Paul Miller po roku przerwy wrócił do Anwilu. Środkowemu, który walnie przyczynił się do zdobycia przez włocławian brązowego medalu w sezonie 2008/2009 brakuje atmosfery, która towarzyszyła mu w Hali Mistrzów. - Anwil ma niesamowitych kibiców i dzięki nim już nie mogę doczekać się najbliższego meczu w naszej hali - mówi Paul Miller.
Paul Miller po roku przerwy wrócił do Anwilu. Środkowemu, który walnie przyczynił się do zdobycia przez włocławian brązowego medalu w sezonie 2008/2009 brakuje atmosfery, która towarzyszyła mu w Hali Mistrzów. - Anwil ma niesamowitych kibiców i dzięki nim już nie mogę doczekać się najbliższego meczu w naszej hali - mówi Paul Miller.
Jacek Seklecki: Grał pan w Kasztelan Basketball Cup dwa lata temu. Jak pan wspomina tamten turniej?
Paul Miller: Pamiętam ten turniej. To był naprawdę świetny weekend, bowiem zmierzyliśmy się wtedy z niezłymi ekipami. Graliśmy z łotewskim BK Ventspils, Polpharmą Starogard Gdański i z tego co kojarzę to Górnikiem Wałbrzych. To była dobra okazja do przećwiczenia naszej taktyki w warunkach meczowych, sprawdzenia się i przede wszystkim jeszcze lepszego zgrania, a to jest niezwykle ważne przed każdym sezonem.
Wygraliście wszystkie mecze w tamtym turnieju. To musiało napawać optymizmem.
- Zdecydowanie tak. Przez cały okres przygotowawczy pracowaliśmy bardzo ciężko, co powodowało, że świetnie czuliśmy się we własnym gronie i dobrze współpracowaliśmy ze sobą na parkiecie. To był pierwszy krok to tego, abyśmy stawali się coraz lepszym teamem, a także żeby dobrze przygotować się do sezonu, aby w jego trakcie prezentować się należycie i myślę, że to nam się udało.
Który mecz był wtedy najtrudniejszy?
- Myślę, że ten z Polpharmą. Drużyna ta była wtedy naprawdę groźna, ale to dobre grać przed sezonem z niezłymi zespołami, bowiem to pokazuje, na co można natrafić w trakcie głównych rozgrywek. Polpharma prezentowała się nieźle, była dobrze przygotowana, miała niezłego trenera, więc spełniała te warunki.
Co pan sądzi o takich turniejach jak Kasztelan Basketball Cup, czy np. ten w ostatnim tygodniu w Toruniu?
- Takie imprezy są bardzo dobre. W Toruniu było sporo kibiców Anwilu, ponieważ to miasto nie jest zbyt daleko od Włocławka. Jeśli chodzi o Kasztelan Basketball Cup jest to bardzo interesująca impreza. Dwa lata temu już podczas tego towarzyskiego turnieju do hali przybyło wielu naszych fanów, którzy niezwykle nam pomagali. Anwil ma niesamowitych kibiców i dzięki nim już nie mogę doczekać się najbliższego meczu w naszej hali. Zawsze fajnie spotkać się ze swoimi fanami, móc sprawić, że będą dumni i pokazać, że mamy dobrą drużynę.
Paul Miller: Pamiętam ten turniej. To był naprawdę świetny weekend, bowiem zmierzyliśmy się wtedy z niezłymi ekipami. Graliśmy z łotewskim BK Ventspils, Polpharmą Starogard Gdański i z tego co kojarzę to Górnikiem Wałbrzych. To była dobra okazja do przećwiczenia naszej taktyki w warunkach meczowych, sprawdzenia się i przede wszystkim jeszcze lepszego zgrania, a to jest niezwykle ważne przed każdym sezonem.
Wygraliście wszystkie mecze w tamtym turnieju. To musiało napawać optymizmem.
- Zdecydowanie tak. Przez cały okres przygotowawczy pracowaliśmy bardzo ciężko, co powodowało, że świetnie czuliśmy się we własnym gronie i dobrze współpracowaliśmy ze sobą na parkiecie. To był pierwszy krok to tego, abyśmy stawali się coraz lepszym teamem, a także żeby dobrze przygotować się do sezonu, aby w jego trakcie prezentować się należycie i myślę, że to nam się udało.
Który mecz był wtedy najtrudniejszy?
- Myślę, że ten z Polpharmą. Drużyna ta była wtedy naprawdę groźna, ale to dobre grać przed sezonem z niezłymi zespołami, bowiem to pokazuje, na co można natrafić w trakcie głównych rozgrywek. Polpharma prezentowała się nieźle, była dobrze przygotowana, miała niezłego trenera, więc spełniała te warunki.
Co pan sądzi o takich turniejach jak Kasztelan Basketball Cup, czy np. ten w ostatnim tygodniu w Toruniu?
- Takie imprezy są bardzo dobre. W Toruniu było sporo kibiców Anwilu, ponieważ to miasto nie jest zbyt daleko od Włocławka. Jeśli chodzi o Kasztelan Basketball Cup jest to bardzo interesująca impreza. Dwa lata temu już podczas tego towarzyskiego turnieju do hali przybyło wielu naszych fanów, którzy niezwykle nam pomagali. Anwil ma niesamowitych kibiców i dzięki nim już nie mogę doczekać się najbliższego meczu w naszej hali. Zawsze fajnie spotkać się ze swoimi fanami, móc sprawić, że będą dumni i pokazać, że mamy dobrą drużynę.
To na pewno pamięta pan atmosferę jaka panuje w Hali Mistrzów.
