Oficjalna strona Klubu Koszykówki Włocławek

Porażka z podniesionym czołem

Poniedziałek, 24 Maja 2010, 1:00, Michał Fałkowski

Tak jak przed rokiem w półfinale, tak teraz w finale koszykarze Anwilu byli o włos od wydarcia Asseco Prokomowi atutu własnego boiska. W drugim meczu serii o złoty medal przegrali co prawda 91:84, ale udowodnili, że w starciu z obrońcą tytułu walczą jak równy z równym. Teraz rywalizacja przenosi się do Włocławka, gdzie jak pamiętamy, Anwil potrafi wygrywać seriami z podopiecznymi Tomasa Pacesasa.

Tak jak przed rokiem w półfinale, tak teraz w finale koszykarze Anwilu byli o włos od wydarcia Asseco Prokomowi atutu własnego boiska. W drugim meczu serii o złoty medal przegrali co prawda 91:84, ale udowodnili, że w starciu z obrońcą tytułu walczą jak równy z równym. Teraz rywalizacja przenosi się do Włocławka, gdzie jak pamiętamy, Anwil potrafi wygrywać seriami z podopiecznymi Tomasa Pacesasa.


Jeśli ktoś miał wątpliwości, czy Mujo Tuljković podoła zadaniu powstrzymania Qyntela Woodsa, to odpowiedź dała mu pierwsza kwarta meczu. Bośniak nie tylko zatrzymał w niej Amerykanina (0 punktów), ale też sam stał się głównym egzekutorem włocławskiej drużyny. Dzięki jego 8 punktom z rzędu Anwil prowadził 10:2 i zupełnie zaskoczył obrońcę tytułu Mistrza Polski. Z czasem jednak gospodarze rozkręcili się, jakby dopiero ucząc się, że ich siła to nie tylko Qyntel Woods z Davidem Loganem i w sposób naturalny wykreowali nowego lidera.  Stał się nim Jan Jagla. Właśnie dwie akcje 2+1 skrzydłowego Asseco Prokomu pozwoliły gospodarzom wyjść na prowadzenie 14:12.

Choć wydawało się, że Anwil nadal jest w tym meczu stroną dominującą, to szala zwycięstwa zaczęła się przechylać na stronę gdynian. Mimo fantastycznej postawy Krzyśka Szubargi  (8 pkt. i 3 as.) Anwil przegrał pierwsze dziesięć minut 26:23. Sporo zamieszania miało miejsce po kolejnych kilku minutach, gdy w wyniku boiskowej przepychanki sędziowie odgwizdali aż cztery przewinienia (faul Ewinga i trzy niesportowe faule: Ewinga, Woodsa i Chanasa).

Ta niecodzienna sytuacja nie wybiła włocławian z rytmu. Co więcej, Anwil zaczął udokumentowywać swoją przewagę punktami. Włocławianie rozpoczęli od osobistych Alexa Dunna i trójek Kamila Chanasa oraz Nikoli Jovanovicia. Serb jakby rozochocony trafieniem z dystansu w kolejnych minutach wziął ciężar zdobywania punktów na siebie, co dało znakomite efekty. Anwil prowadził w pewnym momencie 42:28 i przez długi czas kompletnie rozbijał próby ataków przeciwnika. Niestety, gdy Asseco Prokom przełamał obronę „Rottweilerów”, to zrobił to w wielkim stylu. Zdobył kolejnych 12 punktów, a jego zacieśniona defensywa zupełnie zneutralizowała wszystko to, czym Anwil imponował w poprzednich minutach.

Na szczęście, przebudzenie włocławian przyszło w porę. Nie pozwolili oni „odjechać” gospodarzom i gdy tylko wynik zaczął oscylować wokół remisu, ostro wzięli się za zdobywanie punktów. Asseco Prokom zdołał na chwilę wyjść na niewielkie prowadzenie (45:43), ale odpowiedź Bretta Winkelmana i Rasharda Sullivana była natychmiastowa. Remis 47:47 i wyrównane statystyki w każdym elemencie koszykarskiego rzemiosła zupełnie nie oddawały obrazu gry, w której włocławianie wydawali się być stroną dominującą.

