważny, ale koszykówka to taka radosna gra…

 

A poza koszykówką? Co może robić rozrywkowy człowiek w obcym mieście?

 

- Może spotykać się z kolegami z drużyny, żeby w dobrej atmosferze budować chemię w zespole. Wierzę, że mój styl bycia może się bardzo do tego przyczynić. Nie lubię zbytnio imprez masowych, gdzie spotyka się mnóstwo obcych sobie ludzi. Wolę spotkania w gronie kolegów z drużyny, podczas których można sobie pożartować i wesoło spędzić czas.

 

Jesteś również showmanem. Cieszysz się dużą popularnością wśród fanów?

 

- Zwykle kibicom bardzo podoba się mój styl gry. Jednak to nie jest tak, że robię coś na boisku z myślą o nich. W momencie, gdy wybiegam na parkiet myślę tylko o koszykówce i o tym, jak pomóc drużynie wygrać mecz.

 

W takim razie, wyobraźmy sobie sytuację w której znajdujesz się sam na sam z koszem i wykonujesz potężny wsad. Robisz to dla siebie, drużyny czy dla kibiców?

 

- Dla każdego po trochu. Dla mnie jest to wyładowanie emocji i okazja, żeby poczuć się jeszcze silniejszym. Dla drużyny są punkty i zachęta do walki. Kibice uwielbiają efektowne zagrania, bo to jest urok koszykówki i to wyzwala adrenalinę.

 

Mógłbyś opisać swój styl gry?

 

- Trudno o tym samemu mówić. Lubię, gdy mecz toczony jest w szybkim tempie. Jestem pewny siebie, więc nigdy nie odpuszczam w walce o zbiórki. Jak już mówiliśmy, staram się kończyć akcje „z góry”.

 

Czy nie obawiasz się, że przechodząc do polskiej ekstraklasy z drugiej ligi francuskiej, może się okazać, że twoja rola w zespole znacznie się ograniczy?

 

- Trudno o tym już teraz mówić. Jeszcze nie wiem na co stać moich kolegów z drużyny i kto ile minut będzie spędzał na boisku. Rzeczywiście, we Francji spełniałem ważną rolę w zespole. Byłem jednym z dwóch wysokich graczy i to dawało mi możliwość długiej gry. Na pewno w Anwilu rotacja będzie większa, ale to sprawi, że będzie można grać z jeszcze większym zaangażowaniem. Wszystko okaże się w trakcie meczów.

 

Pytam cię o to, ponieważ Ian Boylan, którego znasz, po przyjściu do Anwilu długo nie potrafił odnaleźć się w ataku. Większa liczba dobrych strzelców sprawiła, że skupił się na obronie…

 

- Bez obaw, ja nie boję się rzucać. Oczywiście, będę się starał jak najlepiej grać w obronie, ale jak znajdę sobie pozycję do rzutu, to na pewno z niej skorzystam.

 

Jak się czujesz w nowej drużynie?

 

- Jest bardzo fajnie. Mamy doświadczonych trenerów, którzy od samego początku umiejętnie nami kierują. Koledzy z zespołu również są w porządku i myślę, że szybko stworzy się z nas zgrana paczka. Już nie mogę się doczekać początku sezonu.

 

Czy po kilkunastu wspólnych treningach jesteś w stanie powiedzieć, kto może być liderem tego zespołu?

 

- Nasz kapitan, Andrzej. Jest zawodnikiem z największym doświadczeniem, ograny w polskiej lidze i Anwilu. Widać, że on kocha ten zespół i zrobi wszystko, żeby mu pomóc. Gdy mam jakieś wątpliwości, czy pytania, zawsze idę do niego. Myślę, że kiedyś powinien zostać trenerem, bo ma świetne podejście do zawodników.

 

Interesujesz się europejską koszykówką?

 

- Zależy o co pytasz?

 

Czy wiesz, że w poniedziałek w Polsce zaczynają się mistrzostwa Europy?

 

- Nie, nie wiedziałem o tym (śmiech).

 

W takim razie nie będę drążył tematu. Czy chciałbyś na koniec powiedzieć coś fanom Anwilu?

                                                                

- Każdy zespół przed rozpoczęciem ligi stawia sobie jakieś cele i rzecz w tym, żeby były one realistyczne. Nie liczy się to, co mówimy, ale to, czy potrafimy te słowa przełożyć na rzeczywistość. Ja chciałbym, żebyśmy awansowali do play-off z dobrego miejsca i powalczyli o medal. Nie wiem, czy złoto jest w naszym zasięgu, ale na pewno będziemy się bardzo starać, żeby je wywalczyć. Mam nadzieję, że kibice będą z nami na każdym meczu i pomogą nam odnieść sukces.