- Najlepszą rzeczą, jaką pamiętam ze swojego pobytu we Włocławku dwa lata temu była zdecydowanie atmosfera w hali podczas półfinałowych meczów z Asseco Prokomem Gdynia. To, co działo się wtedy na trybunach było niesamowite. Później graliśmy o trzecie miejsce i zdobyliśmy je, dzięki czemu mogliśmy świętować razem z kibicami.
Co może pan powiedzieć o swoim zespole? Z poprzedniej przygody z Anwilem zna pan Andrzeja Plutę i Bartłomieja Wołoszyna. Resztę chłopaków dopiero pan poznał.
- Ciągle się jeszcze poznajemy. Dwa lata temu miałem jednak okazję grać przeciwko kilku chłopakom, z którymi teraz jesteśmy w jednej drużynie. Skiba (Robert Skibniewski - red.) z tego co kojarzę grał w Turowie, Maja (Łukasz Majewski) i Nikola (Jovanović) bronili barw drużyny z Ostrowa, także mimo, że wcześniej nie grałem z nimi w jednej drużynie to znam ich i fajnie, że możemy grać ze sobą i tworzyć teraz jeden zespół.
Z kim się panu najlepiej współpracuje w drużynie? Wiem, że akcje typu pick and roll to pana specjalność, więc domyślam się, że wymiana podań z D.J. Thompsonem i Robertem Skibniewskim sprawia panu najwięcej przyjemności.
- Robert i D.J. to dwaj zupełnie inni zawodnicy. Skiba może nie jest tak szybki jak D.J., ale jest bardzo mądry, widzi całe boisko i wie, do kogo w danym momencie dograć piłkę, aby akcja zakończyła się punktami. D.J. natomiast ma bardzo dużo energii. Jest bardzo szybkim zawodnikiem, przez co obrońcom rywala ciężko za nim nadążyć. W akcjach typu pick and roll potrafi dobrze wejść w środek strefy i zrobić miejsce dla mnie i dla innych lub samemu zakończyć atak. Obaj mają duże umiejętności kierowania drużyną, ale prezentują zupełnie inny styl gry. To powinno utrudniać przeciwnikom obronę, bowiem będą musieli dostosować się do naszych rozgrywających.
Czy pomimo przygotowań do sezonu i jeszcze niezbyt zgranego składu dacie z siebie wszystko, aby ponownie wygrać Kasztelan Basketball Cup?
- Spróbujemy wygrać każdy mecz. Zawsze wychodzimy na parkiet z żądzą zwycięstwa. Mamy duże szanse, aby tego dokonać, jednak w turnieju oprócz nas będą także trzy inne, dobre drużyny. To będzie dla nas duży test, aby sprawdzić, w jakim miejscu już jesteśmy, a także nad czym musimy jeszcze popracować w trakcie sezonu.
- Najlepszą rzeczą, jaką pamiętam ze swojego pobytu we Włocławku dwa lata temu była zdecydowanie atmosfera w hali podczas półfinałowych meczów z Asseco Prokomem Gdynia. To, co działo się wtedy na trybunach było niesamowite. Później graliśmy o trzecie miejsce i zdobyliśmy je, dzięki czemu mogliśmy świętować razem z kibicami.
Co może pan powiedzieć o swoim zespole? Z poprzedniej przygody z Anwilem zna pan Andrzeja Plutę i Bartłomieja Wołoszyna. Resztę chłopaków dopiero pan poznał.
- Ciągle się jeszcze poznajemy. Dwa lata temu miałem jednak okazję grać przeciwko kilku chłopakom, z którymi teraz jesteśmy w jednej drużynie. Skiba (Robert Skibniewski - red.) z tego co kojarzę grał w Turowie, Maja (Łukasz Majewski) i Nikola (Jovanović) bronili barw drużyny z Ostrowa, także mimo, że wcześniej nie grałem z nimi w jednej drużynie to znam ich i fajnie, że możemy grać ze sobą i tworzyć teraz jeden zespół.
Z kim się panu najlepiej współpracuje w drużynie? Wiem, że akcje typu pick and roll to pana specjalność, więc domyślam się, że wymiana podań z D.J. Thompsonem i Robertem Skibniewskim sprawia panu najwięcej przyjemności.
- Robert i D.J. to dwaj zupełnie inni zawodnicy. Skiba może nie jest tak szybki jak D.J., ale jest bardzo mądry, widzi całe boisko i wie, do kogo w danym momencie dograć piłkę, aby akcja zakończyła się punktami. D.J. natomiast ma bardzo dużo energii. Jest bardzo szybkim zawodnikiem, przez co obrońcom rywala ciężko za nim nadążyć. W akcjach typu pick and roll potrafi dobrze wejść w środek strefy i zrobić miejsce dla mnie i dla innych lub samemu zakończyć atak. Obaj mają duże umiejętności kierowania drużyną, ale prezentują zupełnie inny styl gry. To powinno utrudniać przeciwnikom obronę, bowiem będą musieli dostosować się do naszych rozgrywających.
Czy pomimo przygotowań do sezonu i jeszcze niezbyt zgranego składu dacie z siebie wszystko, aby ponownie wygrać Kasztelan Basketball Cup?
- Spróbujemy wygrać każdy mecz. Zawsze wychodzimy na parkiet z żądzą zwycięstwa. Mamy duże szanse, aby tego dokonać, jednak w turnieju oprócz nas będą także trzy inne, dobre drużyny. To będzie dla nas duży test, aby sprawdzić, w jakim miejscu już jesteśmy, a także nad czym musimy jeszcze popracować w trakcie sezonu.