Zwarzywszy na to, że gra ofensywna Asseco Prokomu w pierwszej połowie oparła się niemal tylko o jednego zawodnika - Jan Jaglę, który zdobył 19 punktów, czterokrotnie trafiając za trzy, to przed drugą wszyscy zadawali sobie pytanie, czy Niemiec dalej będzie tak skuteczny i czy obudzą się jego słynniejsi partnerzy? Odpowiedź była niestety twierdząca, bo Jagla dalej niemiłosiernie dziurawił kosz włocławian, a do tego zbierał i dyrygował zespołem (25 pkt. i 7 zb. po 25 min.). – Winę za nieupilnowanie Jana Jagli biorę na siebie – honorowo przyznał po meczu Jovanović. Wielkich pretensji do Serba mieć jednak nie można, bo gdy przeciwnik jest wyższy o 11 cm a do tego ma „dzień konia”, to trudno o skuteczną obronę.

Na szczęście na popisy nowowykreowanej gwiazdy Anwil odpowiadał z nawiązką. Udowadniał przy tym, że jego siłą jest zespołowość. Cenne punkty dawali niemal wszyscy koszykarze Igora Griszczuka. Po trójce Krzyśka Szubargi było 53:58 dla włocławian, ale wtedy (24. min.) przypomniał o sobie Qyntel Woods zdobywając swoje pierwsze punkty z gry w meczu. Amerykanin nie zdołał jednak przestraszyć świetnie funkcjonującego Anwilu. Trio Jovanović- Szubarga-Dunn dostarczało cennych punktów, ale trzeba oddać, że cały zespół ciężko pracował na to, żeby znajdowali oni pozycje do rzutów. Równie ważna walka toczona była w obronie. Przykładem twardej defensywy mogła być skuteczna próba zatrzymania ostatniej akcji Asseco Prokomu w trzeciej kwarcie. Gdynianie bardzo chcieli wyrównać przed ostatnią krótką przerwą, ale świetnie przygotowany Anwil nie pozwolił im na to i zszedł z boiska przy dwupunktowym prowadzeniu (66:68).

Jak można się cieszyć grą Anwil pokazał w 32. minucie meczu, gdy piłkę przechwycił Krzysiek Szubarga, i krążyła ona tak długo aż dotarła do najefektowniej kończącego kontrataki Rasharda Sullivana. Asseco Prokom, jak przystało na jedną z ośmiu najlepszych drużyn w Europie nie przestraszył się jednak efektownego i efektywnego Anwilu. Kilkupunktową stratę odrobił na niespełna 6 minut do końca. Po celnym osobistym Qyntela Woodsa na tablicy wyników wyświetliło się 75:75. Gdy Amerykanin stanął na linii rzutów wolnych po raz kolejny, wyprowadził swój zespół na prowadzenie 79:77, które po chwili zostało powiększone do 81:77.

Choć nie była to duża zaliczka, to gospodarze zdołali dowieźć ją do końca. Na chwilę pomogły jeszcze celne osobiste Bartka Wołoszyna, ofensywne zbiórki i dobitki Alexa Dunna oraz celny rzut wolny Bretta Winkelmana. Na 1:45 do końca Anwil przegrywał tylko 85:84, ale w kolejnych akcjach nie udało mu się umieścić piłki w koszu. Po przeciwnej stronie skuteczniejsi byli Woods, Jagla i Logan i mecz zakończył się zwycięstwem gospodarzy 91:84.

Po spotkaniu, w którym postawę Anwilu jako „fenomenalną” określił Tomas Pacesas, rywalizacja przenosi się do Włocławka. W czwartek i w sobotę Anwil będzie miał okazję odrobić straty do Asseco Prokomu. Przy wsparciu włocławskich fanów pozytywny scenariusz wydaje się tak samo upragniony jak i możliwy.



Asseco Prokom Gdynia - Anwil Włocławek 91:84 (26:23, 21:24, 19:21, 25:16)

Asseco Prokom: Jan Jagla 31, David Logan 17, Qyntel Woods 14, Daniel Ewing 9, Lorinza Harrington 7, Adam Hrycaniuk 4, Ratko  Varda 3, Adam Łapeta 2, Piotr Szczotka 2, Ronnie Burrell 2, Mateusz Kostrzewski 0

Anwil: Nikola Jovanovic 20, Krzysztof Szubarga 19, Alex Dunn 18, Mujo Tuljkovic 8, Kamil Chanas 5, Rashard Sullivan 5, Brett Winkelman 5, Dru Joyce 2, Bartłomiej Wołoszyn 2

PEŁNE STATYSTYKI