Nie powiodło się Anwilowi Włocławek w Zielonej Górze. Poza pierwszą kwartą Stelmet kontrolował wydarzenia na własnym boisku i wygrał 83:70. Gospodarze, mimo euroligowych obowiązków, dobrze przygotowali się do pojedynku z Rottweilerami. Skutecznie utrudniali grę Katniciowi, który choć wrócił i był najskuteczniejszy w zespole, to meczu nie zaliczy do udanych.
Nie powiodło się Anwilowi Włocławek w Zielonej Górze. Poza pierwszą kwartą Stelmet kontrolował wydarzenia na własnym boisku i wygrał 83:70. Gospodarze, mimo euroligowych obowiązków, dobrze przygotowali się do pojedynku z Rottweilerami. Skutecznie utrudniali grę Katniciowi, który choć wrócił i był najskuteczniejszy w zespole, to meczu nie zaliczy do udanych.
Początek poniedziałkowego spotkania nie zapowiadał kłopotów Anwilu. Obrońcy Stelmetu dawali się uprzedzać Rottweilerom i po niespełna 7 minutach przegrywali 13:19. Włocławianie wykorzystywali niemal wszystkie okazje do zdobycia punktów i udowadniali, że Do Zielonej Góry przybyli po zwycięstwo. Tymczasem zmiany w składzie gospodarzy zaowocowały coraz szczelniejszą obroną ze szczególnym naciskiem na rozgrywającego. I właśnie presja na Dusana Katnicia, a później na zastępujących go Deividasa Dulkysa i Michała Sokołowskiego, spowodowała kłopoty Anwilu.
Wobec nacisku rywala ujawnił się największy grzech włocławian – niefrasobliwość. Piłki tracili wszyscy, którzy próbowali kreować akcje (12 strat w pierwszej połowie). Na domiar złego, zwykle ich błędy otwierały rywalom nieograniczony dostęp do atakowanego kosza. Tym samym mistrz Polski szybko gromadził punkty i w 11. minucie prowadził już 27:19. Do kontrataków kolegów trzy trójki dorzucił Przemysław Zamojski i może prowadzenie gospodarzy byłoby większe, ale na szczęście na posterunku byli Keith Clanton i Seid Hajrić. Dzięki ich trafieniom z gry oraz pewnej ręce Katnicia w rzutach osobistych Anwil przegrywał do przerwy jedynie 47:41.
Niestety, wydaje się, że w drodze z szatni na boisko włocławscy koszykarze zapomnieli co jeszcze kilka chwil wcześniej mówił do nich trener Milija Bogicević. W trzeciej kwarcie, zamiast kierować piłki do skutecznego Seida Hajricia, forsowali rzuty za trzy, w których tego dnia byli bardzo nieskuteczni (tylko 3 celne próby z 20). Gdy różnica punktowa między zespołami wzrosła do 13 oczek, szkoleniowiec Anwilu zdecydował się przypomnieć swoim graczom o obecności Hajricia. Wziął czas, rozrysował akcję, którą następnie wyegzekwowali jego podopieczni i kapitan Rottweilerów przełamał kilkuminutową niemoc. Niestety, oprócz tych punktów oraz trafień Dulkysa i Katnicia, w trzeciej kwarcie nie udało się więcej zaskoczyć rywali. Włocławianie przegrali tę odsłonę 6:18 i przed decydującymi minutami byli w bardzo trudnej sytuacji.
Gdy wydawało się, że Stelmet całkowicie opanował sytuację, ambicja młodych graczy Anwilu jeszcze raz dała o sobie znać. Trójką zaskoczył Mikołaj Witliński, kilka punktów w swoim stylu zdobył Keith Clanton, Kostrzewskiego podaniem obsłużył Hajrić i zrobiło się 67:61 dla gospodarzy. Gdyby w tym momencie za trzy trafił rozgrywający Rottweilerów, a więcej w obronie dał Clanton, mecz mógłby się jeszcze ułożyć zupełnie inaczej. Próba Katnicia nie znalazła jednak drogi do kosza, a punktujący Amerykanin zawalił kilka akcji pod bronioną tablicą i sytuacja znów stała się oczywista. Stelmet wrócił na dwucyfrowe prowadzenie i rękoma Dragicevicia, Zamojskiego i Koszarka zapewnił sobie ostateczny sukces.
Dla Anwilu była to trzecia ligowa porażka pod rząd, a dla mistrza Polski trzecie z kolei zwycięstwo. Okazja dla włocławian, by wrócić na właściwą drogę już w najbliższą sobotę. We własnej hali Rottweilery podejmą Jeziorowców z Tarnobrzega.
