Kolejna odsłona „Świętej wojny”, koszykarski klasyk – kolejne starcie, powrót do przeszłości. Sloganami, które jednoznacznie kojarzą się z pojedynkami Anwilu Włocławek i Śląska Wrocław można by obdzielić kilka klubów. W środę obie drużyny ponownie staną naprzeciwko siebie.
– To nie są nasze progi. Chcemy powalczyć, postraszyć rywala, wygrać chociaż jedną lub dwie kwarty – mówił przed tym spotkaniem kluczowy zawodnik Śląska Wrocław, doskonale znany we Włocławku Radosław Hyży. W wypowiedzi gracza należy doszukiwać się jednak ironii oraz prześmiewczego humoru, który jest jego wizytówką. Podopieczni Tomasza Jankowskiego z pewnością podejdą do tego spotkania wyjątkowo skoncentrowani, a to zadba… właśnie Hyży.
36-latek to właściwie jedna z niewielu postaci z obydwu zespołów, które świetnie pamiętają wcześniejsze „święte wojny”, najpierw z lat 2003 - 2005, a następnie 2006 - 2008. Można być więc pewnym, że w szatni tuż przed meczem przypomni swoim młodszym kolegom jak zdobywał we Włocławku Puchar Polski w 2004 roku lub wygrywał batalię o brązowy medal w 2007. Jednocześnie jednak z pewnością przestrzeże swój zespół przed groźnym przeciwnikiem, mając w pamięci jak włocławianie stanęli mu na drodze do finału już w ¼ play-off sezonu 2004/2005 i szybko sprowadzili na ziemię. A także przypomni fakt, że obecnie dwie drużyny dzieli różnica klasy…
Anwil to przecież w dalszym ciągu jeden z najlepszych zespołów w Polsce, ekipa, która w lidze wygrała dziewięć z ostatnich swoich 11 spotkań i z meczu na mecz odzyskuje wysokie aspiracje. Podopieczni Miliji Bogicevicia kapitalnie zakończyli stary rok kalendarzowy, zatrzymując lidera Tauron Basket Ligi, PGE Turów Zgorzelec na jedynie 58 punktach. To zwycięstwo na tyle mocno podniosło morale zespołu, że ten był nawet w stanie odrobić 18 oczek straty z pierwszego starcia z Energą Czarnymi Słupsk i ponownie zatrzymał swojego przeciwnika poniżej 60 punktów (78:57).
Włocławianie złapali właściwy rytm, więc do Wrocławia udali się w wyśmienitych humorach. Wyruszyli dzień wcześniej by spokojnie przygotować się do prestiżowego pojedynku i… zapoznać z obręczami, których w codziennej, ligowej rzeczywistości nie byli w stanie jeszcze przetestować. Dzień zapasu z pewnością pozwoli również graczom, którzy nie znają historii pojedynków włocławsko-wrocławskich, zapoznać się z ich treścią.
- Jeszcze do nie dawna nie wiedziałem nic na temat tych meczów. Na szczęście moi koledzy z zespołu opowiedzieli mi kilka ciekawych faktów, a bardzo dużo informacji przekazał nam także drugi trener, Andrzej Pluta, który nie raz brał udział w tym meczach. Mam nadzieję, że przed samym meczem znajdzie się jeszcze moment, w którym będę mógł dowiedzieć się czegoś więcej na ten temat – powiedział Marcus Ginyard.
Andrzej Pluta to kolejna postać, która niegdyś występowała na pierwszym planie owych meczów. Dzisiejszy asystent był przecież najlepszym strzelcem złotej drużyny eliminującej wówczas wrocławian-obrońców trofeum już w półfinale. Seid Hajrić z kolei na pewno odkopie z zakamarków pamięci mecz z rozgrywek 2005/2006, gdy Anwil pokonał u siebie Śląsk aż 71:44 i przypomni go… Michałowi Gabińskiemu, który również brał w nim udział. Wtedy jeszcze w trykocie włocławian, a zaś w środę stanie po przeciwnej stronie barykady.
Losowanie Pucharu Polski zdecydowało, że piękne wspomnienia odżyły. Teraz kolej na koszykarzy obu drużyn – niech udowodnią, że są godni być częścią wspaniałej historii.
Mecz między Śląskiem Wrocław a Anwilem Włocławek odbędzie się w środę, 16 lutego, o godz. 19.30. Bezpośrednią transmisję już od 19.20 przeprowadzi oficjalna strona ligi.