Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

Przed KBC 2010: Koszarek - Ostatni sprawdzian przed ligą

Środa, 22 Września 2010, 1:00, Michał Fałkowski

Łukasz Koszarek walczył wczoraj z wielkim Chimki Moskwa o Euroligę. Caserta nieznacznie przegrała pierwszy bój, ale Polak był jej najskuteczniejszym graczem. Przedsezonowe występy stały się jedną ze specjalności Koszarka, o czym przypomina tytuł MVP Kasztelan Basketball Cup 2008. Drugą domeną rozgrywającego jest błyskotliwy dowcip, który nietrudno dostrzec w wywiadzie dla naszego serwisu.

Łukasz Koszarek walczył wczoraj z wielkim Chimki Moskwa o Euroligę. Caserta nieznacznie przegrała pierwszy bój, ale Polak był jej najskuteczniejszym graczem. Przedsezonowe występy stały się jedną ze specjalności Koszarka, o czym przypomina tytuł MVP Kasztelan Basketball Cup 2008. Drugą domeną rozgrywającego jest błyskotliwy dowcip, który nietrudno dostrzec w wywiadzie dla naszego serwisu.
Jacek Seklecki: W Kasztelan Basketball Cup brał pan udział dwukrotnie i dwukrotnie razem z Anwilem wygrał ten turniej. Jak wspomina pan te imprezy?

Łukasz Koszarek: Kasztelan Basketball Cup był zawsze ostatnim turniejem przed inauguracją zmagań ligowych. Zawsze był świetnie zorganizowany i stanowił niejako pierwszą okazją do przywitania się z kibicami w Hali Mistrzów. Dla Anwilu jest to zawsze ważniejszy sprawdzian, aniżeli inne mecze sparingowe. Miło jest wygrać we własnej hali, w obecności swoich kibiców i pokazać im, że warto przychodzić na mecze.

W 2008 roku został pan uhonorowany tytułem MVP całego turnieju. To musiało być motywujące przed zbliżającym się sezonem?

- Szczerze mówiąc to nigdy nie zastanawiałem się nad tym. Oczywiście zawsze lepiej się gra wiedząc, że twoja gra podoba się innym, a twój zespół widzi w tobie wsparcie. Każdemu zawsze zależy, aby wypaść jak najlepiej i taka nagroda dodaje pewności siebie, jednakże zawsze trzeba pamiętać, że to jest tylko turniej towarzyski.

Kasztelan Basketball Cup z reguły otwiera mecze Anwilu w Hali Mistrzów. Dla zawodników to pierwsza okazja w sezonie, by zagrać przed włocławską publicznością. Jakie to uczucie?

- Myślę, że dla nowych zawodników, którzy pierwszy raz będą występować w barwach Anwilu w Hali Mistrzów jest to spore wydarzenie. Zawsze jest jakaś nutka niepokoju, pewna presja, bowiem każdy chciałby pokazać się z dobrej strony. Często pierwsze wrażenie jest najważniejsze. Aczkolwiek pewnie na Andrzeju Plucie Kasztelan Basketball Cup większego wrażenia nie robi. Andrzej wyjdzie na parkiet skoncentrowany jak zawsze, kilka trójek rzuci i będzie to dla niego standard.

Podczas każdej takiej imprezy organizowane są różnego rodzaju atrakcje. Tym razem na parkiet wybiegną pracownicy WTK S.S.A., którzy na co dzień przyglądają się i oceniają zawodników, a zagrają z reprezentacją włocławskich radnych. Domyślam się, że obserwowanie takich zawodów będzie dla koszykarzy, a także kibiców niezłą frajdą?

- Obserwacja tych, którzy często nas krytykują, tak? (śmiech) Chętnie poznałbym już oficjalne składy tego meczu, a najbardziej ciekawi mnie, kto w drużynie pracowników WTK S.S.A. będzie rozgrywał piłki. Szkoda, że z tego spotkania nie będzie żadnej transmisji internetowej. Może Anwil TV umożliwiłby, aby obraz z tego meczu poszedł w świat? Chętnie bym nawet za to zapłacił. Obejrzeć prezesa Polatowskiego biegającego po parkiecie i walczącego o zbiórki byłoby bezcenne.
Prezes Polatowski będzie wspierał swoją drużynę zza ławki.

- A to szkoda, ponieważ gdy ja jeszcze grałem w Anwilu to prezes Polatowski bardzo często przychodził na treningi i rywalizował ze mną w konkursie np. rzutów wolnych i muszę powiedzieć, że trafiał z linii ze skutecznością lepszą, niż niejeden zawodnik ligowy. Czasami ja wygrywałem, ale czasami prezes mnie ogrywał. Także, myślę, że nie ma się co wstydzić panie prezesie, trzeba wyjść i pokazać klasę.

Czyli zabawa będzie przednia?

- Nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Co prawda drużyna pracowników klubu nie ma w swoich szeregach zawodników o dobrych warunkach fizycznych, bowiem kierownik Pszczółkowski i dyrektor Hejman to raczej tacy kieszonkowi rozgrywający, więc tutaj może być problem. Myślę, że Hubert Śledziński, o ile dzień wcześniej będzie zachowywał się profesjonalnie, może coś w tej kwestii zmienić (śmiech).

Wróćmy do turnieju. Jak we Włoszech wyglądają takie imprezy?

- Brałem udział w kilku turniejach we Włoszech. Różnica polega chyba jednak na tym, że turnieje te nie są odbierane aż tak poważnie. Tutaj rozgrywane są one typowo szkoleniowo, każda drużyna skupia się na tym, aby jak najwięcej wynieść jeśli chodzi o sprawy treningowe, a nie, aby za wszelką cenę wygrać.

Jak zachęciłby pan kibiców do przybycia do Hali Mistrzów?

- Kibice Anwilu czekali już sporo czasu od ostatniego meczu swojej drużyny w lidze. Została zbudowana nowa ekipa, która ma szansę walczyć o mistrzostwo i trzeba przyjść i zobaczyć na własne oczy, jak ona się spisuje. Dodatkowo słyszałem, że sponsor turnieju obiecał po jednej puszce swojego trunku do każdej wejściówki, także kibice na pewno nie zawiodą (śmiech). Warto przyjść i pokibicować, bowiem już za chwilę kolejny sezon i kolejne emocje ligowe.