Świetna gra Anwilu w drugiej kwarcie wygranej 29:16 i umiejętne kontrolowanie wyniku w kolejnych odsłonach pozwoliły włocławianom pewnie wygrać w Poznaniu 78:64. Szóstym zawodnikiem rottweilerów byli kibice w niebiesko-biało-zielonych barwach.
Świetna gra Anwilu w drugiej kwarcie wygranej 29:16 i umiejętne kontrolowanie wyniku w kolejnych odsłonach pozwoliły włocławianom pewnie wygrać w Poznaniu 78:64. Szóstym zawodnikiem rottweilerów byli kibice w niebiesko-biało-zielonych barwach.
Tylko początek meczu zapowiadał duże emocje, bo zgodnie z oczekiwaniami, ofensywną rywalizację urządzili sobie Damian Kulig z Corsleyem Edwardsem. Zdobyli 9 z 11 pierwszych punktów, jakie padły w Arenie i zanosiło się, że ich starcie będzie ozdobą meczu. Tak się jednak nie stało, bo później Anwil zdominował grę i amerykański center mógł odpoczywać na ławce rezerwowych. Jednak w pierwszej kwarcie dzięki dobrej grze „Big Doga” włocławianie szybko zaaklimatyzowali się w poznańskiej hali, dodatkowo czując się tam jak u siebie dzięki gromkiemu „Anwil Włocławek” dobiegającemu z trybun. Niesieni tym dopingiem byli skuteczni w indywidualnych akcjach i po pierwszej kwarcie prowadzili 19:15.
Po dobrym początku drugiej odsłony (trójka Berishy) Anwil nieco zwolnił i przez niemal 3 minuty nie zdobył punktu. Przestój szybkim kontratakiem przerwał Bartłomiej Wołoszyn, a kolejne dobre akcje przeprowadził Dardan Berisha i przewaga rottweilerów wzrosła do 10 punktów (19:29 w 15.min). Gospodarze nie rezygnowali, ale dwie fantastyczne trójki pod rząd (Lawrence Kinnarda i Krzysztofa Szubargi) osłabiły ich zapędy.
Końcówkę drugiej kwarty włocławianie rozwiązali perfekcyjnie, bezlitośnie wykorzystując fakt, że piłka zaczęła „siedzieć w koszu”. – Trójki pod koniec drugiej odsłony uczyniły tak dużą różnicę między zespołami, że później trudno nam było nam zmobilizować się i uwierzyć, że ciągle można odwrócić losy spotkania. Była jeszcze szansa na zakończenie meczu ze stratą mniejszą niż 10 punktów, ale ostatecznie nawet to nam się nie udało – mówił po meczu trener PBG Basketu, Milija Bogicević.
W drugiej połowie Anwil kontrolował wynik. Nasi koszykarze nie tylko skutecznie bronili, ale też dorzucili kilka punktów do budowanej przewagi. Trafiali Corsley Edwards i Łukasz Majewski i w 25. minucie prowadzony przez nich zespół prowadził najwyżej w meczu, 59:38. Gra układała się doskonale, więc na trybunach włocławscy kibice urządzili sobie prawdziwy festiwal.
Prowadzenie rottweilerów zmalało, gdy PBG Basket umiejętnie postawił strefę w obronie. – Nasza gra przestała się wtedy układać. Próby sforsowania zony kończyły się stratami, których popełniliśmy aż 15, podczas gdy nasza średnia to 10-11 – mówił trener Emir Mutapcić. Szkoleniowiec Anwilu nie dodał jednak, że gospodarze zaliczyli jeszcze więcej strat piłki, bo aż 18. Ich błędy często wynikały z dobrej obrony Anwilu, która wymuszała rozciąganie gry i takie błędy, jak choćby kilkukrotne przekroczenie linii bocznej.
Anwil kontrolował mecz i spokojnie dowiózł zwycięstwo do końca, w czym znacząco pomógł Nick Lewis. Amerykanin nie zraził się silnym ciosem w twarz, otrzymanym od Jakuba Parzeńskiego na inaugurację czwartej kwarty. W decydujących minutach zdobył 7 punktów i powalczył o zbiórki. Wobec spokojnej gry obliczonej na utrzymanie korzystnego rezultatu jeszcze tylko jedno wydarzenie przykuło uwagę kibiców. 4 minuty na boisku otrzymał bowiem 19-letni Michał Sokołowski. W jego imieniu, za grę dziękował po meczu inny młodzian, Kamil Maciejewski: Cieszymy się, że trener daje nam szansę na pokazanie swoich umiejętności i zdobywanie boiskowego doświadczenia. Dziś zrobiliśmy swoje jako drużyna i obiecujemy, że w kolejnych meczach również zagramy z wiarą w zwycięstwa.-
Sokołowski zdobył ostatnie punkty w meczu i Anwil wygrał 78:64. Kolejny mecz włocławian już w niedzielę we Wrocławiu.
