Anwil Włocławek uległ w Słupsku miejscowej Enerdze Czarnym 86:95. Wynik rozstrzygnął się w trakcie czterech ostatnich minut drugiej kwarty. Anwil przegrał je 0:20 pozwalając przeciwnikowi na przeprowadzanie skutecznych akcji po przechwytach. Tej straty nie potrafiło odrobić nawet dobrze dysponowane trio Hicks-Pluta-Berisha.
Anwil Włocławek uległ w Słupsku miejscowej Enerdze Czarnym 86:95. Wynik rozstrzygnął się w trakcie czterech ostatnich minut drugiej kwarty. Anwil przegrał je 0:20 pozwalając przeciwnikowi na przeprowadzanie skutecznych akcji po przechwytach. Tej straty nie potrafiło odrobić nawet dobrze dysponowane trio Hicks-Pluta-Berisha.
Pierwsze spotkanie pod wodzą Emira Mutapcicia Anwil rozpoczął standardową pierwszą piątką w składzie Chris Thomas, Andrzej Pluta, Łukasz Majewski, Nikola Jovanović i Paul Miller. Płynna gra w ataku i uważne budowanie obrony pozwoliło włocławianom dobrze wejść w mecz z liderem tabeli. Po 7. minutach na tablicy wyników widniał remis i goście, którzy już przyzwyczaili się do gorącej atmosfery w słupskiej hali mogli przygotować bardziej frontalny atak.
Nastąpił on ze strony rezerwowych - DJ Thompsona i Dardana Berishy. Obaj odpalili po trójce i wyprowadzili Anwil na przewagę 21:17. Energa nie potrafiła w tym czasie odpowiedzieć żadnym rzutem zza linii 6,75, a na dodatek świetnie pilnowany był motor jej akcji ofensywnych, Jerel Blassingame (1 pkt. w pierwszej kwarcie).
Pierwszy, a za chwilę drugi celny rzut za trzy dla gospodarzy oddał Mantas Cesnauskis na początku drugiej odsłony. I choć te trafienia wyprowadziły jego zespół na minimalne prowadzenie (27:28), to nikt nie spodziewał się, że stanowić one będą tylko preludium do tego, co miało się wydarzyć za kilka minut. Anwil bowiem nie zraził się przełamaniem gospodarzy z dystansu i cały czas nie pozwalał sobie odskoczyć. Po dobitce Erica Hicksa wrócił nawet na prowadzenie 37:36 i… w tym miejscu zatrzymał się do końca kwarty.
Trafienie Hicksa zamiast pobudzić włocławian, zupełnie ich uśpiło. Natychmiast wykorzystał to Wojciech Szawarski trafiając dwie trójki i doprowadzając do stanu 42:37 dla Czarnych. Anwil tracił kolejne piłki, co wykorzystał nawet bezproduktywny wcześniej Blessingame zdobywając swoje pierwsze punkty z gry (48:37). Zupełnie pogubieni włocławianie nie mieli szans na poukładanie gry, bo wszystkie czasy trener Emir Mutapcić wykorzystał wcześniej. Zadania nie zamierzał również ułatwić Dainius Adomaitis, który widząc, że jego drużyna jest na fali, zaordynował jeszcze większe podkręcenie tempa gry. Do przerwy skończyło się na serii Czarnych wynoszącej plus 20 punktów (56:37).
Po zmianie stron Anwil próbował, co prawda, zmienić obraz gry, ale dobrze dysponowani Czarni, występując we własnej hali ani na chwilę nie stracili pewności siebie. „Szarpali” Thomas i Pluta, ale po pięciu kolejnych minutach dystans prawie się nie zmniejszył (64:48). Nieco nadziei na parkiet wniosło jeszcze wejście DJ Thompsona, który dobrym pressingiem na rozgrywających wywalczył kilka piłek i pomógł zniwelować straty do 13 oczek. Wtedy jednak za trzy trafił Mantas Cesnauskis, a odpowiedź Stipe Modricia okazała się niecelna i przed ostatnią odsłoną Anwil cały czas wyraźnie przegrywał z gospodarzami.
Kolejne minuty nie przyniosły poprawy rezultatu. Włocławianie cały czas mozolnie zbierali punkty, a gdy już udawało im się uskładać ich więcej, Cameron Bennerman i spółka trafiali z dystansu i ponownie podcinali gościom skrzydła. Obijany pod koszem Hicks nie był w stanie zrewanżować się celnymi osobistymi (6/10 x 1), nie pomagały również szalone akcje Berishy (15 pkt., 3 zb.). Zmniejszenie strat było możliwe dopiero, gdy gospodarze nieco odpuścili, pewni korzystnego wyniku w ostatnich sekundach. Ostatecznie Anwil uległ Enerdze Czarnym 95:86.