Stelmet Zielona Góra – Anwil Włocławek 83:70 (23:19, 24:22, 18:6, 18:23)
Stelmet: Dragicević 21, Zamojski 20, Cel 11, Chanas 8, Koszarek 8, Brackings 5, Walker 4, Hrycaniuk 4, Eyenga 2, Sroka 0, Kucharek 0
Anwil: Katnić 17, Hajrić 14, Clanton 13, Kostrzewski 8, Mijatović 7, Witliński 5, Dulkys 4, Sokołowski 2
SZCZEGÓŁOWE STATYSTYKI
Początek poniedziałkowego spotkania nie zapowiadał kłopotów Anwilu. Obrońcy Stelmetu dawali się uprzedzać Rottweilerom i po niespełna 7 minutach przegrywali 13:19. Włocławianie wykorzystywali niemal wszystkie okazje do zdobycia punktów i udowadniali, że Do Zielonej Góry przybyli po zwycięstwo. Tymczasem zmiany w składzie gospodarzy zaowocowały coraz szczelniejszą obroną ze szczególnym naciskiem na rozgrywającego. I właśnie presja na Dusana Katnicia, a później na zastępujących go Deividasa Dulkysa i Michała Sokołowskiego, spowodowała kłopoty Anwilu.
Wobec nacisku rywala ujawnił się największy grzech włocławian – niefrasobliwość. Piłki tracili wszyscy, którzy próbowali kreować akcje (12 strat w pierwszej połowie). Na domiar złego, zwykle ich błędy otwierały rywalom nieograniczony dostęp do atakowanego kosza. Tym samym mistrz Polski szybko gromadził punkty i w 11. minucie prowadził już 27:19. Do kontrataków kolegów trzy trójki dorzucił Przemysław Zamojski i może prowadzenie gospodarzy byłoby większe, ale na szczęście na posterunku byli Keith Clanton i Seid Hajrić. Dzięki ich trafieniom z gry oraz pewnej ręce Katnicia w rzutach osobistych Anwil przegrywał do przerwy jedynie 47:41.
Niestety, wydaje się, że w drodze z szatni na boisko włocławscy koszykarze zapomnieli co jeszcze kilka chwil wcześniej mówił do nich trener Milija Bogicević. W trzeciej kwarcie, zamiast kierować piłki do skutecznego Seida Hajricia, forsowali rzuty za trzy, w których tego dnia byli bardzo nieskuteczni (tylko 3 celne próby z 20). Gdy różnica punktowa między zespołami wzrosła do 13 oczek, szkoleniowiec Anwilu zdecydował się przypomnieć swoim graczom o obecności Hajricia. Wziął czas, rozrysował akcję, którą następnie wyegzekwowali jego podopieczni i kapitan Rottweilerów przełamał kilkuminutową niemoc. Niestety, oprócz tych punktów oraz trafień Dulkysa i Katnicia, w trzeciej kwarcie nie udało się więcej zaskoczyć rywali. Włocławianie przegrali tę odsłonę 6:18 i przed decydującymi minutami byli w bardzo trudnej sytuacji.
Gdy wydawało się, że Stelmet całkowicie opanował sytuację, ambicja młodych graczy Anwilu jeszcze raz dała o sobie znać. Trójką zaskoczył Mikołaj Witliński, kilka punktów w swoim stylu zdobył Keith Clanton, Kostrzewskiego podaniem obsłużył Hajrić i zrobiło się 67:61 dla gospodarzy. Gdyby w tym momencie za trzy trafił rozgrywający Rottweilerów, a więcej w obronie dał Clanton, mecz mógłby się jeszcze ułożyć zupełnie inaczej. Próba Katnicia nie znalazła jednak drogi do kosza, a punktujący Amerykanin zawalił kilka akcji pod bronioną tablicą i sytuacja znów stała się oczywista. Stelmet wrócił na dwucyfrowe prowadzenie i rękoma Dragicevicia, Zamojskiego i Koszarka zapewnił sobie ostateczny sukces.
Dla Anwilu była to trzecia ligowa porażka pod rząd, a dla mistrza Polski trzecie z kolei zwycięstwo. Okazja dla włocławian, by wrócić na właściwą drogę już w najbliższą sobotę. We własnej hali Rottweilery podejmą Jeziorowców z Tarnobrzega.
Stelmet Zielona Góra – Anwil Włocławek 83:70 (23:19, 24:22, 18:6, 18:23)
Stelmet: Dragicević 21, Zamojski 20, Cel 11, Chanas 8, Koszarek 8, Brackings 5, Walker 4, Hrycaniuk 4, Eyenga 2, Sroka 0, Kucharek 0
Anwil: Katnić 17, Hajrić 14, Clanton 13, Kostrzewski 8, Mijatović 7, Witliński 5, Dulkys 4, Sokołowski 2
SZCZEGÓŁOWE STATYSTYKI