Z dużą przyjemnością uczestniczyło się w wydarzeniach koszykarskich w miniony weekend we Wrocławiu. Choć sam mecz nie należał do zaciętych, to przecież nie o to chodziło w spotkaniu reklamowanym jako starcie gigantów.
Z dużą przyjemnością uczestniczyło się w wydarzeniach koszykarskich w miniony weekend we Wrocławiu. Choć sam mecz nie należał do zaciętych, to przecież nie o to chodziło w spotkaniu reklamowanym jako starcie gigantów.
Impreza zaczęła się od spotkania kadrowiczów z kibicami na wrocławskim rynku. Duża scena, kilka rozstawionych konstrukcji koszy, namiot ze sprzętem koszykarskim, hostessy rozdające gadżety – to wszystko robiło duże wrażenie na przechodniach. Ci którzy zdecydowali się zatrzymać, mogli wziąć udział w licznych konkursach. W najciekawszym z nich żaden z przybyłych kadrowiczów nie trafił z dużej odległości do obręczy. Po chwili wszystkich zadziwił przypadkowy uczestnik zabawy, który niesamowitym rzutem zapewnił sobie atrakcyjną nagrodę.
Sobotnia zabawa była tylko preludium do głównego wydarzenia koszykarskiego weekendu, czyli meczu Polski z obcokrajowcami grającymi w PLK. Wśród reprezentantów nie mogło zabraknąć zawodników grających w Anwilu. Łukasz Koszarek (4 pkt., 5 zb., 5 as.), choć nie wyszedł w pierwszej piątce, w przekroju meczu zaprezentował się dużo lepiej niż Krzysztof Szubarga (6 pkt., 2 zb., 1 as). Umiejętnie wykorzystywał dobrą skuteczność wysokich graczy reprezentacji, co przełożyło się na asysty do Pawła Leończyka (12 pkt., 4 zb.) i najgoręcej witanego we Wrocławiu, Adama Wójcika (15 pkt., 3 zb.).
Zaledwie 3 minuty otrzymał na zaprezentowanie swoich umiejętności Bartłomiej Wołoszyn. Polak odczuwał jeszcze skutki przeziębienia i trener Muli Katzurin nie chciał go nazbyt eksploatować. Wystarczyło to jednak zawodnikowi Anwilu, by odpalić ważną trójkę z rogu boiska i wpisać się na listę punktujących. Z pozostałych zawodników reprezentacji na wyróżnienie zasłużyli Filip Dylewicz (16 pkt., 8 zb.) i Robert Witka (9 pkt., 9 zb.).
Choć w grze Polaków widać było wiele niedociągnięć, to indywidualnie zaprezentowali się obiecująco. Póki co, nawet trener Muli Katzurin podkreślał personalne, a nie taktyczne atuty reprezentacji. Najbardziej cieszyła go niezmiennie dobra forma Adama Wójcika. – Mam wrażenie, że nawet gdy reprezentacja zbierze się za pięć lat, nie zabraknie w niej Adama – zachwalał selekcjoner - Na niego zawsze można liczyć. –
Na tle reprezentacji Polski blado wypadli obcokrajowcy. Po jednym dniu wspólnych treningów nikt nie wymagał od nich świetnego zrozumienia na boisku. Wydawało się jednak, że w takim gronie znajdzie się ktoś, kto zagra wybitny mecz i poprowadzi drużynę do zwycięstwa. Co prawda, starali się o to Mujo Tulijković i Javier Mojica (obaj po 13 pkt.), lecz ich zabiegi nie osiągnęły zamierzonego rezultatu.
Tylko na początku spotkania podopieczni Mariusza Karola górowali nad Polakami. Z upływem minut reprezentacja poukładała grę i dzięki serii punktów Adama Wójcika w niedługim czasie osiągnęła przewagę. Wynik 41:34 do przerwy mógł jeszcze dawać nadzieję obcokrajowcom, lecz zniżka ich formy w trzeciej kwarcie zredukowała szanse na sukces do minimum. Polacy grając coraz bardziej zespołową i szczelną obronę wymuszali na przeciwnikach indywidualne akcje. Wielka szkoda, że w tym czasie Mariusz Karol nie zdecydował się na wpuszczenie na boisko Paula Millera, który w ciągu zaledwie 10 minut zdobył 2 pkt., 2 as. i zbiórkę. Ostatecznie spotkanie zakończyło się zasłużonym zwycięstwem Polaków 91:76.
Od wyniku tego meczu ważniejsza jest jednak świadomość, że zainteresowanie koszykówką w wielu polskich miastach jest bardzo duże. Imprezy promocyjne przyciągają rzesze kibiców, dając efekty lepsze od najśmielszych oczekiwań. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że będzie ich więcej, bo koszykówka bardzo potrzebuje takich działań, o czym zapomniano chyba w ostatnich latach. W tej kwestii można być chyba umiarkowanym optymistą, gdyż w kuluarach Hali Stulecia mówiło się już o kolejnych koszykarskich wydarzeniach z warszawskim Meczem Gwiazd na czele.