Energa Czarni Słupsk - Anwil Włocławek 95:86 (22:27, 34:10, 18:21, 21:28)
Energa: Bennerman 18, Davis 16, Cesnauskis 14, Szawarski 10. Białek 9, Blassingame 8, Oakes 6, Leończyk 6, Roszyk 4, Pabian 3, Przygorowski 1
Anwil: Hicks 20, Berisha 15, Pluta 15, Jovanović 11, Thomas 9, Thompson 7, Miller 5, Majewski 4, Modrić 0
Pierwsze spotkanie pod wodzą Emira Mutapcicia Anwil rozpoczął standardową pierwszą piątką w składzie Chris Thomas, Andrzej Pluta, Łukasz Majewski, Nikola Jovanović i Paul Miller. Płynna gra w ataku i uważne budowanie obrony pozwoliło włocławianom dobrze wejść w mecz z liderem tabeli. Po 7. minutach na tablicy wyników widniał remis i goście, którzy już przyzwyczaili się do gorącej atmosfery w słupskiej hali mogli przygotować bardziej frontalny atak.
Nastąpił on ze strony rezerwowych - DJ Thompsona i Dardana Berishy. Obaj odpalili po trójce i wyprowadzili Anwil na przewagę 21:17. Energa nie potrafiła w tym czasie odpowiedzieć żadnym rzutem zza linii 6,75, a na dodatek świetnie pilnowany był motor jej akcji ofensywnych, Jerel Blassingame (1 pkt. w pierwszej kwarcie).
Pierwszy, a za chwilę drugi celny rzut za trzy dla gospodarzy oddał Mantas Cesnauskis na początku drugiej odsłony. I choć te trafienia wyprowadziły jego zespół na minimalne prowadzenie (27:28), to nikt nie spodziewał się, że stanowić one będą tylko preludium do tego, co miało się wydarzyć za kilka minut. Anwil bowiem nie zraził się przełamaniem gospodarzy z dystansu i cały czas nie pozwalał sobie odskoczyć. Po dobitce Erica Hicksa wrócił nawet na prowadzenie 37:36 i… w tym miejscu zatrzymał się do końca kwarty.
Trafienie Hicksa zamiast pobudzić włocławian, zupełnie ich uśpiło. Natychmiast wykorzystał to Wojciech Szawarski trafiając dwie trójki i doprowadzając do stanu 42:37 dla Czarnych. Anwil tracił kolejne piłki, co wykorzystał nawet bezproduktywny wcześniej Blessingame zdobywając swoje pierwsze punkty z gry (48:37). Zupełnie pogubieni włocławianie nie mieli szans na poukładanie gry, bo wszystkie czasy trener Emir Mutapcić wykorzystał wcześniej. Zadania nie zamierzał również ułatwić Dainius Adomaitis, który widząc, że jego drużyna jest na fali, zaordynował jeszcze większe podkręcenie tempa gry. Do przerwy skończyło się na serii Czarnych wynoszącej plus 20 punktów (56:37).
Po zmianie stron Anwil próbował, co prawda, zmienić obraz gry, ale dobrze dysponowani Czarni, występując we własnej hali ani na chwilę nie stracili pewności siebie. „Szarpali” Thomas i Pluta, ale po pięciu kolejnych minutach dystans prawie się nie zmniejszył (64:48). Nieco nadziei na parkiet wniosło jeszcze wejście DJ Thompsona, który dobrym pressingiem na rozgrywających wywalczył kilka piłek i pomógł zniwelować straty do 13 oczek. Wtedy jednak za trzy trafił Mantas Cesnauskis, a odpowiedź Stipe Modricia okazała się niecelna i przed ostatnią odsłoną Anwil cały czas wyraźnie przegrywał z gospodarzami.
Kolejne minuty nie przyniosły poprawy rezultatu. Włocławianie cały czas mozolnie zbierali punkty, a gdy już udawało im się uskładać ich więcej, Cameron Bennerman i spółka trafiali z dystansu i ponownie podcinali gościom skrzydła. Obijany pod koszem Hicks nie był w stanie zrewanżować się celnymi osobistymi (6/10 x 1), nie pomagały również szalone akcje Berishy (15 pkt., 3 zb.). Zmniejszenie strat było możliwe dopiero, gdy gospodarze nieco odpuścili, pewni korzystnego wyniku w ostatnich sekundach. Ostatecznie Anwil uległ Enerdze Czarnym 95:86.
Energa Czarni Słupsk - Anwil Włocławek 95:86 (22:27, 34:10, 18:21, 21:28)
Energa: Bennerman 18, Davis 16, Cesnauskis 14, Szawarski 10. Białek 9, Blassingame 8, Oakes 6, Leończyk 6, Roszyk 4, Pabian 3, Przygorowski 1
Anwil: Hicks 20, Berisha 15, Pluta 15, Jovanović 11, Thomas 9, Thompson 7, Miller 5, Majewski 4, Modrić 0