Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

Puchar Polski nie dla Rottweilerów

Środa, 15 Lutego 2012, 1:00, Michał Fałkowski

W ćwierćfinale Intermarché Basket Cup – Pucharu Polski 2012 Anwil Włocławek uległ po dogrywce Śląskowi Wrocław 80:83. – Jeśli przegrywasz z Anwilem trzy razy i znasz historię pojedynków wrocławsko – włocławskich, to dopiero wtedy możesz docenić rangę meczu i walczyć o zwycięstwo tak jak my dzisiaj – mówił po meczu Akselis Vairogs, zdobywca 25 punktów.

W ćwierćfinale Intermarché Basket Cup – Pucharu Polski 2012 Anwil Włocławek uległ po dogrywce Śląskowi Wrocław 80:83. – Jeśli przegrywasz z Anwilem trzy razy i znasz historię pojedynków wrocławsko – włocławskich, to dopiero wtedy możesz docenić rangę meczu i walczyć o zwycięstwo tak jak my dzisiaj – mówił po meczu Akselis Vairogs, zdobywca 25 punktów.
Dla przyjezdnych środowe zwycięstwo stanowić może pozytywny impuls, po tym jak przegrali walkę o miejsce w górnej piątce tabeli sezonu zasadniczego. Ich gra od początku rozgrywek poprawia się i było to widoczne również w meczu we Włocławku. Jak wspominał Akselis Vairogs, wcześniej Śląsk trzykrotnie przegrywał z Anwilem i rzucił na szale wszystkie siły, by ten bilans poprawić.

Już pierwsza połowa meczu ze Śląskiem (przegrana 37:42) nie wyglądała dobrze. Indywidualne akcje przeciwników przynosiły im cenne punkty, których włocławianie nie potrafili nadrobić atakiem. Po stronie przyjezdnych punktowali Akselis Vairogs i Slavisa Bogavac, a pod atakowaną tablicą rządził Aleksandar Mladenović. Dopiero wejście Corsleya Edwardsa nieco ostudziło zapędy serbskiego środkowego. Powracający po kontuzji „Big Dog” jeszcze nie błyszczał, ale sama jego obecność pod koszem odstraszała rywali próbujących penetrować tę strefę.

Włocławianie mogliby mieć większe kłopoty, gdyby nie strzeleckie popisy Lorinzy Harringtona. Rozgrywający, który na co dzień nie słynie z ofensywnego nastawienia, widząc dużą niemoc kolegów, wziął ciężar zdobywania punktów na siebie. Trafił dwie trójki z rzędu i znacząco pomógł w odrabianiu strat zaczynających sięgać dziesięciu punktów. Gdy do ataku przyłączyli się pozostali koszykarze, Anwil zaczął uzyskiwać przewagę. Trzy szybkie trójki na otwarcie drugiej połowy, a do tego „wejście smoka” Nicka Lewisa i gospodarze wyszli na prowadzenie 53:49 w 24. minucie.

Dalsza część kwarty przebiegała pod dyktando zdecydowanie najjaśniejszych postaci w drużynie Anwilu, czyli Lorinzy Harringtona i Nicka Lewisa. Tylko oni trafiali do kosza dając 5-punktową zaliczkę przed ostatnią odsłoną. Wypracowane wtedy prowadzenie udało się utrzymać jeszcze przez 6,5 minuty. Niestety, kolejny fragment włocławianie przegrali 3:10 i konieczna była dogrywka. Śląsk zawdzięcza ją w dużej mierze Adamowi Wójcikowi, który wykorzystał swoje niesamowite doświadczenie i w końcówce był niemal niezawodny. Zauważył to trener Miodrag Rajković: Jestem pod wrażeniem gry moich zawodników, którzy w decydujących momentach potrafili znaleźć dobre rozwiązania. –

Dobrze dla gości ułożyła się również dogrywka. Co prawda, za sprawą Nicka Lewisa, to Anwil jako pierwszy wyszedł na prowadzenie 73:71, ale była to ostatnia chwila radości w tym meczu. Akcją 3+1 popisał się bowiem Robert Skibniewski, kolejną trójkę dorzucił Akselis Vairogs i żeby zwyciężyć potrzeba było dużo szczęścia. To jednak gospodarzom nie sprzyjało. Nie wpadły rzuty Krzysztofa Szubargi i Łukasza Majewskiego, pomylił się Lorinza Harrington i tylko na osłodę łez na koniec zza linii 6,75 trafił Bartłomiej Wołoszyn.

Przegrana 80:83 oznacza, że dla Anwilu przygoda z Pucharem polski zakończyła się na ćwierćfinale.
Anwil Włocławek – Śląsk Wrocław 80:83 (22:21, 15:21, 25:15, 9:14, 9:12)

Anwil: Harrington 18, Lewis 15, Allen 10, Majewski 10, Edwards 8, Wołoszyn 6, Szubarga 5, Hajrić 5, Kinnard 3, Sokołowski 0

Śląsk: Vairogs 25, Calhoun 12, Mladenović 10, Wójcik 10, Bogavac 9, Graham 7, Skibniewski 6, Diduszko 4, Niedźwiedzki 0, Bochno 0

SZCZEGÓŁOWE STATYSTYKI