PBG Basket Poznań – Anwil Włocławek 64:78 (15:19, 16:29, 11:13, 22:17)
PBG Basket: Micić 21, Kulig 16, Comagić 9, Bartosz 7, Parzeński 6, Nikolić 2, Smorawiński 2, Nowak 1, Martuzalski 0
Anwil: Szubarga 16, Edwards 13, Berisha 12, Lewis 11, Majewski 11, Kinnard 7, Allen 4, Wołoszyn 2, Sokołowski 2, Hajrić 0, Maciejewski 0.
PEŁNE STATYSTYKI
Po dobrym początku drugiej odsłony (trójka Berishy) Anwil nieco zwolnił i przez niemal 3 minuty nie zdobył punktu. Przestój szybkim kontratakiem przerwał Bartłomiej Wołoszyn, a kolejne dobre akcje przeprowadził Dardan Berisha i przewaga rottweilerów wzrosła do 10 punktów (19:29 w 15.min). Gospodarze nie rezygnowali, ale dwie fantastyczne trójki pod rząd (Lawrence Kinnarda i Krzysztofa Szubargi) osłabiły ich zapędy.
Końcówkę drugiej kwarty włocławianie rozwiązali perfekcyjnie, bezlitośnie wykorzystując fakt, że piłka zaczęła „siedzieć w koszu”. – Trójki pod koniec drugiej odsłony uczyniły tak dużą różnicę między zespołami, że później trudno nam było nam zmobilizować się i uwierzyć, że ciągle można odwrócić losy spotkania. Była jeszcze szansa na zakończenie meczu ze stratą mniejszą niż 10 punktów, ale ostatecznie nawet to nam się nie udało – mówił po meczu trener PBG Basketu, Milija Bogicević.
W drugiej połowie Anwil kontrolował wynik. Nasi koszykarze nie tylko skutecznie bronili, ale też dorzucili kilka punktów do budowanej przewagi. Trafiali Corsley Edwards i Łukasz Majewski i w 25. minucie prowadzony przez nich zespół prowadził najwyżej w meczu, 59:38. Gra układała się doskonale, więc na trybunach włocławscy kibice urządzili sobie prawdziwy festiwal.
Prowadzenie rottweilerów zmalało, gdy PBG Basket umiejętnie postawił strefę w obronie. – Nasza gra przestała się wtedy układać. Próby sforsowania zony kończyły się stratami, których popełniliśmy aż 15, podczas gdy nasza średnia to 10-11 – mówił trener Emir Mutapcić. Szkoleniowiec Anwilu nie dodał jednak, że gospodarze zaliczyli jeszcze więcej strat piłki, bo aż 18. Ich błędy często wynikały z dobrej obrony Anwilu, która wymuszała rozciąganie gry i takie błędy, jak choćby kilkukrotne przekroczenie linii bocznej.
Anwil kontrolował mecz i spokojnie dowiózł zwycięstwo do końca, w czym znacząco pomógł Nick Lewis. Amerykanin nie zraził się silnym ciosem w twarz, otrzymanym od Jakuba Parzeńskiego na inaugurację czwartej kwarty. W decydujących minutach zdobył 7 punktów i powalczył o zbiórki. Wobec spokojnej gry obliczonej na utrzymanie korzystnego rezultatu jeszcze tylko jedno wydarzenie przykuło uwagę kibiców. 4 minuty na boisku otrzymał bowiem 19-letni Michał Sokołowski. W jego imieniu, za grę dziękował po meczu inny młodzian, Kamil Maciejewski: Cieszymy się, że trener daje nam szansę na pokazanie swoich umiejętności i zdobywanie boiskowego doświadczenia. Dziś zrobiliśmy swoje jako drużyna i obiecujemy, że w kolejnych meczach również zagramy z wiarą w zwycięstwa.-
Sokołowski zdobył ostatnie punkty w meczu i Anwil wygrał 78:64. Kolejny mecz włocławian już w niedzielę we Wrocławiu.
PBG Basket Poznań – Anwil Włocławek 64:78 (15:19, 16:29, 11:13, 22:17)
PBG Basket: Micić 21, Kulig 16, Comagić 9, Bartosz 7, Parzeński 6, Nikolić 2, Smorawiński 2, Nowak 1, Martuzalski 0
Anwil: Szubarga 16, Edwards 13, Berisha 12, Lewis 11, Majewski 11, Kinnard 7, Allen 4, Wołoszyn 2, Sokołowski 2, Hajrić 0, Maciejewski 0.
PEŁNE STATYSTYKI