O opinie na temat niedzielnego meczu reprezentacji Polski i obcokrajowców PLK poprosiliśmy zawodników Anwilu, którzy uczestniczyli w tym wydarzeniu: Paula Millera, Łukasza Koszarka i Bartłomieja Wołoszyna.
Paul Miller:
Miniony weekend, choć spędzony z koszykówką, był dla ciebie wyjątkowy w tym sezonie…
- Tak, naprawdę miło spędziłem czas. Spotkałem chłopaków z innych drużyn i dużą odmianą było to, że nie musieliśmy ze sobą rywalizować. Zazwyczaj, gdy oni przyjeżdżają do Włocławka albo my jedziemy grać mecze w ich halach, atmosfera jest zupełnie inna. Teraz mogliśmy się lepiej poznać.
Czy fakt, że odbyliście wspólnie tylko dwa treningi zadecydował o waszej przegranej?
- Tak, już przed meczem obawiałem się, że tak będzie. Myślę jednak, że nikogo nie zawiedliśmy. Postawiliśmy Polakom całkiem trudne warunki. Musimy pamiętać, że to mecz towarzyski. Chodziło więc o to, żeby zagrać dobre zawody ale też poczuć radość z samej koszykówki a niekoniecznie z wyniku.
Jak oceniłbyś przebieg meczu?
- W pierwszej połowie mieliśmy nawet szanse na zwycięstwo. Graliśmy bardziej zorganizowanie i z większą uwagą. Niestety chybiliśmy kilka prostych rzutów, co sprawiło, że reprezentacja Polski trochę nam odskoczyła. W tej fazie myśleliśmy jeszcze o korzystnym wyniku, ale gdy w drugiej połowie Polacy przycisnęli, nie mieliśmy szans. Wtedy postawiliśmy na indywidualne akcje, które są efektowne i atrakcyjne dla zawodników, ale niestety bardzo ryzykowne.
Co sądzisz o reprezentacji Polski?
- Wiem, że w reprezentacji gra jeszcze kilku świetnych koszykarzy, którzy tym razem nie mogli przyjechać. To oni zapewne będą stanowić o sile waszego zespołu. Jednak zawodnicy, którzy grali przeciw nam również robią bardzo dobre wrażenie. Chyba dla każdego widoczny był brak zgrania zespołu, ale to ma zostać osiągnięte latem. Moim zdaniem trener waszej reprezentacji ma bardzo dobry materiał na stworzenie liczącej się w Europie drużyny.
Łukasz Koszarek:
Reprezentacja Polski spotkała się po półrocznej przerwie. Czy tak długi okres bez choćby jednego zgrupowania nie wpływa destrukcyjnie na zespół?
- Nie jest to łatwa sytuacja, ale nie możemy też mówić o destrukcji reprezentacji. Musimy pamiętać, że system rozgrywek koszykarskich różni się mocno od innych dyscyplin. Spotykamy się rzadziej, ale za to na dłużej. Letnie zgrupowania trwają kilka tygodni, w trakcie których dużo wspólnie trenujemy i gramy. To jest czas reprezentacji. Poza tym z większością kolegów widzimy się podczas meczów ligowych i nasz kontakt jest całkiem dobry.
Uczestniczyłeś w sobotnich akcjach promujących koszykówkę. Czy odczuwasz, że zainteresowanie tą dyscypliną zwiększa się, czy zmniejsza?
- Zainteresowanie koszykówką jest chyba duże, skoro wszędzie gdzie się nie pojawiamy jest mnóstwo ludzi. Tak było w Krośnie, gdy pojechaliśmy tam z Anwilem i tak było we Wrocławiu. Miło jest spotykać ludzi, którzy również kochają koszykówkę.
Nie tylko spotykać, ale również rywalizować z nimi w zaaranżowanych konkursach. Tobie nie udało się wygrać żadnego we Wrocławiu…
- (śmiech) Oszczędzałem siły na mecz reprezentacji.
Nie musiałeś. Muli Katzurin też postanowił cię oszczędzić i nie wypuścił cię w pierwszej piątce. Wiesz dlaczego?
- Po prostu dał szansę Krzyśkowi Szubardze. Nie wydaje mi się, żeby z przekroju meczu można było wyciągnąć wnioski, że ktoś będzie pierwszym rozgrywającym a ktoś drugim. Zarówno ja, jak i Krzysiek mamy swoje atuty i trener w zależności od taktyki może je wykorzystywać.
A jakie są atuty reprezentacji jako całości?
- O naszych atutach będzie można mówić latem, gdy wykrystalizuje się ostateczny skład. Mecz we Wrocławiu był cenny, ale nie dał jeszcze odpowiedzi na pytanie, jaki będzie styl naszej gry. Po atmosferze w szatni mogę być jednak optymistą. Wydaje mi się, że stworzymy zgrany team.
Bartłomiej Wołoszyn:
Skorzystałeś z zaproszenia do kadry mimo, że w ostatnich dniach przechodziłeś ostre przeziębienie. Czy nie odbije się to na twoim zdrowiu?
- Jeszcze kilka dni temu miałem wysoką gorączkę i wydawało się, że nie będę mógł zagrać. Na szczęście udało mi się stanąć na nogi i pojechałem do Wrocławia. Trenerowi reprezentacji się nie odmawia, zwłaszcza, gdy tylko puka się do drzwi kadry. Zarówno w klubie jak i w kadrze muszę ciężko pracować, żeby zasłużyć na uznanie trenerów.
Zagrałeś trzy minuty, w trakcie których oddałeś celny rzut z dystansu. Wynik na pewno daleki od oczekiwań ale dający nadzieję, że Muli Katzurin jeszcze sięgnie po ciebie?
- Mogę tylko powiedzieć, że jestem do dyspozycji trenerów w reprezentacji i klubie. Oni decydują ile gram i jestem wdzięczny za każdą minutę.
Jak podobała ci się atmosfera w Hali Stulecia?
- Gdy grał tam Anwil było dużo goręcej, ale i tak atmosfera była bardzo fajna. Hala Stulecia jest specyficzna. Z zewnątrz mało atrakcyjna, ale gdy wypełni się kibicami, jest świetna. Dobrze, że reprezentacja rozegra swoje mecze grupowe właśnie tam.
Już w sobotę Anwil czeka mecz z Atlasem Stalą. Czy poruszaliście ten temat w rozmowach z Krzysztofem Szubargą?